Ndb2010's Blog

"Kiedy wyeliminuje się niemożliwe wówczas to, co zostanie, bez względu na to, jak byłoby nieprawdopodobne, musi być prawdą." Arthur Conan Doyle

Wypowiedzi „ekspertów” PRL-bis po 04.07.2010- Demontaż dezinformacji.

Aktualizacja: 3 sierpnia 2010

******************************************************************************************************************************************************************************* 

To już kolejna podstrona, która jest odpowiedzią na przełomowe daty i wydarzenia. Pierwsza podstrona została założona po wydarzeniach z 19 maja. Wtedy został opublikowany niespodziewanie raport wstępny MAK w sprawie Smoleńska. 

19 maja Punkt zwrotny numer 1

Jest wielce prawdopodobne, że o ile do 19 maja polscy i rosyjscy śledczy mówili półprawdy i ukrywali prawdę to od 19 maja 2010 roku zmienili taktykę i świadomie zaczynają używać kłamstwa – zmieniaja fakty. Może wiązać się to z tym, że czarne skrzynki samolotu Tu-154m są już „wyremontowane”. 

W związku z tym uważam, że trzeba także dodać nową taktykę i podzielić e-śledztwo na dwie fazy: 

  • Dowody i rozwijanie hipotez
  • Analiza wypowiedzi śledczych po 19 maja. Można robić zapisy rozmów i analizować – wyszukiwać niezgodności.

Jak wiadomo kłamstwo ma to do siebie, że szybko sie mnoży. Oznacza to, że kłamstwo rodzi kłamstwo. Osoba kłamiąca coraz bardziej sie zapętla w swoich słowach i często sama sobie zaprzecza. Człowiek, który zaczyna kłamać w czymś ważnym i istotnym tworzy zlożoną sieć kłamstw, którą przy dokładnej analizie jest łatwo odkryć. Wiąże się to z tym, że  kłamiący gubi się w swoich wypowiedziach oraz traci zmysł rozumowej oceny faktów. Dlatego tak jak wspomniałem warto zająć się dodatkowo ostatnimi wypowiedziami osób odpowiedzialnych za śledztwo. Można robić zapisy rozmów i zbierać dowody na ewentualne kłamstwo. 

https://ndb2010.wordpress.com/analiza-wypowiedzi-sledczych-po-19-maja-2010-roku/ 

 

31 maja 2010 roku. Punkt zwrotny numer 2 

Następna podstrona powstała w odpowiedzi na równie niespodziewane przekazanie polskiej stronie zapisów rozmów załogi Tu-154, które potwierdziło jednoznacznie, że to był zamach. 

https://ndb2010.wordpress.com/wypowiedzi-komisji-rzadowych-po-31-maja-2010-roku/ 

 

04 lipca 2010 roku. Punkt zwrotny numer 3 

Wydarzenia ostatnich dwóch dni pokazują, że rozpoczęto tworzenie nowej rzeczywstości i zupełnie przestano się przejmować prawdą. Więc teraz przyszła kolej na nową podstronę:

Wypowiedzi prasy i „ekspertów” PRL-bis  p0 04.07.2010- Demontaż dezinformacji

Będe starał się tutaj analizować każdy nowy artykuł i znajdować dezinformację. Bardzo proszę o zamieszczenia każdego artykułu po 04.07.2010 roku, który dotyczy wyjaśnienia Smoleńska. 

 

Poniżej lista artykułów już skomentowanych w kolejności umieszczenia na tej stronie:

1. Radiolatarnia była dalej niż powinna. (06 lipca 2010 roku)         „Rzeczyposopolita” oraz inne media.

http://www.rp.pl/artykul/2,504491_Radiolatarnia_byla_dalej__niz_powinna_.html 

 

2. Odczytano kolejne fragmenty czarnych skrzynek Tu-154m. (07 lipca 2010 roku)   RMF FM oraz inne

http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-odczytano-kolejne-fragmenty-czarnych-skrzynek-tu-154m,nId,287242

 

3. Dostaliśmy zgodę na 50 metrów. Tu-154 i Ił też” (06 lipca 2010 roku)  TVN24 oraz inne media

http://www.tvn24.pl/0,1663248,0,1,dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu_154-i-il-tez,wiadomosc.html

 

4.  Temat: Polscy śledczy proszą w USA o pomoc. Pytają amerykanów co mówił prezydent.

08 lipca 2010 roku  “Dziennik” oraz inne media. Artykuł napisał: Maciej Duda.

 http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article640916/Pytaja_Amerykanow_co_mowil_prezydent.html

5. Temat: Jak nie wyląduje(my) to mnie zabije (my).

Artykuł napisany w dniu 14 lipca 2010 roku przez Joanna Komolka TVN24, jk//mat/k

http://www.tvn24.pl/0,1664953,0,1,jak-nie-wyladujemy–to-mnie-zabijeja,wiadomosc.html

Wczorajsza informacja z TVN o wypowiedzi pilota ” jak nie wyląduje to mnie zabiją” została skorygowane przez Gazetę Wyborczą i jej informatora.

http://wyborcza.pl/1,75248,8139808,Czy_pilot_prezydenckiego_Tu_154_musial_ladowac.html

 

6. Temat: „W Smoleńsku nie było sztucznej mgły”

23 lipca 2010 roku  Dziennik Gazeta Prawna. Autor Maciej Duda.

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/438005,w_smolensku_nie_bylo_sztucznej_mgly.html

 

————————————————————————————————————————————————- 

Analiza krytyczna tekstu:

Grażyna Zawadka – Rzeczypospolita

06-07-2010, ostatnia aktualizacja 06-07-2010 20:25

http://www.rp.pl/artykul/2,504491_Radiolatarnia_byla_dalej__niz_powinna_.html 

   Fragment numer 1 

Rzeczypospolita: 

Członek załogi jaka-40 twierdzi, że dokumenty z rosyjskiego lotniska nie zgadzały się z rzeczywistością. Jak były rozmieszczone radiolatarnie na lotnisku Siewiernyj 

 

Z relacji członka załogi jaka-40, który wylądował na lotnisku Siewiernyj godzinę przed prezydenckim Tu-154, wynika, że jedna z radiolatarni była umieszczona dalej, niż oznaczono to w dokumentacji, którą dysponowały załogi obu polskich samolotów. 

Radiolatarnie są jedynym systemem naprowadzającym na lotnisku, na którym 10 kwietnia doszło do katastrofy. Oprócz sygnałów świetlnych emitują też sygnały drogą radiową, które odbierają urządzenia samolotów. 

Radiolatarnia umieszczona najbliżej lotniska znajduje się kilometr od pasa. Według rosyjskich danych z 2006 r. (Polacy prosili Rosjan o nowsze dane przed lotem z 10 kwietnia, ale ich nie otrzymali), jakimi dysponowały polskie załogi, odległość między tą radiolatarnią a poprzednią wynosiła 5,15 km. 

Tymczasem według członka załogi jaka40 odległość między tymi radiolatarniami była w rzeczywistości mniejsza. 

Z jego obliczeń, których dokonał podczas lotu 10 kwietnia, ma wynikać, że między jedną a drugą radiolatarnią było 4,5 km. 

Komentarz NDB2010. 

Zdjęcie satelitarne pokazuje, że Radiolatarnie Stacjonarne lotniska a więc te prawdziwe, które nie mogą być przenoszone były oddalone od siebie 0  5,1 km a więc dystans prawidłowy. 

http://www.wikimapia.org/#lat=54.827343&lon=32.1013641&z=13&l=0&m=b 

   

Fragment numer 2 

Rzeczypospolita 

Jeśli rzeczywiście były rozbieżności, to czy mogły zdezorientować pilota tupolewa i wpłynąć na jego decyzje? 

Przy przedostatniej radiolatarni samolot znajdował się jeszcze na poziomie ok. 100 m, czyli na granicznej wysokości na tym lotnisku, potrzebnej do oceny możliwości wylądowania. Od tego momentu samolot zaczął szybko obniżać lot. 

30 sekund przed uderzeniem w ziemię piloci byli ostrzegani o zbyt niskim pułapie przez system TAWS. 

Komentarza NDB. 

Albo ta osoba nie wie co mówi albo właśnie potwierdziła ustawienie fałszywej NDB w odległości 2,2 km od lotniska. Bo w tej odległości od lotniska samolot był na wysokości 100 metrów. 

   

Fragment numer 3 

Rzeczypospolita 

Pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy mecenas Rafał Rogalski: – Jeśli przyjąć, że te informacje mediów są prawdziwe, to może mieć kolosalne znaczenie z punktu widzenia decyzji, jakie podejmowali piloci, podchodząc do lądowania. To może oznaczać, że byli w błędzie co do położenia, w jakim się znajdują, i co do odległości, jaka ich dzieli od pasa lotniska. Jeśli piloci sądzili, że do bliższej radiolatarni jest 5,15, a było o 650 m mniej, to mogli zacząć manewr lądowania przedwcześnie. I zbyt szybko zaczęli się zniżać. 

Komentarz NDB 

Albo są to zmanipulowane słowa pełnomocnika ofiar albo pełnomocnik ma kłopot z logiką i procedurami lądowania. Jeśli radiolatarnia dalsza była 650 metrów bliżej lotniska niż powinna to Tu-154m przeleciałby nad pasem bo zbyt póżno rozpocząłby lądowanie.

Tak przekładając na liczby i rysunek „Rzeczypospolitej” to wiedząc, że radiolatarnia dalsza powinna byc 6,1 km od progu pasa a była 5,45 km od progu pasa to logika mówi, że pilot powinien oczekiwac bliższej NDB 0,45 km od lotniska a więc do tego momentu powinien być na wysokości 100 metrów. W tym miejscu zostały znaleznione szczątki samolotu. 

Biorąc to pod uwagę Rzeczypospolita sugeruje, że pilot rozpoczął lądowanie 2 km od progu pasa bez odbioru sygnału bliższego nadajnika NDB, który powinien byc 1,1km od lotniska a którego spodziewac się miał według Rzeczypospolitej 0,45 km od progu pasa. Jest to absurd i gratuluję redakcji „Rzeczypospolitej” (bez) logiki, która może i jest logiką ale logiką rodem z PRL-u. 

Teza fałszywych nadajników NDB opiera się na tym, że nadajniki były przesunięte dalej od lotniska a nie bliżej. Wtedy pilot myśli, że znajduje się bliżej pasa startowego niż jest w rzeczywistości.  

   

Fragment numer 4 

Rzeczypospolita 

Eksperci, z którymi rozmawiała „Rz”, bardziej sceptycznie oceniają te informacje. 

– Jeżeli nawet były rozbieżności w odległościach rozmieszczenia radiolatarni, to nie sądzę, by miało to wpływ na przyczyny katastrofy – mówi „Rz” kapitan Robert Zawada, pilot cywilny i ekspert sejmowej komisji. – Zresztą różnica 650 m nie miałaby dużego znaczenia dla decyzji o lądowaniu. Piloci tupolewa, nawet jeśli nie widzieli radiolatarni, to musieli wiedzieć, że mają do niej jeszcze kilkaset metrów. Ale tak czy inaczej nie powinni schodzić poniżej 100 m, jeśli nie widzieli pasa. 

Komentarz NDB 

Radiolatanie NDB to nie latarnie morskie, że się je widzi. Samolot ma odbiorniki zródła sygnału markera i fali radiowej anteny, które dokładnie wskazują mu położenie nadajnika NDB i przelotu nad nim. Jeśli róznica 650 metrów w odległości ustawienia nadajników NDB nie stanowi problemu to życzę powodzenia temu pilotowi. O ile ustawienie fałszywego NDB 650 metrów bliżej lotniska spowodowałoby przelot nad pasem startowym to ustawienie radiolatarni 650 metrów dalej od lotniska spowodowałoby rozbicie się samolotu przed lotniskiem. Przenośne reflektory APM także zmyliły pilotów, gdyż na podstawie sygnału fałszywego NDB ok.2km lotniska (powinno byc 1,1km) oraz reflektorów APM podjęli decyzję o lądowaniu. 

   

Fragment numer 5 

Rzeczypospolita 

Z informacji „Rz” sprzed kilku tygodni wynika, że jedna z radiolatarni mogła być niesprawna i wysyłać przerywany sygnał (mówił o tym dowódca jaka-40 por. Artur Wosztyl). – W takiej sytuacji pilot traci sygnał i nie wie, gdzie jest radiolatarnia. Ale dobry pilot przerywa lądowanie – twierdzi Zawada. 

Komentarz NDB 

Zapomnieli dodać, że jeśli jedna z radiolatarni przerywa a w tym czasie samolot złapie inne źródło sygnału (np.fałszywe NDB), to nawet jak ta prawdziwa radiolatarnia powróci do pracy to jej sygnał będzie ignorowany przez odbiorniki samolotu. 

Potwierdzeniem tego jest bardzo ważny artykuł jeszcze z czasów RP: 

http://www.tvp.info/informacje/swiat/radiolatarnie-na-lotnisku-mialy-awarie/1854298 

Jeżeli taka radiolatarnia przestanie funkcjonować, może sprawić, że systemy samolotu będą się namierzały na zupełnie inne źródło impulsów. Jeżeli nagle tego sygnału nie będzie, system może się przełączyć. Potem – jeśli radiolatarnia powróci do pracy – system będzie ją ignorował – tłumaczy w TVP Info Krzysztof Zalewski z magazynu „Lotnictwo”. 

Jeśli prawdziwa radiolatarnia była 1,1km od lotniska a Tu-154m miał się znaleść nad nią na wysokości 100 m to dlaczego w pobliżu jej szukał pasa startowego lecąc na wysokości 8 metrów. Pilot Tu-154m nie mógł rozpocząć lądowania bez otrzymania sygnału radiolatarni 1,1km i potwierdzenia wysokości 100 metrów. W przypadku braku sygnału zgłosił by awarię i odleciałby dalej do czasu wyjaśnienia. Nic takiego nie zostało odnotowane w stenogramach przekazanych przez komisje MAK i opublikowanych przez rząd RP. A oto co mówią pracownicy obsługujący nadajnik NDB 1,1km. 

 
Proszę zwrócic uwagę na fragment od 43 sekundy- światła….
 
Oraz na wypowiedz reportera:

„…załoga tego budynku (stacji NDB) jest bardzo zszokowana bo samolot przeleciał nad budynkiem i ściął jedną z anten…. „
 
Bardzo ciekawe a świstak / sygnał ndajnika NDB wciąż siedział i zwijal….. i nadawał (według stenogramów). A drzewa ścięte 40m (więcej niż szerokośc skrzydeł tu-154m) – same się ścięły, jak te lampy. 

   

Fragment numer 6 

Rzeczypospolita 

Jak informację dotyczącą radiolatarni oceniają śledczy? 

– Wszystkie kwestie dotyczące katastrofy są dokładnie analizowane. Dotyczące radiolatarni również – zapewnia płk Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. 

– O tej sprawie nie wiemy, tak jak nie wiemy o wielu innych rzeczach dotyczących przygotowania wizyty. Moim zdaniem jest to efekt tego, że premier oddał śledztwo Rosjanom – ocenia Jarosław Zieliński, poseł PiS. 

Jedno z kluczowych pytań przy poszukiwaniu przyczyn katastrofy sprowadza się do tego, dlaczego samolot, znajdując się ok. 1,1 km od pasa startowego, leciał zaledwie kilka metrów nad ziemią? Bowiem lecąc prawidłowo, powinien znajdować się wtedy na wysokości co najmniej 70 m. 

Komentarz NDB 

3 m-ce pracują i nadal jeszcze nie wpadli na to dlaczego. No cóz jak sie chce to się znajdzie, jak sie nie chce, to się nie znajdzie nawet jeśli się miałoby przewrócić o informację.

   

1. Świadomośc odległości od progu pasa. 

Biorąc pod uwagę komunikat o 10km:
 
08:39:08,7-08:39:10,6 Kontroler 101-y, odległość 10, wejście na ścieżkę (czas z zapisu MAK i rządu RP)
 
Prędkość samolotu pomiędzy odcinkami: 280 km/h (77 m/s)
Czas (pomiędzy komunikatem 10km a komunikatem 8 km) : 21.4s
Odległość pokonana (prędkość pomnożona przez czas) : 1647m
 
Rzeczywista odległość samolotu w chwili podawania komunikatu o odległości 8km wynosiła – 8353 m (wynik odejmowania 10000m minus 1647m)
 
08:39:30,1-08:39:31,4 Kontroler 8 na kursie i ścieżce.(odległość 8km) (czas z zapisu MAK i rządu RP)
 
Prędkość samolotu pomiędzy odcinkami: 280 km/h (77 m/s)
Czas (pomiędzy komunikatem 8km a komunikatem 6km): 19.8-20.1s
Odległość pokonana (prędkość pomnożona przez czas): 1524-1547mRzeczywista odległość samolotu w chwili podawania komunikatu o odległości 6km oraz dźwięku markera nadajnika NDB 6,1km wynosiła 6804-6829mBiorac pod uwage te dane należy przyjąć do wiadomości, że o ile może dałoby radę wytłumaczyć pomyłkę kontrolera faktem np. że był pijanym, to nie da się wytłumaczyć synchronizacji tej pomyłki z sygnałem dalszej NDB. Z tego co mi wiadomo nadajniki NDB na lotnisku w Smoleńsku są stacjonarne i same nie chodzą na odległości ok.1km. Chyba że ktoś im w tym pomoże.

Czyli trzeba odpowiedzieć na pytanie: kto pomógł nadajnikom NDB uciekać od lotniska? 

   

2. Autopilot 

Autopliot jest wyłączany na 3 sposoby:
 
– podciagniecie drazka steru
– zwiekszenie predkosci
– przycisk uchod
W zależności od prędkości zniżania samolot potrzebuje od 20 do 60 metrów na zmianę kierunku prędkości pionowej. Przy sugerowanej przez MAK prędkości pionowej 10 m/s samolot potrzebowałby około 40 m na zmianę kierunku z zniżania na wznoszenie. Według komisji MAK załoga Tu-154m wyłączyła autopliota przy prędkości 10 m/s na wysokości 10 metrów i leciała dalej…ścinając na płasko drzewa i się wznosząc.

 

 
08:40:59,3-10:41:05,0             Odgłos zderzenia z drzewami Wysokośc -6 m          (Zapis MAK i Rządu RP)
 
Według S.Amielina i Komisji MAK pierwsze uderzenia w drzewa nastąpiły w odległości 1,1 km. W dniu 21 maja Komisja MAK wprowadziła w błąd twierdząc, że samolot znalazł się w tym miejscu na wysokości 15 m poniżej pasa.
Próg pasa startowego jest połozony na wysokości 255 m npm. Punkt 1,1 km (pierwsze odgłosy zderzeń z drzewami) pasa startowego jest położony na wysokości 241 m npm. Samolot był w tym punkcie na wysokości ok. 8 m nad ziemią a więc 6 m poniżej progu pasa startowego na wysokości 249 m npm. Uważam, że w tym przypadku 9 metrów różnicy oznacza bardzo dużo.
 
 
Fragment analizy
 
https://ndb2010.wordpress.com/analiza-zapisow-rozmow-pilotow/Koleny dowód na fałszerstwo zapisu czarnej skrzynki samolotu Tu-154m– zwiększenie prędkości
 
 
547]. 08:40:56 – 08:40:58,2                     Sygnał dźwiękowy F=400 Hz, ABSU
548]. 08:40:56-08:40:58,1                         Sygnał dźwiękowy F=400 Hz, bliższa prowadząca
549]. 08:40:56,6-08:40:57,7                    Sygnał dźwiękowy F=400 Hz, ABSU
550]. 08:40:56,6-08:40:58,2                   TAWS Pull up, Pull up
551]. 08:40:57,9-08:40:59,0                    Sygnał dźwiękowy F=400Hz, ABSU
 
Jak wiadomo autopilot jest wyłączany na 3 sposoby:
 
– podciągnięcie drążka steru do siebie (zapoczątkowanie wznoszenia się)
– przycisk uchod (odejście na drugi krąg)

Zdjęcia ściętych drzew i mapa ukształtowania terenu pokazuje, że Tu-154m w tym czasie zaczął wznoszenie co oznacza, że odłączenie autopilota i ręczne sterowanie kierunkiem wznoszenia i prędkością musiałoby  być co najmniej około 4-5 sekund wcześniej.

Podsumowując jest to jednoznaczny dowód na fałszerstwo zapisów mówiący, że zapis o autopilocie rzeczywiście znajdował się w innym miejscu stenogramu.

A w jakim miejscu stenogramu powinien się znajdowac zapis o wyłączeniu autopilota mówi nam najprawdopodobniej zapis o długości czasu dzwięku sygnału bliższej naprowadzającej czyli nadajnika NDB 1,1km.

548]. 08:40:56-08:40:58,1 Sygnał dźwiękowy F=400 Hz, bliższa prowadząca

Czas ten według komisji MAK wynosi ponad 2 sekundy co według wstępnych analiz pokazuje jednoznacznie, że samolot mógł osiągnąć takie wartości tylko wtedy gdy przelatywałby nad nadajnikiem NDB 1,1km na wysokości….100 metrów. Samolot w tym czasie znajdował się ok. 2,3 km od lotniska i była to godzina: 08:40:42

526]. 08:40:42,6-08:40:42,7  Nawigator 100

Jednak według komisji MAK w chwili dźwięku sygnału markera NDB samolot był na wysokości 6 metrów nad ziemią czyli na wysokości lub poniżej czubka anteny nadajnika NDB 1,1km i oddalony od niego o ok. 40 metrów na południe.

Biorąc pod uwagę te fakty należy przypuszczać, że piloci zgodnie z procedurą wyłączyli autopilota w punkcie decyzji czyli na wysokości 100 metrów zakładając, że znajdują się 1,1km od progu pasa. Niestety znajdowali się wtedy ponad 2 km od progu pasa. 

Jak widać czasy wyłączenia autopilota to: 08:56 do 08:59
 
Czas bliższej naprowadzającej 1,1km to 08:56 do 08:58 czyli czas ten pokrywa się z sygnałem bliższej NDB. Samolot się już wznosił. Niestety ukształtowanie terenu na wschodniej stronie lądowania i ułożenie silników na tyle powodowało że było to tylko 5m./s i nie miał szans na ucieczkę.
 
Poniżej komentarz pilota Pilota 36. pułku specjalnego Grzegorza Pietruczuka wysłuchał Łukasz Orłowski z tvn24  na temat wyłączenia autopliota
 
 
 
Komentarz: ABSU oznacza sygnały autopilota. Dwa pierwsze sygnały to kolejno: odłączenie kanału podłużnego autopilota (pociągnięcie za stery) oraz odłączenie kanału poprzecznego autopilota (ręczne dodanie gazu).Całośc zapisu o autopilocie i długości sygnału dzwięku bliższej naprowadzającej może stanowić jednoznaczny niepodważalny dowód na fałszerstwo zapisów i zamach przy użyciu faszywych
 
P.S
Oczywiście pilot pominął wiele istotnych spraw jak na przykład cuda paliwowe czy prędkości samolotu które według innego pilota zakładajac, że był używany autopilot nie mogą się zmieniać więcej niż +/- 10 %. Wieksze zmiany są niemożliwe.
 
Według komisji MAK, samolot Tu-154m po ustawieniu w autopilocie prędkości 280 km/h leciał z prędkością 170-380 km/h, która raz się zwiększała a raz zmniejszała.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

nadajników NDB bliższej naprowadzającej, który znajdował się ponad 1km wcześniej niż powinien ( około 2,0-2,3 km od progi pasa) oraz fałszywej dalszej naprowadzającej, która znajdowała się 6,5-6,8 km od pasa. Czyli róznica między fałszywmi nadajnikami na podstawie obliczeń wynosiła 4.5 km. Wartośc o której wspomina Remigiusz Muś.
 
Mobilny nadajnik NDB wyglada tak:
 
Jest to mobilna antena NDB w 4 częściach, zasilana baterią. Waży 120kg i jest do rozłożenia i złożenia w szybkim tempie w 3 osoby. Do transportu nadajnika i anteny NDB wystarczy samochód osobowy.
 
Fałszywe nadajniki zostały ustawione na wschodzi i tam został skierowany samolot pomimo, że warunki atamsferyczne nakazywały lądowanie samolotu od zachodu czyli kierunku z którego nadlatywał i pod wiatr, który zwiększyłby szanse na wzniesienie samolotu w wypadku problemów.
 
Od zachodu teren jest otwarty pozbawiony przeszkód terenowych i możliwosci ukrycia. W przypadku problemów na zachodzie można byłoby lądować na polu. Jednak samolot został skierowany na niebezpieczną wschodnią stronę lądowania. :
 
 
Więcej o pogodzie i wyborze kierunku lądowania w wpisach:
 
 
Fragment numer 7 

Rzeczypospolita 

Z ostatnich informacji podanych przez media wynika, że rosyjski kontroler 10 kwietnia pozwolił zejść załodze Tu-154 i jaka-40 na pułap 50 m. 

Dlaczego zezwolił o połowę przekroczyć graniczną wysokość? Dlaczego zdecydowali się na to piloci? Nie wiadomo. Śladu tej rozmowy nie ma w stenogramach rozmów z kokpitu Tu-154. Z zapisu wynika, że kontroler mówi, by na wysokości 100 metrów być gotowym do „odejścia na drugi krąg”, czyli przerwania lądowania. Czy luki w stenogramie zostaną wyjaśnione? – Biegli z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych badają kopię nagrań rozmów z tupolewa. Bez ich opinii nie mogę się do tych informacji odnosić – mówi Artymiak. Śledczy zabezpieczyli nagrania z magnetofonu, który był w jaku-40. – Członkowie załogi jaka zostali przesłuchani, podane przez nich informacje są analizowane – zapewnia Artymiak. 

 Obecne wątpliwości nie są jedynymi, które dotyczą radiolatarni na rosyjskim lotnisku. Pod koniec kwietnia „Rz” ujawniła, że ich rozkład jest nietypowy. Zwykle najbliższa lotniska radiolatarnia znajduje się 1 km od początku pasa startowego, kolejna – 4 km. Druga radiolatarnia – jak wynika z dokumentacji lotniska – miała być umieszczona w odległości niemal 6 km od początku pasa. Tu-154 runął na ziemię w odległości ok. 1 km od pasa lotniska 

Komentarz NDB 

Komentarz na temat informacji o podawaniu przez kontrolera wysokości 50 metrów wkrótce. 

   ****************************************************************************************************

2.

****************************************************************************************************

07 lipca 2010 : RMF FM oraz inne Media :

Temat: Odczytano kolejne fragmenty czarnych skrzynek prezydenckiego tupolewa

http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-odczytano-kolejne-fragmenty-czarnych-skrzynek-tu-154m,nId,287242

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8109365,Odczytano_kolejne_fragmenty_czarnych_skrzynek_prezydenckiego.html 

 

RMF FM

„…Z naszych informacji wynika, że rozszyfrowano kilkanaście wypowiedzi, które w oficjalnie ujawnionych stenogramach były oznaczone jako zapis nieczytelny. Co więcej, odczytywanie wciąż trwa i najprawdopodobniej tych odczytanych zdań będzie o wiele więcej. Informatorzy dziennikarzy RMF FM twierdzą, że drzwi do kabiny pilotów były otwierane praktycznie przez cały czas lotu, a do kabiny wchodziły bardzo różne osoby….”

Komentarz NDB

Skomentuje cytując wypowiedzi specjalistów, które zamięsciłem w wpisie „Cuda paliwowe i rozpoznany czy nieorozpoznany. Archiwum X czy achiwum lotów polskich sił zbrojnych.

https://ndb2010.wordpress.com/2010/06/20/cuda-paliwowe-i-rozpoznany-czy-nierozpozny-archiwum-x-czy-archiwum-lotow-polskich-sil-zbrojnych/

A oto kilka informacji, które są bardzo potrzebne w zrozumieniu dalszych treści, które przekazuje komisja śledcza oraz prasa.

http://smolensk1004.wordpress.com/2010/04/14/mikrofony-z-kokpitu-tupolewa-mogly-nagrac-rozmowy-vip-ow/

„…Mikrofony są bardzo czułe, nagrywają wszystkie szmery w kokpicie, a także odgłosy z saloniku dla VIP-ów nawet przy zamkniętych drzwiach – tak twierdzi w rozmowie z Krzysztofem Zasadą nasze żródło w otoczeniu komisji badania wypadków lotnicznych…”

oraz druga wypowiedź

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/415095,czarna_skrzynka_tu_154_mogla_nagrac_dzwieki_z_czesci_pasazerskiej.html

„…Jednak płk Zbigniew Rzepa, rzecznik NPW, zapewnia, że czarna skrzynka nagrała jedynie dźwięki tła z kokpitu załogi. Tomasz Tuchołka, jeden z nielicznych polskich specjalistów projektujących czarne skrzynki, przekonuje, że rejestrator dźwięku nagrywa rozmowy przez trzy kanały. – Jeden to mikrofon umieszczony w kabinie, a pozostałe podłączone są do słuchawek pilotów i załogi. Mikrofon z kabiny jest tak czuły, że jest w stanie nagrać ciche rozmowy, a także dźwięk uderzenia czy odgłos silników – mówi „DGP” Tuchołka. Czy mogły się na niej nagrać głośne dźwięki z kabiny pasażerskiej? – Jeśli dźwięk był głośny, to możliwe – przyznaje Tuchołka….”

W maju E.Klich oświadczył, że on uważnie słuchał nagrań rozmów z kabiny pilotów i żadnych innych głosów nie słyszał. Zmienił zdanie gdy dano mu kartkę papieru z zapisanymi głosami. Na początku maja 2010 roku ten głos miał zostać rozpoznany ale jak pokażą wypowiedzi z czerwca nie został on rozpoznany.

„….Rzeczywiście w tle jest piąty głos, ale ja go nie słyszałem, jak przesłuchiwałem oryginalne taśmy – przyznaje Edmund Klich…” 

http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-edmund-klich-byc-moze-w-niedziele-zostanie-rozpoznany,nId,276588

W związku z jego majowymi wypowiedziami postanowiłem otworzyć specjalną podstronę oraz napisać wpis:

https://ndb2010.wordpress.com/2010/05/23/glosy-z-kartek-papieru/

https://ndb2010.wordpress.com/analiza-wypowiedzi-sledczych-po-19-maja-2010-roku/

A o to co mowil E.Klich 15 maja 2010. 

„…Klich powiedział też, że słuchając nagrań z kabiny pilotów, nie słyszał głosu nikogo spoza załogi. Według doniesień mediów urządzenia zarejestrowały słowa jeszcze jednej osoby, prawdopodobnie dyrektora protokołu dyplomatycznego w MSZ Mariusza Kazany.

– Słuchałem całych rozmów w kabinie i słyszałem bardzo dokładnie rozmowy załogi między sobą, załogi z kontrolerami na ziemi. Natomiast jeśli były jakieś inne rozmowy, to takie rozmowy są w tle. W związku z tym, słuchając bez wyciszenia szumów, ja nie słyszałem innych głosów i tego nie mogę potwierdzić, bo mogę powiedzieć to, co słyszałem – zaznaczył Klich…”

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7886326,Edmund_Klich__Konczymy_zbieranie_danych.html

             Poniżej artykuły z czerwca po opublikowaniu przez rząd RP stenogramów stworzonych przez MAK w których znalazła sie informacja, że to głos M. KAZANY.

„….Szef MWSiA: Kazany nie rozpoznali dwaj eksperci 

….Informacji PAP na temat Kazany nie potwierdził Jerzy Miller, który w Senacie przedstawiał dzisiaj informację o pracach komisji badającej przyczyny wypadku.

„Dwóch polskich ekspertów przesłuchiwało nagrania rozmów z kokpitu samolotu Tu-154M; nie rozpoznali głosu dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusza Kazany” – mówił we wtorek w Senacie szef MSWiA Jerzy Miller. „Nic innego nie wiem w tej sprawie” – dodał

http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul167802.html

http://www.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_www.pap.pl&_PageID=1&s=depesza&dz=tematdnia&dep=18538&data=depeszadepeszadepeszadepesza&_CheckSum=-1799601587

To, że głos nienależący do załogi, który zarejestrowała czarna skrzynka Tu-154 należał do szefa protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusza Kazany, jest tylko sugestią. Nie potwierdzili tego polscy eksperci – powiedziała rzeczniczka MSWiA Małgorzata Woźniak.  

Jak dodała, taka sugestia pojawiła się po zbadaniu, do kogo z osób znajdujących się na pokładzie można by zwrócić się „panie dyrektorze”.

Zaznaczyła, że pytanie, dlaczego nazwisko Kazany, mimo że nie zostało potwierdzone, znalazło się w stenogramie z zapisu rozmów załogi, powinno być skierowane do Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), który po stronie rosyjskiej wyjaśnia okoliczności tragedii i którego eksperci przygotowali odczyt nagrań. Odrębną analizę tych nagrań przygotowują też polscy specjaliści 

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,MSWiA-to-ze-glos-z-kabiny-nalezy-do-Kazany-to-sugestia,wid,12333300,wiadomosc.html

Tak działa komisja MAK, częśc polskich mediów i częśc polskiego rządu. Według nieoficjalnych informacji sprawa rozpoznanie głosu gen.Błasika jest podobna. Rodzina nie rozpoznała głosu generała, przyjaciele nie rozpoznali głosu generała ale dla rządu RP najważniejsze, że komisja MAK rozpoznała.

Podsumowując należy odpowiedzieć na pytanie czy cuda paliwowe i głosy z kartek papieru należą do Archiwum X czy archiwum lotów polskich sił zbrojnych.

*******************************************************************************************************

********************************************************************************************************

 06 lipca 2010 roku. TVN24 oraz inne media.

Temat:  Dostaliśmy zgodę na 50 metrów. Tu-154 i Ił też”

Analiza krytyczna wywiadu z Remigiuszem Muś (technikiem pokładowym Jak-a 40) opublikowanym przez TVN24 w dniu 06.07.2010 roku.

 http://www.tvn24.pl/0,1663248,0,1,dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu_154-i-il-tez,wiadomosc.html

 ———————————————————————————————————————————————–

Analiza oparta na analizie krytycznej zapisu rozmów załogi Tu-154m opracowanej na podstawie publikacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

 https://ndb2010.wordpress.com/analiza-zapisow-rozmow-pilotow/

 Wersja ta potwierdzająca analizę dostępna jest pod tym linkiem.

http://www.mswia.gov.pl/portal/pl/2/8507/Transkrypcja_rozmow_zalogi_samolotu_Tu154_M.html

——————————————————————————————————————————————-

 Z Remigiuszem Muś rozmawiał Łukasz Orłowski

 

 Fragment numer 1 oraz 2

Czy Remigiusz wie co mówi? Co naprawdę szłyszał Remigiusz oraz Kiedy i jakie zgody co do wysokości są wydawane.

 TVN24: Łukasz Orłowski

Według stenogramów z czarnych skrzynek, kontroler wydaje po raz pierwszy komendę „101 horyzont” dokładnie w tej samej sekundzie, w której nawigator podaje wysokość 50 metrów.

Remigiusz Muś: I ja właśnie słyszałem jak mówił wcześniej, że najniżej mogą zejść na 50 metrów i być gotowi odlecieć, jeśli nie zobaczą pasa. Nie na 100. Teraz: czy nasze słowa są bardziej wiarygodne, czy stenogram?

TVN24:Dwóch różnych komend kontrolera, który by raz mówił „bądźcie gotowi do odejścia przy 100 metrach”, a w innym momencie „bądźcie gotowi przy 50 metrach” Pan nie słyszał?
 
Remigiusz Muś: Nie, nie słyszałem. Była jedna komenda.

 
 
 
 
 
 
 
 
 

TVN24: I jedyną osobą, poza kontrolerem i dowódcą TU-154, który ją słyszał był właśnie Pan?
Remigiusz Muś: Tak. Artur i Robert mogli tylko potwierdzić moją wersję. Jeśli kontroler wszystkich traktował równo, to logiczne, że im też wydał komendę z wysokością 50 metrów.

 

Komentarz NDB

Zgoda na podejście obejmowała kilka faz wysokości. Oceniając komunikację z kontrolą lotniska w Smoleńsku to pierwsza zgoda obejmowała wysokośc 1500 metrów

             276]. 08:25:22,9-08:25:24,5      Mjr.Protasiuk                Proszę o zezwolenie na dalsze zniżanie.

            278]. 08:25:25,3-08:25:31        Smoleńsk-kontrola   1-0-1, Z kursem 40 stopni zniżanie 1500

Następnie samolot Tu -154m otrzymuje zgodę na tzw.wysokośc kręgu czyli wysokośc na jakiej powinien pokonywac zakręty oraz znalesc się na ostatniej prostej około 10 km od lotniska. Wysokośc ta wynosiła 500 metrów i zgodę na tą wysokośc Tu-154m otrzymał o godz.

       368]. 08:30:14,2-08:30:21         Kontroler-Smoleńsk  Aaa..Polski 1-0-1, według ciśnienia 7-4-5, zniżanie 500

       369]. 08:30:21,9-08:30:24,7      Mjr.Protasiuk           Według ciśnienia 7-4-5, schodzimy 500 metrów, polski 101

Obie te komendy musiały byc słyszane przez Remigiusza gdyż twierdził, że aż do początku trzeciego zakrętu czyli 08:35:22  był w samolocie a potem razem z załogą wyszedł:

Od ostaniej wypowiedzi załogi na temat wysokości

415]. 10:33:45,4-08:33:47          Mjr.Protasiuk              Podchodzimy do 500 metrów

Do komunkatu o zgodzie na zejście na 100 metrów były tylko dwie niezrozumiałe wypowiedzi a ich czas był zbyt krótki by można sugerowac, że tam była jakaś inna decyzja co do wysokości.

417]. 08:33:57,3-08:33:58,9      Anonim                          (niezrozumiale)

418]. 08:33:59,6-08:34:00,9     Anonim                           (niezrozumiale)

Przed godziną 08:35:19 Remigiusz razem z załogą JAK-a wychodzi z samolotu a więc nie słyszy komunikacji.

TVN24

W stenogramach, między trzecim a czwartym zakrętem Tu-154 jest siedem kolejnych niezrozumiałych wypowiedzi niezidentyfikowanych osób/osoby. Wtedy był Pan w kabinie JAK-a, czy już na zewnątrz?

Remigjusz: Tuż przed tym momentem wyszedłem z kabiny i wszyscy – jak mówiłem na początku – stanęliśmy przed naszym samolotem. Po chwili wróciłem donieść o tej 200-metrowej widoczności i znów wyszedłem.

Załoga Tu-154m zaczyna wykonywac trzeci zakręt a więc Remigiusz nie słyszy co mówi kontroler aż do czasu gdy powiedział, że widocznośc jest 200 metrów.

441]. 08:35:14,4-08:35:18,9          Kontroler-Smoleńsk        1-0-1, wykonujcie trzeci, radialna 19

444] 08:35:22,6-08:35:28,5         Kontroler-Smoleńśk       Polski 101, i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg

445]. 08:35:29,5-08:35:30,2         Mjr.Protasiuk                   Tak jest

459]. 08:37:01,3-08:37:02,8          044                          Arek, teraz widać 200.

Czyli od komunikatu kontrolera o zejściu na 100 metrów i komunikatu Remigiusza upłynęło 90 sekund. W związku z tym, że Remigiusz mówił, że był poza samolotem i wrócił tylko donieśc o widoczności 200 merów a potem znowu wyszedł to sprawą niemożliwą jest, żeby słyszał komunikat o pozwoleniu na zejście na 100 metrów. Nie można też znaleśc miejsca gdzie Remigiusz mógł słyszec ten komunikat.

 

Fragment numer 3

 TVN24:A jak było z wami, tzn. z lądowaniem Jaka-40?

Remigiusz Muś: Nam również kontroler powiedział, że mamy zejść do wysokości 50 metrów.

Zeszliście?

Remigiusz: W przypadku tego lotniska, zgodnie z procedurą, można zniżyć się do wysokości 100 metrów. Dalej lot poziomy i ani metra niżej. My zrobiliśmy dokładnie tak – jakiś czas lecieliśmy poziomo na wysokości 100 metrów. Do momentu, kiedy zobaczyliśmy bramkę z APM-ów (wielkie reflektory na ciężarówkach rozstawione po prawej i lewej stronie pasa, przed nim; świecą w stronę nadlatującego samolotu – red.). Ich światło było widoczne z dosyć dużej odległości. Pomogły nam znakomicie. Spokojnie skorygowaliśmy lot w prawo, żeby znaleźć się między nimi.

 

Tyle tylko, że JAK-40 dopuszczał przy 2,5 km długości pasa smoleńskiego lotniska możliwość, żebyśmy nad jego progiem mieli sporą wysokość a i tak wylądowali. Gdyby Tupolew był 80 metrów nad początkiem pasa, to prawdopodobnie na tych 2,5 km załoga by nie przyziemiła. Musieli być niżej
 
 Komentarz NDB
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Tutaj Remigiusz Muś w jednym fragmencie podważa swoje wypowiedzi. Na początku najprawdopodobniej stara się rozwiązac słynną tajemnicę dwóch komunikatów o wysokości 100 metrów oraz 7 sekundowego lotu płaskiego ale potem sugeruje, że Tu-154m nie mógł tego dokonac i musiał zejśc niżej na tzw. „czuja”. Rozważmy obie przeczące sobie wersje w oparciu o stenogramy:

Prędkośc zniżania a wyrównanie do lotu płaskiego oraz autopilot.

 522]. 08:40:37,1-08:40:38,1        Nawigator                                150

523]. 08:40:38,7-08:40:39,9         Kontroler-Smoleńsk         2 na kursie i ścieżce.

Według szczegółowych obliczeń samolot Tu-154m był w tym momencie ponad 3 km od progu pasa startowego. Kontrola w Smoleńsku poinformowała załogę, że znajduje się 2 km od progu pasa i wszystko jest w normie.

Dwa komunikaty wysokości 100m w odstępie 7 sekund, procedura lądowania na 2 NDB oraz przeszkody terenowe w locie płaskim na wysokości 100 metrów. 

525]. 08:40: 41,3-08:40:42,6   Anonim                             100 metrów

526]. 08:40:42,6-08:40:42,7    Nawigator                                100

Obliczając czasy to pomiędzy komunikatem 150 metrów a komunikatem 100 metrów prędkośc zniżania Tu-154m według komisji MAK wynosiła: 12,5 m/s (50 metrów podzielic przez 4 sekundy). Samolot Tu-154m potrzebowałby około 40-60 metrów na wyrówanie lotu. Jednak wiązałoby się to z podciągnięciem drążka steru a więc wyłączeniem autopilota. Nie ma śladu o wyłączeniu autopilota w tym miejscu i czasie a samolot zamiast tracic gwałtownie wysokośc w cudowny sposób w ciągu ułamka sekundy wyrównał lot i leciał 7 sekund płasko. W tym czasie sygnał TAWS ostrzegał przed budynkami i przeszkodami terenowymi w lini prostej lotu samolotu na wysokości 100 metrów (25 pięter)

Teraz rozważmy czasy komunikatów wysokości 100 metrów.

525]. 08:40: 41,3-08:40:42,6   Anonim                             100 metrów

526]. 08:40:42,6-08:40:42,7    Nawigator                                100

527]. 08:40:42,6-08:40:44,1    TAWS                       PULL UP, PULL UP

528]. 08:40:44,5-08:40:46,1    TAWS                      PULL UP, PULL UP

529]. 08:40:46,6-08:40:49,2    TAWS          TERRAIN AHEAD, TERRAIN AHEAD

530]. 08:40:48,7-08:40:49,4    Nawigator                                 100

531]. 08:40:49,2-08:40:49,6    II Pilot                                 W normie

532]. 08:40:49,6-08:40:50,1    Nawigator                                   90

533]. 08:49:49,8-08:40:51,3    TAWS                             PULL UP, PULL UP

534]. 08:40:50,0-08:40:51,3   Nawigator                              80

535]. 08:40:50,5-08:40:51,2   II pilot                           (P) + Odchodzimy

Słowo w normie (nr.531) powinno byc wypowiedziane w odległości 1,1km od progu pasa po sprawdzeniu poprawności zalecanej wysokości 100 metrów (zasada lądowania przy użyciu 2 NDB). 534 to najpawdopodobniej Podchodzimy.

Tajemnica dwóch komunikatów o wysokości 100 metrów została szczegółowo wyjaśniona na podstawie obliczeń w wpisie:

https://ndb2010.wordpress.com/2010/06/12/analiza-i-rekonstrukcja-zapisow-czarnej-skrzynki-samolotu-tu-154m-ostatnie-minuty-lotu-wersja-dla-niezdecydowanych/

Tutaj można zwrócic uwagę na 2 sprawy:

– czas komunikatu z 525 oraz 530 – jest idealnie taki sam i wynosi 0.7 sekudny

– czas komunikatu 526 jest nieralny i wynosi 0,1 sekundy.

 

 Fragment numer 4

 Czy Remigiusz słyszał rozmowy Iła oraz czy widział lądowanie?

 TVN24:

A czy któryś z was widział, jak próbował lądować rosyjski Ił?

Tak, przy pierwszym nieudanym podejściu Iła tylko ja byłem na zewnątrz. Chłopaki obserwowali to przez okienka w samolocie. Powiedziałem: „Chodźcie, może jeszcze raz podejdzie. I podszedł”.

Pamiętam też, że Ił również dostał od kontrolera komendę „50 metrów i być gotowym do odejścia”. Podczas pierwszego i drugiego podejścia.

Przysłuchiwał się Pan rozmowom wieży z dowódcą Iła?

Tak, ale to byli dwaj Rosjanie i często mówili niezrozumiale dla mnie. Ciężko było słuchać tej korespondencji. Tamtej komendy jestem jednak pewien.

 

Komentarz NDB.

To gdzie był Remigiusz? W kabinie czy na zewnątrz? A może w dwóch miejscach na raz?

 

Fragment numer 5

 Czy Tu-154m uzyskał zgodę na lądowanie?

 TVN24

Czy wy uzyskaliście zgodę na lądowanie?

Tak. Kiedy wyszliśmy z czwartego zakrętu i zameldowaliśmy, że jesteśmy na prostej

 Komentarz NDB

 480]. 08:39:08,7-08:39:10,6        Kontroler-Smoleńsk   101-y, odległość 10, wejście na ścieżkę

499]. 08:39:37,3-08:39:38,5       Kontroler                        Pas wolny

500]. 08:39:39,2-08:39:40,8       Anonim                          (niezrozumiale)

501]. 08:39:40,8-08:39:43,8       Kontroler-Smoleńsk     Lądowanie dodatkowo 120-3 metry

Bezwzględnie kontroler (bądź kierownik lotów) musi dać przynajmniej hasło: „pas wolny”. To oznacza – dostępny, niestanowiący zagrożenia dla lądującej maszyny, której załoga nie jest w stanie (nawet przy idealnych warunkach pogodowych) dostrzec tego wszystkiego, co widzi (lub o czym wie) kontroler.

http://media.wp.pl/kat,1022941,wid,12398598,wiadomosc.html?ticaid=1a7b0&_ticrsn=3

Artykuł ten pierwotnie znajdował się Gazecie Polskiej lecz został usuniety:

http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/57/3176/kontroler-z-okecia

Wysłałem im informację, że choc artykuł zawiera kilka istotnych informacji to w całosci treści jest dezinformacją.

Wklejam kopie e-maila do Gazety Polskiej:

————————————————————————————————————————————————

Witam

 Chciałbym podzielić się opinią na temat artykułów poniżej.

 http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/57/3176/kontroler-z-okecia 

 http://media.wp.pl/kat,1022941,wid,12398598,wiadomosc.html 

 Tytuł: Wieża naprowadzała Tu-154 do zderzenia z ziemią 

 

 Może na początek trochę o mnie.

Służyłem w radiolokacji. Obsługiwałem radar lotniczy kontrolujący dużą częśc polskiej przestrzeni powietrznej. Prowadziłem samoloty w ruchu tranzytowym oraz samoloty wchodzące na scieżkę lądowania 3 polskich lotnisk.

Jedną z umiejętności, za które byłem bardzo ceniony był pokaz prowadzenia samolotów w warunkach pracy bojowej. Chodziło mniej więcej o to, że za pomocą słuchawek z mikrofonem musiałem podawać rzeczywiste i uaktualniane współrzędne 5-15 samolotów wojskowych. Do współrzędnych tych należaly: kod rozpoznawczy samolotu, położenie oraz prędkość. Każdy z tych samolotów należalo mieć w pamięci, aby zachowywać właściwą kolejność podawania (potrzebne przy aktualizacji). Tak więc ocena współrzędnych wektorowych samolotu zapadła mi glęboko w pamięci. Dzięki temu wykształciłem w sobie umiejętność szybkiej analizy różnych wariantów zmian współrzędnych punktu w przestrzeni.

 

Wracając do artykułu.

Kontroler cytowany przez gazetę popełnił dwa podstawowe błędy:

 

1. Powiedział, że 4 km od progu pasa załoga Tu-154m była niżej niż powinna.

 FAKT: Stenogramy mowią, że była wyżej niż powinna.

W odległości 6 km powinna być na wysokości ok.300m (poprawna wysokość  nad nadajnikem NDB 6,1km). Przy prawidłowym zniżaniu 3-4m/s w odległości 4 km powina być na wysokości ok.220 metrów.

Według komisji MAK samolot tu-154m był na wysokości 330 m czyli 100 metrów za dużo a nie za mało. Niestety kontrola lotu w Smoleńsku nie poinformowała o tym załogi tu-154m.

Obliczenia oparte na zapisach rozmów załogi Tu-154m, które zostały przekazane przez komisję MAK i opublikowane przez rząd RP.

Wersja ta potwierdzająca obliczenia dostępna jest pod tym linkiem.

http://www.mswia.gov.pl/portal/pl/2/8507/Transkrypcja_rozmow_zalogi_samolotu_Tu154_M.html
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
www.mswia.gov.pl

oraz

http://i.wp.pl/a/i/wiadomosci/pdf/Transkrypcja_rozmow_zalogi_samolotu_Tu-154_M.pdf

 511]. 08:40:13,5-08:40:14,6                  Kontroler             4 na kursie i ścieżce.

 512]. 08:40:16,7-08:40:17,6                 Mjr.Protasiuk      Na kursie i ścieżce.

 513]. 08:40:18,6-08:40:20,1                Anonim                   (niezrozumiałe)

 514]. 08:40:19,6-08:40:21,1                   Nawigator 300

 

 2. Kontroler z Okęcia powiedział, że nie było komendy pas wolny- oznaczającej zgodę na lądowanie.

 „…Ponieważ informacja od kontrolera, która daje prawo podjęcia decyzji o lądowaniu, nigdy się nie pojawiła, tym bardziej jestem pewien, że załoga nie podjęła decyzji o lądowaniu, lecz odejściu na drugi krąg. Bezwzględnie kontroler (bądź kierownik lotów) musi dać przynajmniej hasło: „pas wolny”. To oznacza – dostępny, niestanowiący zagrożenia dla lądującej maszyny, której załoga nie jest w stanie (nawet przy idealnych warunkach pogodowych) dostrzec tego wszystkiego, co widzi (lub o czym wie) kontroler…”

 FAKT: Komenda pas wolny była ale gdy samolot był 7 km od progu pasa lotniska.

 Komenda ta powinna byc 1,1km od progu pasa.

 499]. 08:39:37,3-08:39:38,5           Kontroler            Pas wolny

 500]. 08:39:39,2-08:39:40,8         Anonim             (niezrozumiale)

 Możliwe że została ona przeklejona w inne miejsce.

Pozdrawiam

Konrad

———————————————————————————————————————————————

 Fragment numer 7

 Kłamstwo TVN24 czyli jak zmienic treśc za pomocą pytania.

TVN24

Porównując to do sytuacji Tu-154: to był mniej więcej ten moment, kiedy w stenogramach występuje po sobie tych siedem niezrozumiałych wypowiedzi?

No tak. Im został jeszcze czwarty zakręt, ale po pierwsze w przypadku Tu-154 trzeci i czwarty to był praktycznie jeden element – nie robi się między nimi wyrównania. Poza tym to jest większa i szybsza maszyna. Mogli się wcześniej dogadać, lub nie dogadać, na lądowanie. Tych komend w stenogramach brakuje najbardziej. Zaznaczam, że nie wiem, co zostało wypowiedziane w tych siedmiu niezrozumiałych komendach. Wiem, co powinno paść: zgoda, albo niezgoda na lądowanie. Wiadomo tylko, że kontroler sprowadzał ich nadal.

Komentarz NDB

Pytanie to padło zaraz po wypowiedzi Remigiusza Muś o zgodzie na lądowanie. Redaktor najprawdopodobniej wsytraszył się odpowiedzi i stworzył pytanie, które w kłamliwy sposób zmienia odpowiedz Remigiusza Muś.

Remigiusz Muś odpowiedział wcześniej, że zgoda na lądowanie pada po czwartym zakręcie ale redaktor stwierdził, że to miejsce gdzie jest 7 występujących po sobie niezrozumiałych wypowiedzi. Tylko, że te 7 niezrozumiałych wypowiedzi jest ponad 30 sekund przed wejściem w czwarty zakręt, ponad 90 sekund przed wejściem na początek ścieżki lądowania oraz 120 sekund a wiec dwie minuty przed pozwoleniem na lądowanie. Więc redaktor TVN Łukasz Orłowski, świadomie lub nie skłamał tworząc pytanie z fragmentu numer 7.

 

Fragment numer 8

 TVN24: Jak wyglądała wasza korespondencja z wieżą w Smoleńsku? Nie było problemów ze zrozumieniem komunikatów?

Na początku, jak byliśmy jeszcze daleko, kontroler mówił trochę niezrozumiale. Ale jak kilka razy Artur powiedział mu, żeby powtórzył, zaczął mówić wyraźnie. Później wszystko wyglądało już normalnie. Byliśmy też dosyć dobrze przygotowani.

Może, w porównaniu z lądowaniem na innych rosyjskich lotniskach, tutaj rzeczywiście było trochę gorzej, ale do zniesienia. W przypadku naszego podejścia nie było żadnych niejasności. Tyle tylko, że my sami wybraliśmy lot poziomy od 100 metrów aż do momentu zobaczenia bramki i wejścia w nią.
A to, że kontroler powiedział 50 metrów… Dobrze, my mieliśmy kartę podejścia, na której były minima tego lotniska. Zgodnie z nią nie mogliśmy zejść niżej niż 100 metrów. I tak po prostu zrobiliśmy. A jeśli chodzi o Tupolewa, to naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego oni zniżali się poniżej 100 metrów. I dalej – poniżej 50.

 

Komentarz NDB

Remigiusz Muś stara się sugerować, że załoga Tu-154m nie znała minimów lotniska oraz, że zniżyła się na 50 metrów. Czyli zaczyna sugerować błąd pilota  oraz zaczyna się wyłaniać sens i cel tego wywiadu. Zapraszam ponownie do analizy fragmentu numer 3.

 

Fragment numer 9

Dlaczego kontroler – skoro karta wyraźnie określała minima lotniska w tych warunkach – miał pozwolić wam, Iłowi i TU-154, na zejście o 50 metrów niżej, niż było to zapisane na karcie?

No właśnie. Przedruki karty otrzymaliśmy z ambasady. Byliśmy przygotowani, mieliśmy współrzędne środka lotniska, które dodatkowo można było wprowadzić do GPS-a. Stąd dysponowaliśmy dosyć dokładną odległością. Ale GPS wyprowadzał nas w lewo, a radiolatarnie w prawo. No więc lecieliśmy wypadkową. Gdy zobaczyliśmy światła APM-ów, tak jak mówiłem, trzeba było „dogiąć” w prawo.

Ostatnio usłyszałem sugestię, że nasze karty podejścia nie są najaktualniejsze, że istnieją nowsze. Jeśli nawet tak jest, to nie otrzymaliśmy ich i lądowaliśmy – tak jak Tupolew – według kart, które mieliśmy w Pułku. Opatrzone są one datą „2006 r.”.

Przed kwietniowymi lotami pytaliśmy stronę rosyjską – przez nasze MSZ – czy są uaktualnienia. Otrzymaliśmy odpowiedź, że nic się nie zmieniło (potwierdził to w rozmowie z tvn24.pl rzecznik MSZ Piotr Paszkowski).

 

Komentarz NDB

Obie karty miały takie same minima 70 metrów nad nadajnikiem NDB 1,1km. Dla Tu-154m minima wynosiły 100 metrów nad nadajnikiem NDB. Czyli pilot Tu-154m nie zniżyłby się niżej bez uzyskania sygnału markera nadajnika NDB. Według komisji MAK pilot się zniżył bez usyskania sygnału nadajnika NDB 1,1km. Według analiz i obliczeń wielu osób sygnał ten otrzymał około 2,3 km od lotniska myśląc, że jest 1,1km od lotniska. Więcej w wpisie:

 https://ndb2010.wordpress.com/2010/06/12/analiza-i-rekonstrukcja-zapisow-czarnej-skrzynki-samolotu-tu-154m-ostatnie-minuty-lotu-wersja-dla-niezdecydowanych/

Czasy zapisu sygnału wyłączenia autopilota oraz czas trwania sygnału markera nadajnika NDB świadczą o tym, że pierwotnie ten zapis znajdował się kilkanascie sekund wcześniej i samolot znajdował się w tym czasie ok.2.3 km od lotniska podczas gdy załoga myślała, że jest 1,1km od lotniska.

********************************************************************************************************

*********************************************************************************************************

Jeżeli przyjmiemy, że samolot nad nadajnikiem NDB 1,1km według zapisu był o godz. 08:40:57 (środek czasu sygnału bliższa naprowadzająca) to autopilot był wyłączony sekundę wcześniej czyli ok.77 m wcześniej w odległości 1177m od prou pasa na wysokości ok.10 metrów nad ziemią. Biorąc pod uwagę prędkośc zniżania, którą sugeruje nam MAK czyli ok.10 m/s samolot Tu-154m po wyłączeniu autopilota potrzebowałby około 50 metrów na zmianę kierunku prędkości ze zniżania na zwyżanie. Oznaczałoby to, że rozbiłby się 1,1km od pasa startowego lub jeszcze wcześniej.

08:39:49,9-08:39:52,3                Kontroler            Podchodzicie do dalszej, na kursie i ścieżce, odległość 6 (w tym samym czasie sygnał markera nadajnika NDB 6,1km) (czas z zapisu MAK i rządu RP)

08:39:50,2 – 08:39:58,0          Sygnał dzwiękowy, F=845Hz.           Dalsza prowadząca (czas z zapisu MAK i rządu RP)

Jest to bardzo ważny zapis ponieważ pokazuje, że informacja o odległości 6km idealnie pokrywa się z sygnałem nadajnika NDB.

Prędkość samolotu pomiędzy odcinkami: 280 km/h (77 m/s)

Czas pomiędzy komunikatem 6km a komunikatem 4km: 23.6

Odległość pokonana (prędkość pomnożona przez czas) : 1817m

Rzeczywista odległość samolotu w chwili podawania komunikatu o odległości 4 km wynosiła 5012 m (wynik odejmowania 6829 minus 1817)

08:40:13,5-08:40:14,6 Kontroler 4 na kursie i ścieżce.( 4km) (czas z zapisu MAK i rządu RP)

Prędkość samolotu pomiędzy odcinkami: 280 km/h (77 m/s)

Czas pomiędzy komunikatem 4km a komunikatem 3km: 13.1 s.

Odległość pokonana(prędkość pomnożona przez czas): 1008 m

Rzeczywista odległość samolotu w chwili podawania komunikatu o odległości 3 km wynosiła 4004m (wynik odejmowania 5012 minus 1008)

08:40:26,6-08:40:27,8 Kontroler 3 na kursie i ścieżce.(3km) (czas z zapisu MAK i rządu RP)

Prędkość samolotu pomiędzy odcinkami: 280 km/h (77 m/s)

                 Czas pomiedzy komunikatem 3km a komunikatem 2km : 12.1 sekund

Odległość pokonana (prędkość pomnożona przez czas): 931 m

Rzeczywista odległość samolotu w chwili podawania komunikatu o odległości 2 km wynosiła 3073 m

08:40:38,7-08:40:39,9 Kontroler 2 na kursie i ścieżce (odległość 2km) (czas z zapisu MAK i rządu RP)

********************************************************************************************************

4

********************************************************************************************************

08 lipca 2010 roku  “Dziennik” oraz inne media

 Artykuł napisał: Maciej Duda.

 http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article640916/Pytaja_Amerykanow_co_mowil_prezydent.html

 Temat: Polscy śledczy proszą w USA o pomoc. Pytają amerykanów co mówił prezydent.

„…Wniosek Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie zawiera także prośbę o przesłanie zdjęć z ich satelitów wojskowych terenu wokół Smoleńska sprzed i z chwili katastrofy. Chodzi o sprawdzenie warunków pogodowych panujących nad lotniskiem i tego, jak zmieniały się one aż do krytycznej godziny 8:41:06 polskiego czasu. Dzięki tym fotografiom oskarżyciele chcą sprawdzić, czy mgła nad lotniskiem była naturalnym zjawiskiem pogodowym, czy też została wywołana sztucznie. Wniosek zawiera też prośbę o sprawdzenie, czy byłoby możliwe takie sztuczne wywołanie mgły…”

„…Polski wniosek o pomoc prawną został w poniedziałek wysłany przez Prokuraturę Generalną do Departamentu Sprawiedliwości USA. Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej, o treści wniosku nie chce rozmawiać. Jak się dowiedzieliśmy, przed wnioskiem o pomoc prawną prokuratorzy skierowali najpierw pytanie do władz USA, czy te są w stanie nam pomóc. Odpowiedź miała być pozytywna. ..”

Maciej Duda

 

A teraz proszę się o zapoznanie z wcześniejszymi informacjami o zdjęciach satelitarnych, które Polska miała już kilka dni po katastrofie.

 

05 maja 2010 roku

 http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-zdjecia-satelitarne-znad-smolenska-trafily-juz-do,nId,275859

 Śledczy otrzymali zdjęcia kilkanaście dni temu od amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, która zawiaduje między innymi systemem satelitarnym Stanów Zjednoczonych. Wniosek w tej sprawie złożył resort obrony. Materiały są już badane przez naszych śledczych, ci natomiast nie udzielają żadnych, nawet ogólnych odpowiedzi na pytania o to, co zarejestrowały kamery amerykańskich satelitów.

 29 kwietnia.

 http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul158591.html

 Polska otrzymała od Stanów Zjednoczonych zdjęcia satelitarne miejsca katastrofy pod Smoleńskiem. Poinformował o tym sekretarz Kolegium do spraw Służb Specjalnych Jacek Cichocki.

Cichocki odpowiadał w Sejmie na pytania posłów po informacji premiera na temat działań rządu po katastrofie. Cichocki powiedział, że strona polska zwróciła się o udostępnienie zdjęć do jednego z państw NATO, które ma odpowiednie satelity. Jacek Cichocki uściślił, że to Stany Zjednoczone były adresatem prośby.

 

29 kwietnia 2010 roku.

http://wyborcza.pl/1,75478,7831081,Premier_w_Sejmie__Nie_zamieniajmy_sprawy_katastrofy.html

„.Minister Jacek Cichocki poinformował że ..Polska otrzymała też zdjęcia satelitarne od USA, a minister Radosław Sikorski spotkał się z kierownictwem CIA

.
 
 
Komentarz NDB
Wielu z was pewnie zastanawia się dlaczego teraz taka informacja pojawia się w mediach 08 lipca 2010 roku a więc prawie 3 miesiące po otrzymaniu przez polską stronę zdjęc satelitarnych z miejsca katastrofy. Odpowiedz jest nastepująca:
Wiele osób wysłało apel do rządu USA, który na mocy ustawy o dostępie informacji może wydac takie zdjęcia osobom prywatnym, które są obywatelami USA.
 Apel był bardzo precyzyjny i miał następującą treśc:
 Apel do obywateli USA

 ———————-

We ask you for help in getting under the Act Freedom of Information Act (FOIA) satellite pictures of landing area toward the east – the Port an air-Siewiernyj Smolensk .

We call on the satellite pictures the east landing area – Airport Smolensk-Siewiernyj

http://wikimapia.org/1149783/Smolensk-North-Airport-XUBS

The appeal should be addressed to the National Security Agency (USA)
which owns the satellite pictures of the Smolensk region 10/04/2010

http://www.nsa.gov/public_info/foia/index.shtml

http://www.nsa.gov/public_info/foia/submit_foia_request/index.shtml

We need pictures of Smolensk region for the following satellite coordinates and dates and times.

 We would like to receive infrared satellite images and normal satellite images.

 10.04.2010 on the hour:

 06:00-10:00 ( Warsaw +1 GMT) or

08:00-12.00 (Moscow +3 GMT) or

01.00-05.00 ( New York -5 GMT)

Location number 1.

 54°49′32N 32°03′66E 

 Location numer 2.

 54°49′32N 32°04′45E    

54°49′26N 32°04′50E oraz 54°49′25N 32°04′53E

 Location number 3.

 54°49′25N 32°08′75E

54°49′22N 32°08′77E

We would like to receive infrared satellite images and normal satellite images.

 http://www.nsa.gov/public_info/foia/index.shtml

http://www.nsa.gov/public_info/foia/submit_foia_request/index.shtml

*******************************************************************************************************

5

*******************************************************************************************************

5. Temat: Jak nie wyląduje(my) to mnie zabije (my).

Artykuł napisany w dniu 14 lipca 2010 roku przez Joanna Komolka TVN24, jk//mat/k

http://www.tvn24.pl/0,1664953,0,1,jak-nie-wyladujemy–to-mnie-zabijeja,wiadomosc.html

Wczorajsza informacja z TVN o wypowiedzi pilota ” jak nie wyląduje to mnie zabiją” została skorygowane przez Gazetę Wyborczą i jej informatora.

http://wyborcza.pl/1,75248,8139808,Czy_pilot_prezydenckiego_Tu_154_musial_ladowac.html

Według Gazety Wyborczej

– Słowa brzmiały inaczej: Jeśli nie wylądujemy w Smoleńsku będą kłopoty
– Były o innej godzinie: 08:16 zamiast 08:38
– Nie ma pewności, że je wypowiadał mjr.Protasiuk

Myślę, że znakomicie całą sytuację podsumowała gazeta „Fakt”.

http://www.fakt.pl/Co-tak-naprawde-powiedzial-pilot-przed-katastrofa-,artykuly,77268,1.html

Portal gazeta.pl informuje, że według jego informatorów odszyfrowane przez polskich specjalistów słowa w kabinie pilotów na kilkadziesiąt minut przed katastrofą brzmiały: „Jeśli nie wylądujemy w Smoleńsku będą kłopoty”. A to wersja o wiele bardziej łagodna od tego co pilot miał powiedzieć według stacji TVN24.

Co więcej według informatorów gazety.pl – wcale nie jest jasne czy to zdanie zostało wypowiedziane przez kpt. Protasiuka. Oczywiście wszyscy jak na razie opierają się na niepotwierdzonych doniesieniach i przeciekach.

W środę nie przeszkodziło to jednak części mediów, publicystów i polityków w ferowaniu wyroków jakoby wszystko było już jasne, że na pilotów wywierano naciski – może nawet przez samego prezydenta.

Teraz zaś coraz wiarygodniej wyglądają doniesienia o tym, że środowe „sensacyjne” przecieki – były tak naprawdę akcją mającą na celu zagłuszenie zarzutów i żali wylewanych przez polityków PiS pod adresem ekipy rządzącej, dotyczących właśnie katastrofy smoleńskiej i śledztwa w tej sprawie…”

 

Komentarz NDB

Podsumowując została zmieniona wersja gdyż poprzednia musiała zostać wypowiedziana tylko przez 1,2 sekundy (tyle trwał jedyny nierozpoznany fragment o godz. 08:38) co podważało wiarygodność wczorajszej informacji. Dzisiejsza wersja też nie jest wiarygodna, gdyż do tej godzinie nie mieli żadnych komunikatów pogodowych. Wywiad polski dowiedział sie o zmianie pogody dopiero o 08:25 a załoga Tu-154m nie kontaktowała się z Jakiem. Jedyny komunikat pogodowy z godz. 08:14 został sfałszowany i wgrany na czarna skrzynkę.

Najprawdopodobniej sfałszowany komunikat o mgle w Smoleńsku.

Prasa wraz z komisją MAK sugeruje, że pojawił się komunikat z godz. 08:14. Jednak analiza danych czasowych i pogodowych pokazuje, że komunikat ten nie mógł być podany w takiej formie i treści. Polski samolot był w tym czasie nad Białorusią więc tylko kontrola Bialorusi mogła wydać taki komunikat. Zróbmy analizę poniższego fragmentu.

144]. 08:14:06,5 – 08:14:21,9              Kontrola obszaru              Polski 1-0….Polski Air Force 1-0-1, zgodnie z informacjami z godz.06:11 , W Smoleńsku mgła i widzialności 400m

06:11 Białoruś to godz. 07.11 Smoleńsk

Można zauważyć kilka faktów:

• Załoga w żaden sposób nie poruszyła w dalszych rozmowach tego komunikatu
• Dane z Smoleńska mówią, że o godz.07.00 widoczność wynosiła 4km i dopiero ok. godz.07.30 zaczynała się ewentualnie zmniejszać·

Proszę spojrzeć na dane meteo z dnia katastrofy. Znajdują się na dole podstrony

http://polish.wunderground.com/history/station/26781/2010/4/10/DailyHistory.html

Komunikat z godz.07.00 pokazywał, że widzialność wynosi 4 kilometry. Stacje meteo uaktualniaja komunikaty co 3 godziny więc nie możliwe jest, żeby Białoruś wiedziała coś co nie zostało ogłoszone i nie jest zgodne z pomiarami.

7:00 AM 0 °C -1 °C 89% 1025 hPa 4 kilometrów WsPdWs 7.2 km/h / – – zamglenia

A teraz proszę spojrzeć na dane z dnia 09.04.2010 a więc dzień przed katastrofą.

http://polish.wunderground.com/history/station/26781/2010/4/9/DailyHistory.html

7:00 AM 3 °C 3 °C 100% 1028 hPa 0.5 kilometrów wschodni 7.2 km/h / – – mgła gęsta mgła

Jak widać widzialność 0.5km o godz. 07.00 była ale …dzień wcześniej czyli 09.04.2010. Załoga Tu-154m wykonywała tego dnia lot rekonansowy w rejon Smolenska.

Podsumowując uważam, ze niemożliwe jest żeby podali komunikat nr 146 w takiej formie w dniu 10.04.2010. Można także zwrócić uwagę jeszcze na:

  • Początkową pomyłkę kontrolera w nazwie polskiego samolotu
  • Następne zarejestrowane słowa załogi znajdują się w fragmencie nr 154. Jest to 30 sekund po rzekomym komunikacie o mgle oraz nie dotyczą w żaden sposób komunikatu o mgle. Załoga Tu-154m nie rozmawia o tym.
    Z mojej analizy wynika, że słowa tak nagminnie cytowane przez polską prasę nie wynikają z żadnych wcześniejszych słów oraz zarazem nie mają swojej kontynuacji w dalszej rozmowach ze sobą i z kontrolą obszaru.
  • W dalszych rozmowie załoga obawiała się słońca w Smoleńsku:

              08:20:07,7-08:20:12,2   II pilot       Tu jakby było 259 (kierunek wschodni), byłoby nawet lepiej, bo by było nie pod słońce.

Więcej na: https://ndb2010.wordpress.com/2010/06/28/synteza-analizy-zapisu-czarnej-skrzynki-samolotu-tu-154m-%e2%80%93-czesc-2-%e2%80%93-komunikaty-pogodowe-oraz-wybor-kierunku-ladowania/

Najprawdopodobniej jutro będą szukali nowego miejsca w stenogramach dla słów informatora z TVN.

********************************************************************************************************

6

*****************************************************************************************************

 

6. Dziennik Gazeta Prawna 23 lipca 2010 roku 

http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/438005,w_smolensku_nie_bylo_sztucznej_mgly.html

W Smoleńsku nie było sztucznej mgły.

 

Fragment artykułu

Mgła, w której 10 kwietnia rozbił się prezydencki Tu-154M, była zjawiskiem naturalnym – taką ekspertyzę wydali polscy naukowcy poproszeni o opinię przez prokuraturę wojskową.
Zwolennicy teorii, że do katastrofy doszło na skutek zamachu terrorystycznego, od początku sugerowali, że nagłe pojawienie się gęstej mgły, zaledwie chwilę przed lądowaniem Tu-154M, było wywołane sztucznie.

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie postanowiła rozwiać wątpliwości. Poprosiła biegłych z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk w Warszawie o ekspertyzę na ten temat. Jak ustaliliśmy, zadali im trzy pytania:

1. Jakie są uwarunkowania przyrodniczo-geograficzne w rejonie lotniska Siewiernyj w Smoleńsku i jaki jest ich wpływ na występowanie zjawisk klimatyczno-meteorologicznych na tym lotnisku?

2. Jakie zjawiska meteorologiczne występowały na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia od godziny 6 rano do godziny 12?

3. Jaki był mechanizm ich powstania i czy były to zjawiska typowe dla tego miejsca i czasu?

Naukowcy nie potwierdzili teorii spiskowej. – Na podstawie wyników obserwacji meteorologicznych w Smoleńsku z ostatnich 30 lat stwierdzili, że „warunki mgielne” w rejonie katastrofy 10 kwietnia były typowe dla tego obszaru – powiedział „DGP” płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Pułkownik Rzepa potwierdza jednocześnie, że prokuratura wcale nie wyklucza zamachu jako jednej z czterech hipotez śledztwa i wciąż weryfikuje taką wersję.

 

Komentarz NDB

Polscy śledczy działają w taki sam sposób od początku. Ulubiona ich metoda to gra słów. Na początku podali, że katastrofa nie była spowodowana wybuchem na pokładzie Tu-154m. Gdy po jakimś czasie poproszono ich o sprecyzowanie stwierdzili, że chodziło im o to, że nie było żadnego wybuchu ładunku konwencjonalnego ale zapomnieli zbadac szczątki samolotu i ciała ofiar na wypadek użycia  ładunków niekonwencjonalnych.

Bomba paliwowo-powietrzna jest ładunkiem niekonwencjonalnym a więc z wypowiedzi śledczych wynika, że nie było ekspertyz na jej użycie na pokładzie Tu-154m. Zwykłe niedopatrzenie czy celowe działanie?

Podobna sprawa ma się z sprawą mgły. Śledczy orzekli, że sprawdzili warunki mgielne, które mogą oznaczac mgłę lub zamglenie, które jest zjawiskiem częstym rano i nie stanowi zagrożenia. Stwierdzili, że nie było żadnych anomalii. Poniżej przedstawiam analizę występowania mgły w kwietniu w Smoleńsku w ciągu ostatnich 5 lat:

Zamglenia a mgła to dwie rózne kwestie. Niby nie kłamią ale nie mówią prawdy.

Oto podsumowanie występowania mgieł w ciągu ostatnich 5 lat.

https://ndb2010.wordpress.com/analiza-mgly/

2005- Jedna mgła dnia 19.04.2005 noc . Ciśnienie -1000 hPa.

2006- Jedna mgła 1.04.2006. Ciśnienie- 1006 hPa.

2007 – Brak mgieł

2008 – 2 mgły w kwietniu 18,19.04.2008, obie przy niskim ciśnieniu- 1006 hPa

2009 – brak mgieł

2010 – 7 mgieł !!!

• 1 kwietnia, ciśnienie 1017 hPa
• 4 kwietnia, ciśnienie 1025 hPa
• 5 kwietnia, ciśnienie 1028 hPa
• 9 kwietnia, ciśnienie 1028 hPa
•10 kwietnia, ciśnienie 1026 hPa
oraz

•21 kwietnia, ciśnienie 1010 hPa
•22 kwietnia, ciśnienie 1003 hPa

Poniżej do samodzielnego przejrzenia. Proszę zwrócić uwagę na 3 fakty:

http://polish.wunderground.com/history/station/26781/2010/4/10/DailyHistory.html

  1. Anormalne ilość występowanie mgły w kwietniu 2010 roku w porównaniu do innych lat (sugestia przetrenowania efektu)
  2. Wyjątkowo wysokie cisnienie w trakcie mgieł z okresu katastrofy.
  3. Anormalna ilość występowania mgieł w dniach poprzedzających katastrofę z 10 kwietnia.

AQQA prowadziła dyskusję na temat mgły pod następującym adresem:

http://aqqa.salon24.pl/187129,kto-sie-boi-danych-pogodowych-ze-smolenska

 

Fragment arykułu

Ostatni raz temat mgły pojawił się w kontekście ujawnionego przez „DGP” pisma polskiej prokuratury do Departamentu Sprawiedliwości USA w sprawie pomocy prawnej. Jak się jednak okazuje, prokuratorzy nie pytali Amerykanów o kwestię mgły. Dotarliśmy do treści wniosku.

Śledczy zapytali Waszyngton o:

● „ewentualne przeprowadzenie ataku terrorystycznego bądź innego przy zastosowaniu technicznych środków zakłócających pracę urządzeń nawigacyjnych oraz czy możliwe jest zakłócanie pracy tych przyrządów z oddali oraz gdzie szukać śladów takiego działania”

● zabezpieczenie treści oraz rejestru połączeń satelitarnych Aero – HSD z pokładu Tu-154M;

● informacje i opinie na temat systemu TAWS;

● udostępnienie „wszelkich materiałów, dokumentów, nagrań, zapisów wizualnych rejonu lotniska Siewiernyj w czasie zbliżonym do katastrofy”, w tym nagrań rozmów pilotów z wieżą kontrolną i nagrań z kabiny.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

 

Komentarz  NDB

http://wiadomosci.dziennik.pl/artykuly/289561,sledczy-pytaja-o-sztuczna-mgle-w-smolensku.html

Więc kto kłamał w sprawie mgieł? Dziennikarze gazety czy informator z prokuratury? I czemu miało służyc to kłamstwo? Uwiarygodnieniu polskich „ekspertów?

Co do zakłócenie urządzeń nawigacyjnych, można zakłócic zarówno sygnal GPS jak i sygnał nadajników NDB. Do tego nie trzeba kilku miesięcznych ekspertyz tylko pomaszerowanie piechotą na politechnikę i zapytanie się pierwszego z brzegu pracownika politechniki.

Co do zakłócenia GPS to wypowiadali się eksperci od GPS, którzy mówili, że jest to proste.

Co do zakłócenia sygnału NDB:

http://www.tvp.info/informacje/swiat/radiolatarnie-na-lotnisku-mialy-awarie/1854298 

Jeżeli taka radiolatarnia przestanie funkcjonować, może sprawić, że systemy samolotu będą się namierzały na zupełnie inne źródło impulsów. Jeżeli nagle tego sygnału nie będzie, system może się przełączyć. Potem – jeśli radiolatarnia powróci do pracy – system będzie ją ignorował – tłumaczy w TVP Info Krzysztof Zalewski z magazynu „Lotnictwo”. 

Mobilne nadajniki NDB

http://www.telerad.fr/docs/RBT9300MS-GB.pdf

Jest to mobilna antena NDB w 4 częściach, zasilana baterią. Waży 120kg i jest do rozłożenia i złożenia w szybkim tempie w 3 osoby. Do transportu nadajnika i anteny NDB wystarczy samochód osobowy.

Podsumowując, prokuratura polska kolejny raz stosuje grę słów i nieprecyzjne wypowiedzi. W związku z tym, logicznośc lub rzetelnośc polskiej prokuratury pozostawia wiele do życzenia.

Reklamy

Komentarzy 290 to “Wypowiedzi „ekspertów” PRL-bis po 04.07.2010- Demontaż dezinformacji.”

  1. JWS said

    Lekko przed 04.07.2010 ukazuje się w GP info :
    http://media.wp.pl/kat,1022943,wid,12423275,wiadomosc.html

    później to samo ale bardziej medialnie :
    http://www.tvn24.pl/0,1663248,0,1,dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu_154-i-il-tez,wiadomosc.html

    kończą się wybory i dyżurny zabiera się do dzieła :
    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/,1,3317200,aktualnosc.html

    dyżurny E. Klich ripostuje na wypowiedzi pilotów z Jaka :
    http://wiadomosci.onet.pl/2194289,11,e_klich_dementuje_nowe_doniesienia_ws_katastrofy_smolenskiej,item.html

    Rzeczpospolita publikuje :
    http://www.rp.pl/artykul/2,504491_Radiolatarnia_byla_dalej__niz_powinna_.html

    za chwilę do akcji wkracza, znów zadyma :

    http://wiadomosci.onet.pl/2194441,11,dosc_palikot_bedzie_wykluczony,item.html
    i inne wieści
    http://www.blogpress.pl/node/4892

    a wszystko to przy akompaniamencie akcji, którą rozpoczął Peter T. King – członek amerykańskiego kongresu,
    mającej na celu rozpoczęcie śledztwa międzynarodowego w sprawie Smoleńska.
    http://kataryna.salon24.pl/203331,napisz-do-kongresmena

    Dodatkowym powodem ,,dziwnych” zbiegów okoliczności jest opublikowanie końcowych raportów
    na stronach , które analizują sprawę zamachu.
    Zamachowcy wychodzą z siebie, wiją się jak piskorze. Lawina szumu medialnego jaką wytwarzają przybiera
    komiczną postać.

    Układanka jest taka :
    a) nazbierało się trochę materiału i hipoteza o zamachu stała się oczywistą oczywistością.
    b) następuje lekko kontrolowany przeciek z zeznań pilotów Jaka-40 , rozpoczynający zadymę wokół
    podejmowania decyzji pilotów Tu154M po przejściu 100m do lądowania.
    c) do akcji wkracza J.Palikot
    d) piloci Jaka-40 są wplątani w idiotyczne wymysły z przesuniętymi radiolatarniami

    Zakładane efekty ataku na słuchacza :
    a) utwierdzenie że jednak śp. Lech Kaczyński jest winny. )
    b) zeznania pilotów z Jaka-40 w sumarycznej postaci zostaną ośmieszone i uznane za niewiarygodne przez dyżurnego firmy MAK, E. Klicha. Cel – przygotowanie szczepionki na teorię sztucznych radiolatarni.

    • JWS said

      Obserwujcie komentarze pod klipem :

      Nie chodzi o muzykę, czy też wspomnienia o osobie – uczestniku nieszczęsnej wyprawy, chodzi
      o licznik wyświetleń. Ten klip jest usuwany ze stron w taki sposób
      jak morderca umywa ręce splamione ludzką krwią.

      • ndb2010 said

        JWS
        Rozumiem wzburzenie ale prosze unikaj brzydkich słów. Poprez nieanwiesc upodobniamy sie do nich i oni tego chcą bo nienawiśc to narzędzie zła służące do jego klonowania.

        Co do wypowiedzi pilota Jaka pomyśl nad dwoma kwestiami z dwóch wywiadów:
        – róznica między nadajnikami 4,5 km
        – lecieliśmy prosto na wysokości 100 m.

        Teraz wez lot Tu-154m w oparciu o fałszywe nadajniki 6,8km oraz 2,3 km (zobacz różnice odległości) i zobacz co robił Tu-154m na wysokości 100 m. Pilot Jaka sugeruje, że szukał APMów i że robił dokładnie to samo co Tu-154m, tylko jemu się udało. Tylko, że obliczyliśmy już, że tylko jeden komunikat 100 metrów jest prawdziwy i jeśli kontroler podałby komende „schodzicie do 50m” to II Pilot powiedziałby (P) Odchodzimy na wysokości 50 metrów a nie na wysokości 90 metrów. Wbrew pozorom relację o 50 metrach propagują błąd pilota.

  2. JWS said

    Kolejna rewelacja, nasi odnieśli zwycięstwo w walce z szumami :
    http://wiadomosci.onet.pl/2194525,11,odczytano_kolejne_fragmenty_czarnych_skrzynek_tu-154,item.html

    „RMF FM, powołując się na swoich informatorów, podaje, że drzwi do kabiny pilotów były otwierane „praktycznie” w czasie całego lotu. Do kabiny pilotów wchodziły bardzo różne osoby.”

    Cel najważniejszy to odczytać komunikat ,,Ląduj dziadu”.

    Ta zabawa nadaje się na skręcenie kroniki ,,Komunikat Ministerstwa Prawdy” o tytule :
    ,,Kierując się proletariackim instynktem i świńskim węchem” odkryto tajemnicę ukrytych jak trufle ,
    zaszumionych komunikatów.

    • ndb2010 said

      Wolna Polska się skonczyła 4 lipca. Jeśli Rzeczypospolita i RMF zamieszczają takie dezinformację to oznacza, że nie ma juz wolnych mediów w Polsce. Redaktorzy dostali propozycje nie do odrzucenie. Czas zacząc walkę rodem z PRL, przekazywanie materiałów i informacji z e-śledztwa z rąk do rąk. Zapomijmy o mediach. Trzeba uruchomic drukarnie i ksera. Czas działac. Walka toczy się o duszę i serca. Kłamstwo ma monopol i przechodzi do ofensywy. Musimy walczyc o każde serce ludzkie.

      • weronika said

        Konrad, ci co wierzę w prawdę, wierzą w nią nadal
        ci, co wolą kłamstwa i wygodne życie, nadal tacy będą
        nie da się nikogo zbawić na siłę!
        to jest tak oczywiste, że chyba się ze mną zgodzisz?
        ludzie łaknący rzetelnych informacji od dawna wiedzą, że na media nie ma co liczyć

        ja osobiście czuję się nadal wolna
        nawet bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej

        Miej wiarę w ludzi i przyszłość! 🙂

      • ndb2010 said

        Wielu ludzi nie ma dostępu do netu, trzeba im drukowac materiały. Zapomnij teraz o wolnych mediach. Kłamstwo jest jak wirus, nawet nie wiesz kiedy wejdzie do Twego serca.
        Nie chodzi o przekonywanie na siłę ale o systematyczną pracę dla zainteresowanych. Dla tych co chcą wiedziec ale nie wiedzą jak i gdzie.

      • hjk said

        @”Konrad, ci co wierzę w prawdę, wierzą w nią nadal – ci, co wolą kłamstwa i wygodne życie, nadal tacy będą – nie da się nikogo zbawić na siłę!”

        To trochę nie tak, też się kiedyś nad czymś takim zastanawiałem i doszedłem do tego, ze sprawa ma się jak w przypadku reklam np. papierosów:
        1. Starzy palacze nie potrzebują reklamy, bo i tak palą swoje marki
        2. Abstynentów te reklamy i tak nie ruszają…
        Po co więc sa? Czy koncerny bezsensownie marnują kasę?
        NIE – one celują w niezdecydowanych, głównie młodzież!!

        jest bardzo duża grupa wahających się i niezdecydowanych i każda reklama czy każda prawdziwa informacja przeważa ich na jedną czy drugą szalę…
        Do jednego nie dotrzesz, do 2go, ale w końcu n-ty to przyjmie i się choć zastanowi…

      • weronika said

        to, o czym piszecie, „kłóci się” z całą moją wiedzą na pewne tematy
        spierać się nie będę, zwłaszcza z osobami, które szanuję
        tłumaczyć nie ma czego, gdyż „w praniu” wszystko się okaże 🙂

        na razie odpoczną sobie po prostu od internetu
        pozdrawiam i znikam na jakiś czas 🙂

      • ndb2010 said

        HJK
        MAsz racje. Ja generalnie uważam, że każdy miał wybór ale docierają do mnie głosy, że wielu ludzi nie ma dostępu do rzetelenj informacji. nie umieją się posługiwac komputerem. nie wiedzą gdzie szukac. Dlatego myśle, że trzeba odpwiedziec na te potrzeby. W każdym razie trzeba byc gotowym na tych, którzy nie potrafią sie poruszac w wirtualnym świeci.

      • Magda said

        Szukają,szukają tylko wyobraźcie sobie kogoś,kto wcześniej bazował na danych z tv i jakiś wyrywkowych artykułach z gazet i teraz nagle trafia,choćby na „nasz” blog.
        Nic z tego nie zrozumie,bo tego jest za dużo jak na raz.
        Trzeba to uporządkować.Zaczęłabym od kalendarium zdarzeń,dodałabym wykresy i zdjęcia,skany dokumentów-tak,żeby to było przejrzyste dla niezorientowanego odbiorcy.
        Wielu ludzi potrzebuje obrazu,żeby móc coś sobie wyobrazić,dlatego takie opracowanie uważam byłoby bardzo potrzebne.

      • ndb2010 said

        @magda
        Zgadzam się z Toba. W pierwszej fazie byłem skupiony na e- sledztwie i wpisy były pod tym kątem ale teraz bedzie większy nacisk na prezentację i przejrzystośc czyli więcej obrazków mniej liczb.

      • Magda said

        @Konrad
        W razie potrzeby służę pomocą.Mam duży plik ze zdjęciami.

  3. JWS said

    Efekt mantry jest osiągnięty :
    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/tak-nie-mozna-odnosic-sie-do-zmarlych,1,3318511,aktualnosc.html

    Większość komentarzy ma podobną treść :
    „BRAWO PALIKOT
    nareszcie ktoś powiedział prawde!
    ~olek 2010-07-07 10:09:27”
    „Hitler też nie żyje. Rozumiem że z tego powodu nie można
    o nim złego słowa powiedzieć. Bo jest zmarły. I o Stalinie …
    ~Manfred 2010-07-07 10:05:44”

    Teraz obliczą statystyki, w zależności od wyników, temat zintensyfikują lub znajdą kolejne zastępcze.

  4. JWS said

    Warto zainteresować się tą kłótnią :
    http://konflikty.wp.pl/kat,1020231,title,Putin-coraz-slabszy—kto-na-tym-skorzysta,wid,12445600,wiadomosc.html?ticaid=1a7aa

  5. JWS said

    Lekki retusz sprawy, widmem przeszłości :
    http://wiadomosci.onet.pl/blogi/leszek-miller.blog.onet.pl,409894108,blog.html

  6. hjk said

    http://www.rp.pl/artykul/504491_Radiolatarnia_byla_dalej__niz_powinna_.html

    • ndb2010 said

      Własnie ten artykuł jest skomentowany pierwszy. U góry będe zamieszczał listę już skomentowanych.

      • hjk said

        sorry, tak się tym podexcytowałem, ze chciałem zamieścic bez czytania…))

      • ndb2010 said

        To sie nazywa manipulacja. Podali tytuł dalej niz powinna (teza fałszywych NDB) ale w artykule sugerują, że była bliżej niż powinna. Dalej w subtelny kłamliwy sposob stwierdzaja, ze mieli błędne dane (zaniedbanie) a pilot sie nie zorientował (pomyłka).

  7. JWS said

    Przy okazji sztucznego głosu sprzeciwu, wyliczenie jak mantra zasług I Chama RP-PRL :
    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/wniosek-o-wykluczenie-palikota-z-po-zlozony-w-sadz,1,3318690,aktualnosc.html

    z wywołaniem oczywistych i zamierzonych komentarzy wolno(slowly) myślącego elektoratu :
    „Palikot
    A co będzie jak sie okaże ,że Palikot miał rację ?
    ~RRRRR 2010-07-07 12:32:21”

  8. ndb2010 said

    2 wersje kart podejścia: Wpisac współrzędne w google.

    http://img96.imageshack.us/img96/5391/23974ccb05cf044f.jpg – 261 (nowa)

    http://slimak.onet.pl/_m/TVN/tvn24/smolensk_.pdf – 259 (stara) – tak rzekomo podchodzil wedle stenogramow tupolew

    • JWS said

      Zgadłem szybciej niż pomyślałem, że będzie inna instrukcja lotniska. Ta właściwa dopiero czeka
      na opublikowanie.

      A te współrzędne wychodzą gdzieś w jakiejś leśniczówce pod Smoleńskiem. Albo google kłamie.

    • JWS said

      Nie różnią się niczym, poza decyzyjną z 2006 na 70m. Współrzędne są identyczne.
      Ten pdf jest (niezr.)

  9. ndb2010 said

    http://www.tvn24.pl/0,1663248,0,1,dostalismy-zgode-na-50-metrow-tu_154-i-il-tez,wiadomosc.html
    http://www.tvn24.pl/12690,1663841,0,1,powiedzieli-50-metrow-klich-dokumenty-nie-wskazuja,wiadomosc.html
    Do analizy

  10. JWS said

    Jak tak dalej pójdzie dysku zabraknie :
    http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article640406/Sledczy_pytaja_o_sztuczna_mgle_w_Smolensku.html

    Jak za dawnych lat, jak coś komuś zginęło, idzie się do najbardziej znanego złodzieja w okolicy.

  11. JWS said

    Eta wsio riebiata :
    http://niezalezna.pl/article/show/id/36327

    • JWS said

      Rewelka, mgła była sztuczna.
      http://niezalezna.pl/article/show/id/36330

    • JWS said

      tutejsze potwierdzają zakończenie przekazania dokumentacji :
      http://wiadomosci.onet.pl/2195113,11,rzad_zrobil_co_mogl_ws_katastrofy,item.html

    • JWS said

      Ajajajaj i się dowiedzieli :
      http://wiadomosci.onet.pl/2195572,11,nsa_nie_udostepni_nagrania_rozmowy_braci_kaczynskich,item.html

      W tej sprawie nawet babcia klozetowa odmówi podania papieru toaletowego. Ale szumu dużo, nikt
      nie będzie pamiętał co było miesiąc temu, a wręcz przekręci te informacje.

      • max said

        Rychlo w czas !! Amerykanie byli sklonni do wspolpracy zaraz po katastrofie – niestety przegapilismy ta szanse !!! Po wyborach nie dosc ze rzad moze potraktowac te materialy instrumentalnie ale wazniejsza sprawa jest WYBUCH AFERY SZPIEGOWSKIEJ pomiedzy Rosja a USA. W tak goracym czasie – w momencie kiedy negocjuje sie obustronne wydanie i przekazanie szpiegow nie liczylbym na to aby NSA zapalala wobec nas altruistyczna miloscia.

      • max said

        hmm a moze jednak chodzi o co innego ?? – wyglada na to ze swiadomie spalono mozliwosc ujawnienia tego o czym rozmawial prezydent z Jaroslawem
        – proszac amerykanow zasugerowano ze nie posiada się takich danych
        a ujawniajac fakt prosby spalono realna mozliwosc otrzymania danych wywiadowczych bo zadna sluzba nie przyzna ze podsluchuje glowy obcych panstw
        Tak mozna utrzymywac ludzi w przekonaniu ze to Jaroslaw kazal ladowac a Lech zmusil pilota
        Skad decyzja ze lepiej jest spalic mozliwosc ujawnienia tej rozmowy ?
        Zapewne rzad dysponuje danymi z monitoringu lotu przez SKW
        i zapewne nie ma tam nic co mogloby obciazyc prezydenta stad lepiej utrzymywać ludzi w niepewnosci przy okazji dezinformujac co do posiadanych przez sluzby danych.

      • weronika said

        to jest oczywiste, że nie mogą przyznać się do podsłuchiwania, a wiadomość jest sformułowana w taki sposób, aby wzbudzić emocje i spekulacje i pchnąć je w wiadomym kierunku

  12. hjk said

    Temat: Rezolucja kongresmena Petera Kinga
    Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele

    30 czerwca 2010r. republikański kongresman Peter King złożył w Kongresie Stanów Zjednoczonych rezolucję w sprawie powołania międzynarodowej komisji technicznej.

    Jednym z powodów dla których zdecydował się na taki krok było wystąpienie prof. Jacka Trznadla i Ruchu 10 Kwietnia do Premiera Donalda Tuska.

    Peter King powinien otrzymać od nas nie tylko podziękowania ale także wsparcie. Wszyscy mamy znajomych lub rodziny wśród Polonii amerykańskiej lub znamy osoby, które ich mają. Zainteresujmy ich tą sprawą! Zorganizujmy poparcie dla rezolucji.

    Zmobilizujmy do działania kolejnych kongresmenów. To sprawa fundamentalnie ważna dla Polski.

    Pod tym linkiem znajdziecie list, który każdy z nas może skopiować i rozesłać dalej:

    http://www.facebook.com/l/44620-Y2qVZnkIYnw4Px0CTs0Gg;ruch10kwietnia.org/rezolucja-kongresmena-petera-kinga-2

    R10K

  13. JWS said

    Protokoły zerwania linii energetycznej :

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100708&typ=po&id=po01.txt
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100708&typ=po&id=po02.txt

    i najciekawszy element :
    „Odcinek linii wysokiego napięcia 6 kV w rozstawie słupów linii elektroenergetycznej Nr 2 – 2/7 linii wysokiego napięcia-602 od stacji elektroenergetycznej „Siewiernaja” znajduje się na bilansie indywidualnego przedsiębiorcy Jakubienkowa I. P. Rok oddania do eksploatacji odcinka linii wysokiego napięcia 6 kV – 21.07.2008 r. Umowa przyłączenia technologicznego Nr 61/1 – 29 z dnia 06.02.2008 r., protokół rozgraniczenia bilansowej przynależności sieci Nr 61/1-29 z dnia 06.02.2008 r., protokół rozgraniczenia odpowiedzialności eksploatacyjnej Nr 61/1-29 z dnia 06.02.2008 r.
    Punkty łączności (kable) lotniska „Siewiernyj” otrzymują zasilanie od:
    linii wysokiego napięcia-602 stacji elektroenergetycznej „Siewiernaja” TP-329 „Rostelekom – Lotnisko „Siewiernyj”;”

  14. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=23932

    * Strona główna
    * Wiadomości
    o KATYŃ 2010
    o KOŚCIÓŁ NA ŚWIECIE
    o KOŚCIÓŁ W POLSCE
    o KOŚCIÓŁ W USA
    o NAUCZANIE KATOLICKIE
    o NWO
    o PERFIDIA
    o POLONIA
    o PUBLICYSTYKA
    o VARIA
    o WYDARZENIA NA ŚWIECIE
    o WYDARZENIA W POLSCE
    o WYDARZENIA W USA
    * Linki
    * O nas
    * Kontakt

    Sprzeczności w rosyjskich protokołach: Tupolew wypuszczał podwozie z oderwanym skrzydłem?
    Aktualizacja: 2010-07-7 9:21 pm

    Wewnętrzny protokół spółki Smolenskenergo, do której należała zerwana linia energetyczna w pobliżu Siewiernego, jest sprzeczny z danymi z transkrypcji dokonanej przez MAK

    Z protokołu z dochodzenia w sprawie odłączenia linii wysokiego napięcia nr 602 od stacji elektroenergetycznej “Siewiernaja”, do którego dotarł “Nasz Dziennik”, wynika, że w odległości 10 metrów od zerwanego kabla leżały szczątki samolotu. Była to część skrzydła. Jeśli linię zerwał Tu-154M, to dlaczego w protokole rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) nie ma nawet śladu informacji o utracie skrzydła? W tym czasie – w transkrypcji z nagrań VCR – trwa standardowa wymiana komunikatów załogi z “Korsarzem”. A jeśli to nie był tupolew, to jaka maszyna miała kolizję z kablem wysokiego napięcia?

    10 kwietnia o godz. 10.39.35 czasu moskiewskiego, czyli 8.39.35 czasu polskiego, posterunek dyspozytorski centrum zarządzania systemem otrzymał sygnał TM o odłączeniu linii wysokiego napięcia 602 na stacji elektroenergetycznej “Siewiernaja”. To jeden z kabli wysokiego napięcia zasilający lotnisko. “W wyniku upadku samolotu w pobliżu linii wysokiego napięcia 602 zostały ścięte wierzchołki drzew i w odległości około 10 metrów od słupa 2/4 leżała część skrzydła samolotu. Pod wpływem obcej siły został zerwany kabel linii wysokiego napięcia 602 w rozstawie słupów linii elektroenergetycznej 2/3 – 2/4″ – czytamy w protokole z oględzin miejsca.

    Przeprowadzała je specjalna komisja, w skład której weszli: dyrektor filii Spółki Akcyjnej otwartego typu MRSK Centrum – Smolenskenergo – N.W. Fiodorow, główny inżynier – N.P. Kirejenko, kierownik SPK i OT – W.W. Mordykin, główny inżynier PO ZES – Ju.A. Krawcowa, naczelnik Departamentu Energetyki, Efektywności Energetycznej i Polityki Taryfowej Administracji Obwodu Smoleńskiego – O.A. Rybałko, oraz naczelnik Wydziału Centralnego Zarządu Rostechnadzoru w obwodzie smoleńskim – I.W. Kulmanow. Na podstawie znajdującego się rzekomo na miejscu kawałka skrzydła komisja bez dodatkowego wyjaśniania kwestii stwierdziła, że linię zerwał polski samolot.
    “Przypuszczalnie z powodu upadku samolotu doszło do zerwania kabli linii wysokiego napięcia 602 w rozstawie słupów linii elektroenergetycznej 2/3 – 2/4 od stacji elektroenergetycznej ‘Siewiernaja’” – napisali Rosjanie.

    Tymczasem z protokołu moskiewskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wynika, że o 10.39.35 tupolew wypuszcza klapy i podwozie (kapitan: Podwozie, klapy wypuszczone, polski 101). 10.39.38,5 wieża komunikuje: pas wolny. Załoga prowadzi standardową komunikację z “Korsarzem”. To dziwne, jeśli wziąć pod uwagę, że w tym czasie maszyna miała kolizję z linią wysokiego napięcia i utraciła część skrzydła. A tak wynika z rosyjskiego dokumentu.

    “O 12.20 nadeszła informacja, że w rejonie lotniska Siewiernyj katastrofie lotniczej uległ samolot Rzeczypospolitej Polskiej, a ponieważ w danym rejonie w pobliżu lotniska przebiega nasza linia wysokiego napięcia 602, o godz. 12.35 w celu dokonania oględzin i wyjaśnienia przyczyn wyłączenia wysłano brygadę OWB (brygadę operacyjno-wyjazdową Smoleńskiej Elektrowni Okręgowej). Po przybyciu na miejsce o godz. 14 na komendę dyspozytora został wyłączony R-294 i o godz. 14.05 brygada OWB na podstawie rozporządzenia przystąpiła do oględzin linii” – czytamy w protokole.

    Godzinę później na miejsce przyjechała specjalna komisja, która ustaliła, że w rozstawie słupów linii elektroenergetycznej wysokiego napięcia 602 2/3 – 2/4 zostały zerwane kable typu SIP-3, a w odległości około 10 metrów od słupa 2/4 znajdują się szczątki samolotu. Kwestii tej nie była w stanie wyjaśnić wczoraj Naczelna Prokuratura Wojskowa w Warszawie, gdyż jak się dowiedzieliśmy od płk. Jerzego Artymiaka, pełniącego obowiązki rzecznika, strona rosyjska w dalszym ciągu zwleka z dostarczeniem Polsce dokumentów dotyczących katastrofy polskiego samolotu rządowego, uniemożliwiając tym samym wyjaśnienie sprawy. Chodzi m.in. o raport na temat ruchu statków powietrznych nad lotniskiem w Smoleńsku z dnia, w którym doszło do tragedii. Dzięki niemu można by stwierdzić, czy to aby nie rosyjski samolot uszkodził linię oraz czy czasem nie on doprowadził do katastrofy Tu-154M m.in. z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie. Naczelna Prokuratura Wojskowa w Warszawie nadal nie uzyskała również odpowiedzi na prośbę o umożliwienie przesłuchania załogi Iła-76, który w chwili tragedii znajdował się w bliskiej odległości od Tu-154M.

    Tymczasem, jak zauważa w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” pilot mający doświadczenie w lotach na tupolewach, wspomniany kawałek skrzydła przeczy tezom rosyjskiego MAK. – Część skrzydła znalazła się tam, bo samolot utracił ją po zderzeniu z brzozą. Nie wykluczam, że nastąpiła rotacja tego fragmentu i przeleciał on własnym pędem jakąś odległość – mówi. – Najwcześniejszy moment oderwania tej części skrzydła to godzina 10.40.59, w stenogramie: “odgłos zderzenia z masywem leśnym”. Zerwanie linii nastąpiło znacznie wcześniej – dodaje. Jego zdaniem, bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, zgodnie z którym linię zerwał rosyjski Ił-76, który z nieznanych powodów znajdował się wówczas nad lotniskiem w Smoleńsku.

    – Tupolew był wtedy nie tylko na wysokości 400 m, ale w odległości 6 km od tej linii. Nasz samolot na pewno nie mógł więc zerwać tej linii energetycznej. Jest to niemożliwe. Nie zgadzają się nawet czasy. Nie mógł być ponad tą linią w momencie jej zerwania – zaznacza nasz rozmówca, porównując protokół ze stenogramem.

    Marta Ziarnik

    ———————————–
    minimalnie się cieszę, że piszą to, co wiemy od dawna
    MINIMALNIE!
    choć niewiele to zmieni, gdyż raczej dbają o własną reputację w tym przypadku

    śledczy dziennikarze wyginęli jak dinozaury!

  15. rabarbarek said

    Eksperymenty pogodowe nie sa zadna nowoscia w Rosji. [podobnie w Usa i Chinach]. Od roku 2000 prowadzone sa badania nad urzadzeniami powodujacymi zmiane pogody .Film ponizej pokazuje eksperyment przeprowadzony w centrum Moskwy w roku 2009.Padal deszcz i ze specjalnego urzadzenia wystrzelona zostala wiazka jonow ktora miala podniesc chmury do wyzszych stref atmosfery.Chmury mialy rozproszyc sie na skutek zmiany temperatury.

    Chociaz odpowiednik naszego Instytutu Meteorologicznego odniosl sie sceptycznie do eksperymentu to jednak burmistrz Moskwy oglosil plany uzycia tych urzadzen aby w czasie zimy zaoszczedzic pieniadze z budzetu.

    Do tej pory urzadzenia zmieniajace pogode uzywane byly w Rosji w czasie Dnia Zwyciestwa i obchodow Dnia Rosji.

    Co ciekawe rozni spejalisci w Rosji nie mowia o tym ze urzadzenia te nie dzialaja tylko ze ich uzycie ma ograniczony zakres i nadaje sie na male przestrzenie. Jest bardzo prawdopodobne ze jakis nowy eksperyment mial miejsce w Smolensku.

    http://rt.com/Top_News/2009-10-23/clouds-moscow-sky-experiment.html

  16. Dorota said

    My wiemy, oni wiedzą, wszyscy wiemy jaka PRAWDA, zobaczcie , od 1939 r (ok.) jestesmy w rekach zaborców, nie udało sie przez 70 lat nic z tym zrobic( wszystkiemu winny pieniadz), mozna co najwyzej zostac bohaterem i zginąć . Ja teraz bardziej stawiam na modlitwę i zbawienie dusz, oczywiscie nawracam politycznie kogo sie da 🙂 . Bez takiej solidnej ingerencji Boga ,my niewiele mozemy , jest nas za mało , prawde mowiac to ja sie nie moge doczekac tego grudnia 2012, mam nadzieje ze nastapi WIELKA ZMIANA ŚWIATA, na lepsze jutro….

  17. JWS said

    Porażka i upokorzenie :
    http://wiadomosci.onet.pl/2195526,11,rosjanie_nie_oddali_telefonu_satelitarnego_lecha_kaczynskiego,item.html

    Prawdopodobnie pomoc prawna udzielona przez Rosję zawsze określana będzie w czasie przyszłym.

  18. JWS said

    Zeznania kontrolerów mogą podważać stenogramy ..
    http://www.fakt.pl/Kontrolerzy-ze-Smolenska-matacza-Oto-dowod,artykuly,76732,1.html

  19. Magda said

    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/36370

    sam artykuł wklejałam wczoraj,ale poczytajcie również komentarze

    • Magda said

      Mecenas Rafał Rogalski zapowiada wnioski dowodowe w sprawie niedostatecznego zabezpieczenia przez BOR i MSZ wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu
      Były zaniedbania, mogą być zarzuty

      Prokuratura wojskowa intensywnie bada prawidłowość zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Jak ustalił „Nasz Dziennik”, chodzi o „poważne zaniedbania dotyczące niedostatecznej liczby funkcjonariuszy, nieodpowiednie uformowanie kolumny samochodowej oraz brak zabezpieczenia zapasowych lotnisk”. Śledczy przesłuchali już wszystkich oficerów Biura Ochrony Rządu zaangażowanych przy wyjeździe do Rosji.

      – Jedna z wersji śledczych przewid uje konieczność zbadania prawidłowości zabezpieczenia tej wizyty przez BOR – mówi „Naszemu Dziennikowi” płk Jerzy Artymiak z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. – Przesłuchano wszystkich funkcjonariuszy BOR, którzy zabezpieczali tę wizytę w Polsce i na miejscu w Rosji, zgromadzono stosowne dokumenty – dodaje.
      Według nieoficjalnych informacji mogło dojść do poważnych nieprawidłowości w kwestii zabezpieczenia wizyty polskiej delegacji na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Chodzi m.in. o niedostateczną kwestię liczby funkcjonariuszy, nieodpowiednie uformowanie kolumny samochodowej oraz brak zabezpieczenia przez stronę polską zapasowych lotnisk. Wizytę w Katyniu zabezpieczały dwie grupy borowców, z których jedna znajdowała się w samolocie razem z prezydentem, a druga – licząca od pięciu do siedmiu funkcjonariuszy – na miejscu w Smoleńsku. Z tej drugiej grupy kilku funkcjonariuszy znajdowało się w Katyniu, a kilku oczekiwało na przylot delegacji bezpośrednio na lotnisku. Natomiast według wcześniejszych ustaleń BOR, w ogóle nie zapewniali ochrony lotnisk zapasowych, czym miały się zająć służby rosyjskie.
      O niedostatecznych zabezpieczeniach wizyty prezydenta w Rosji jest przekonany Bogdan Święczkowski, były szef ABW i prokurator Prokuratury Krajowej. – Uważam, że zabezpieczenie niedoszłej wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu było dalece niewystarczające – ocenia. – Z tego co wiem, zostały wyznaczone dwa lotniska zapasowe, a Biuro Ochrony Rządu tłumaczy się, że nie wiedziało o tym. Nie skierowało tam żadnych funkcjonariuszy, nie zapewniło zapasowego transportu lądowego ani obecności polskich funkcjonariuszy w wieży kontroli lotów – dodaje. – Gdy patrzymy na to, w jaki sposób była zabezpieczona wizyta głowy państwa i osób mu towarzyszących w Katyniu, od razu widać amatorszczyznę. Dlatego przedmiotem śledztwa prowadzonego przez prokuraturę musi być ocena, czy BOR w tej sytuacji zachowało wszelkie standardy bezpieczeństwa należne głowie państwa podczas wizyty zagranicznej – podkreśla prokurator. Były dowódca jednostki specjalnej GROM gen. Roman Polko również podkreśla, że prawidłowość zabezpieczenia powinna być zbadana przez prokuraturę. Zwraca uwagę, że lotniska zapasowe powinny być zabezpieczone przez polskie służby.
      „Nasz Dziennik” został poinformowany przez prokuratora Artymiaka, że na razie jest za wcześnie, aby wydawać wiążące opinie w kwestii zabezpieczenia wizyty. Prokurator dodał, że w przypadku stwierdzenia ewentualnych nieprawidłowości ten wątek sprawy zostanie przekazany prokuraturze powszechnej.
      Komentarzy nie chce udzielać rzecznik prasowy BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz. – Funkcjonariusze stawiają się na każde wezwanie prokuratury; w pozostałych kwestiach nie będę się wypowiadał – mówi.
      Reprezentujący rodziny ofiar mecenas Rafał Roglaski zapowiada, że, że będzie składał wnioski dowodowe. Podkreślił, że sprawa musi być szczegółowo zbadana, podobnie jak rola Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
      Zenon Baranowski
      http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100709&typ=po&id=po01.txt

  20. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=23980

    Polskim śledczym zginął rejestrator lotu
    Aktualizacja: 2010-07-8 9:58 pm
    Rosjanie zwrócili się do Polski o udostępnienie dokumentacji dotyczącej broni funkcjonariuszy BOR oraz posiadanej przez nich amunicji.

    Nikt nie wie, co się stało z rejestratorem podwyższonych parametrów lotu z Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem. Prokuratura deklaruje, że wszelkie informacje dotyczące przebiegu badania rejestratora oraz aktualnego miejsca jego przechowywania posiada Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego kierowana przez szefa MSWiA Jerzego Millera. Jednak Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji na ten temat się nie wypowiada.

    Prokuratura nie wie, co się stało z polskim rejestratorem podwyższonych parametrów lotu, który był badany w Polsce. – Jest to zakres badania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego i Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego z siedzibą w Moskwie, które działają niezależnie od prokuratury. Podejrzewam, że żaden prokurator polski nie wie, co się dzieje w tej chwili z tą czarną skrzynką. Nie próbujemy tego ustalać. Czekamy na odczyt wszystkich rejestratorów i końcowy protokół badania przyczyn wypadków przekazany nam za pośrednictwem prokuratury Federacji Rosyjskiej – powiedział w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” płk Jerzy Artymiak, p.o. rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

    Informacji na ten temat nie udziela Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. – Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Komisja działa w trybie niejawnym – mówi Małgorzata Woźniak, rzecznik resortu. Czy rejestrator jest w Polsce? Jak zaznacza płk Ryszard Raczyński, dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, rejestrator ten jest dlatego ważny, że zapisuje podobne parametry jak rejestratory eksploatacyjne, może więc dostarczyć szczegółowych danych na temat tego, co się działo w maszynie.

    Prokuratura zdementowała środową informację radia RMF, jakoby były jej znane kolejne fragmenty zapisów czarnych skrzynek. – Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie ma żadnych informacji dotyczących odczytania kolejnych fragmentów zapisu z tzw. czarnych skrzynek, które badają biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Czekamy na całość opinii biegłych, których spodziewamy się ok. 30 września br. – mówi Artymiak. Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie odczytują całość treści zapisu, również te elementy, które MAK uznał za nieczytelne. Instytut odmawia jednak komentarza w tej kwestii. Artymiak zapewnia, że prokuratorzy porównają treść opinii polskich biegłych z tym, co otrzymaliśmy od strony rosyjskiej. Zaznaczył ponadto, że wszelkie wątpliwości polskich prokuratorów będą wyrażane w kolejnych wnioskach dowodowych o pomoc prawną. Prokuratura do chwili obecnej wystosowała do władz Federacji Rosyjskiej pięć takich wniosków. Artymiak nie skonkretyzował jednak, czego one kolejno dotyczyły. Wskazał tylko, że były to trzy wnioski z kwietnia br. (10, 16 i 20), z 21 maja oraz z 9 czerwca. – Każdy jest stosunkowo szeroki. Dotyczą wielu różnych kwestii – zaznaczył.

    W drugiej połowie czerwca pocztą dyplomatyczną dotarło z Rosji do polskiej Prokuratury Generalnej sześć tomów akt, w sumie ok. 1,3 tys. kart rosyjskiego śledztwa. Wśród tych dokumentów znajdują się zeznania świadków, protokoły i dokumentacja fotograficzna z oględzin miejsca katastrofy oraz protokoły z identyfikacji ciał ofiar. Artymiak powiedział, że obecnie prokuratura nie dysponuje żadnym przetłumaczonym materiałem spośród przekazanych akt. Zaznaczył przy tym, że biegli dostarczą do prokuratury te materiały prawdopodobnie po przetłumaczeniu całej dokumentacji. Rosyjska prokuratura skierowała do tej pory do strony polskiej jeden wniosek o pomoc prawną. Chodzi w nim m.in. o udostępnienie Rosjanom niektórych dokumentów ze śledztwa prowadzonego w Polsce, m.in. przesłanie dokumentacji dotyczącej broni funkcjonariuszy BOR oraz posiadanej przez nich amunicji. Rosjanie złożyli także wniosek o przeprowadzenie w Polsce przesłuchań świadków na potrzeby rosyjskiego śledztwa. Artymiak zaznaczył, że ze strony pełnomocników rodzin ofiar nie wpłynął jeszcze do prokuratury żaden wniosek dotyczący ekshumacji. Przyznał, że prokuratura polska obecnie nie dysponuje protokołami z sekcji zwłok, poza tym dotyczącym sekcji ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Zaznaczył, że pozostałe w najbliższym czasie mają być do Polski przesłane w następnym pakiecie przygotowanym przez stronę rosyjską. Kiedy? Nie wiadomo. A po środowej deklaracji Rosjan, być może nigdy.

    To nie ptaki były przyczyną katastrofy
    Pytań o przyczyny katastrofy jest coraz więcej. Na niecałe dwie doby przed lotem Tu-154 do Smoleńska, wieczorem 8 kwietnia, maszyna miała kolizję w powietrzu, być może z ptakiem. W rozmowie z “Naszym Dziennikiem” ppłk Robert Kupracz, rzecznik prasowy Dowództwa Sił Powietrznych, potwierdził, że do zdarzenia doszło tuż po starcie maszyny z lotniska w Pradze. Na pokładzie samolotu znajdował się wtedy premier Donald Tusk, który wracał ze spotkania z prezydentem USA Barackiem Obamą oraz z prezydentami państw Europy Środkowo-Wschodniej. Wszystko zostało sprawdzone. Nie wykryto żadnych usterek technicznych – deklaruje Kupracz. Przyznał, że technicy sprawdzili maszynę w Warszawie. Jak przekonuje dowództwo, przepisy to dopuszczają, nie zostały złamane procedury bezpieczeństwa. Potwierdza ponadto, że w wyniku zderzenia był ślad na osłonie radaru, ale nie zakłóciło to działania maszyny, nie doszło do żadnych usterek technicznych. Dowództwo zapewnia że, gdyby dowódca załogi uznał, iż zaistniało zagrożenie bezpieczeństwa, na pewno lądowałby w Pradze. Przepisy lotnicze zezwalają na kontynuowanie lotu po takim zdarzeniu, jeśli lot trwa nie dłużej niż godzinę. Lot Praga – Warszawa trwał około 50 minut. Doświadczeni piloci przekonują jednak, że takie kolizje w powietrzu mogą być groźne w skutkach. Zwłaszcza wtedy, kiedy dochodzi do zderzenia, podczas którego ptaki wpadają w silniki samolotu. Wówczas przegląd samolotu może potrwać od kilku godzin do doby. Czy uderzenie w osłonę radaru może mieć poważne konsekwencje? – Zdarzało się nawet, że taka osłona spadała. Ale samolot leciał dalej bezpiecznie – przekonuje kpt. Janusz Więckowski, który wylatał na tupolewach 2,5 tys. godzin. Podkreśla, że osłona ma za zadanie ochraniać antenę radaru, który wykrywa jądra burz, a które przecież nie występowały podczas obu lotów Tu-154M. Poza tym założenie nowej osłony nie zajmuje dużo czasu.
    Jak zapewniono nas w LOT, kilka razy w tygodniu na terenie lotniska pojawia się sokolnik, który ma odstraszać ptaki krążące nad płytą. Zderzenie jest szczególnie niebezpieczne w trakcie startu samolotu.

    – Jeżeli pilot zauważy lecące ptaki, zgłasza to służbom Państwowych Portów Lotniczych i specjalne ekipy PPL za pomocą rakiet hukowych je odstraszają. Warto zaznaczyć, że przed rokiem Tu-154M przechodził remont w zakładach remontowych w Samarze akredytowanych przez MAK. Jak wyjaśnia Dowództwo 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, był to remont główny, przez który musi przejść każdy statek powietrzny. Kupracz przekonuje, że nie była to żadna naprawa, a jedynie remont. Podczas niego sprawdzono i wymieniono na nowo wszystkie elementy, którym kończył się okres używania. Dowództwo nie chce udzielać informacji, jakie urządzenia wymieniono.

    Anna Ambroziak

  21. weronika said

    http://www.dziennik.pl/katastrofa-smolensk/article641129/Polacy_odczytali_wiecej_niz_Rosjanie.html

    „Polacy odczytali więcej niż Rosjanie”
    Polacy odczytali więcej niż RosjanieGalerię

    Rzecznik rządu Paweł Graś ujawnił, że w przygotowaniu są kolejne 3 tomy akt dotyczące katastrofy smoleńskiej, które Rosjanie mają przekazać stronie polskiej. Według niego wszystko wskazuje na to, że polskim specjalistom udało się odczytać z czarnych skrzynek więcej informacji niż rosyjskim.

    Graś do zapewnień wicepremiera Siergieja Iwanowa zacytowanych w środę przez agencję ITAR-TASS o tym, że Rosja przekazała Polsce wszystkie materiały dotyczące okoliczności katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. „Wydaje się, że te zapewnienia są prawdziwe i te dokumenty bądź już są w kraju bądź do tej wysyłki są przygotowane” – powiedział rzecznik rządu w radiu TOK FM.

    „Według informacji z prokuratury, znaczną część dokumentów już dostaliśmy i w przygotowaniu są bodajże 3 tomy akt, których jeszcze brakują – w przygotowaniu przez stronę rosyjską” – dodał.

    Graś powiedział również, że wszystko wskazuje na to, że polskim specjalistom udało się odczytać więcej informacji z czarnych skrzynek Tu-154 niż rosyjskim. „Ale chcemy spokojnie czekać na komunikat w tej sprawie” – zaznaczył, dodając, że o postępach będzie informował minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller. Od początku czerwca analizę zapisów z czarnych skrzynek prowadzi Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie.

    „Wszystko wskazuje na to, że nie ma żadnego powodu do niepokoju (ws. materiałów dot. okoliczności katastrofy smoleńskiej), wszystko wskazuje również na to, że (…) to rozgrywanie polityczne tej tragedii to coś, z czym będziemy mieli do czynienia jeszcze przez wiele, wiele miesięcy, a może i lat” – dodał Graś.

    Obecnie polska prokuratura wojskowa prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy czeka na realizację pięciu skierowanych do Rosji wniosków o pomoc prawną. Chodzi w nich m.in. o przekazanie dokumentów, a także o „czasowe wydanie czarnych skrzynek
    jako niezbędnych dowodów w postępowaniu karnym”.

    W ramach wypełnienia pierwszego z tych wniosków, w drugiej połowie czerwca, pocztą dyplomatyczną dotarło z Rosji do polskiej
    prokuratury sześć tomów akt, czyli około 1300 kart
    , rosyjskiego śledztwa. W kolejnych pakietach dokumentów z Rosji polska strona
    oczekuje m.in. na protokoły z sekcji zwłok ofiar katastrofy. Na dokumenty z polskiego śledztwa czeka natomiast strona rosyjska, która także wystosowała wniosek o pomoc prawną do strony polskiej.

  22. Dorota said

    Zyjemy iluzją , to jest horror ze nie mozna winnych wsadzic za kraty na dozywocie, moze ktos w końcu wyjmnie asa z rekawa, jakis niezbity dowód , bo ten film z you tube jest dowodem ale niestety niewyrazny :(( , czy amerykanie kiedykolwiek dadza nam zdjecia satelitarne ??? Watpie, Obama z Miedietiejewem niedawno wcinali razem hamburgry w barze. Zdjec nie dadza ale gaz łupkowy chcą… żenada :(((

  23. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24070
    To, co najbardziej oburzyło mnie w rosyjskim dochodzeniu, to stosunek do wraku tupolewa

    Z dr. Tadeuszem Augustynowiczem, byłym koordynatorem lotnisk wojskowych, wieloletnim pracownikiem PLL LOT, menedżerem Cargo Terminal London Heathrow Airport, rozmawia Marta Ziarnik

    Równo trzy miesiące po katastrofie pod Smoleńskiem nie dysponujemy wiedzą pozwalającą ustalić, dlaczego prezydencki tupolew zszedł z kursu na lewo od linii pasa startowego.

    – Na pewno dewiacja kursu nie była spowodowana błędem pilota, ponieważ kurs trzymały systemy zarządzania lotem. O ile pilot mógł modulować manetką ścieżkę zniżania w płaszczyźnie góra – dół, o tyle kursem w płaszczyźnie lewo – prawo niepodzielnie rządził w tym czasie amerykański system UNS-1D.

    Należy tutaj rozpatrzyć dwie fazy dewiacji kursu. Pierwsza, przed zderzeniem z brzozą, to odchylenie w lewo od osi pasa o 40-60 m, dlatego że rozpiętość skrzydeł Tu-154M to około 37 m, zaś feralna brzoza znajdowała się 80 m na lewo od osi pasa. Jak doszło do takiej zmiany kursu? Teoretycznie wykonalny – w praktyce to bardzo skomplikowana operacja, jest meaconing, czyli element walki nawigacyjnej polegający na wysłaniu impulsu takiego samego jak GPS, który by zafałszował pozycję maszyny. Możliwa jest też nieznaczna dewiacja w wyniku błędnego wskazania radiolatarni. Radiolatarnie niekierunkowe są ważne. W takim podejściu tworzą na swój sposób z GPS system naczyń połączonych. Daje to komputerowi dość klarowny obraz kursu, jednak nieprawidłowe działania tych składników mogły doprowadzić do takiego nieznacznego (w stosunku do prawie 10,5 km ścieżki) odchyłu. Jeśli dane nawigacyjne, jak parametr środka pasa, były błędne, komputer także mógł zboczyć na lewo. Zeznania por. Wosztyla mówią, że współrzędna środka pasa obdarzona była błędem właśnie na lewo.

    Jest też pytanie o kurs pasa startowego. Z rosyjskiej dokumentacji z 2006 roku wynika, że przy deklinacji magnetycznej 7 wynosił 259 stopni. Obecnie tam jest deklinacja (z izoklinowej mapy lotniczej z kwietnia 2010) – 8,20. Pytanie więc, czy magnetyczny kurs pasa nie był odchylony i czy nie wynosi teraz 258 stopni? Rosjanie powinni nam to dokładnie wyjaśnić.

    O czym świadczą zjawiska, które nastąpiły po zderzeniu się samolotu z brzozą?

    – Uszkodzone lewe skrzydło miało mniejszą siłę nośną – stąd beczka. Dochodzi do tego szereg innych czynników, od uszkodzenia mechanizacji, aż po wiatr (lekki, 3m/s, ale jednak w lewo), kilka sił jednocześnie odchylało samolot w lewo i powodowało, że wpadł w beczkę. Należy jednak przeanalizować zapis rejestratora katastroficznego FDR (flight data recorder), by odpowiedzieć na kluczowe pytanie, czy czasami beczka nie była pierwszą fazą korkociągu w wyniku osiągnięcia prędkości minimalnej.

    W jaki sposób prowadzi się dochodzenie po wypadku lotniczym szczegółowo krok po kroku?

    – To pasjonująca kwestia. Na całym świecie metodologia pracy jest podobna. Należy zacząć od zabezpieczenia miejsca wypadku, odszukać każdy element maszyny, skatalogować go, zabezpieczyć, zbadać. Znaleźć i odsłuchać rejestratory FDR i CVR, a tu także QAR. Wykonać sekcje zwłok pasażerów – to bardzo ważne, przesłuchać wszystkich świadków i zebrać komplet materiałów na temat: historii lotu, rannych, zabitych, obrażeń pasażerów, ich stanu, urazów itd. (są oni przecież bardziej wrażliwi na skutki wypadku niż metalowy kadłub maszyny). Kolejne czynniki to uszkodzenia samolotu i uszkodzenia na ziemi. Dalej należy zebrać informacje o załodze, samolocie, warunkach pogodowych, lotnisku, jego wyposażeniu, kontroli lotów. Przeanalizować wszystkie rejestratory – katastroficzny, głosowy z kabiny, rejestrator z wieży kontroli, skorelować i nałożyć na siebie zapisy, włączyć także zapisy z innych samolotów, jeśli się takie zdobędzie. Przeanalizować także nagrania świadków. Dalej należy oczywiście opisać trajektorię lotu, skutki i przebieg zderzenia z ziemią, aż wreszcie powinno się przeprowadzić symulację przebiegu lotu i katastrofy na symulatorze przy udziale załogi pilotów doświadczalnych, przeanalizować różne aspekty. Bardzo ważne jest przyjrzenie się także ogniowi we wraku – co, jak, kiedy, gdzie i z jakiego powodu się paliło. To bardzo ważne.

    Oczywiście zawsze przebieg dochodzenia uzależniony jest od wielu czynników – trwającej akcji ratunkowej, ukształtowania terenu. Analiza zebranych informacji trwa nieraz latami. Wyklucza się kolejne możliwe przyczyny pośrednie i bezpośrednie, biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, a następnie przebieg prac streszcza się w raporcie końcowym, w którym podaje się także rekomendacje, propozycje zmian, aby takie tragedie nie powtórzyły się w przyszłości.

    Obserwuje Pan dochodzenie prokuratur i pracę komisji. Co Pana najbardziej zaskakuje w ich działaniu?

    – To, co najbardziej oburzyło mnie w rosyjskim dochodzeniu, to stosunek do wraku tupolewa. Jest on inny niż w USA i Wielkiej Brytanii, gdzie nieraz najdrobniejsze elementy zespala się i w specjalnej hali buduje samolot od nowa. Z tego, co po nim zostało. Można w ten sposób bardzo dokładnie stwierdzić, które elementy i w jakiej kolejności dotknęły ziemi, z jaką siłą nastąpiło zderzenie, czy coś nie było wcześniej zepsute, czy nie było eksplozji materiałów wybuchowych. Każdy, kto się tym interesuje, wie, że ważny jest każdy szczegół. Tymczasem Edmund Klich otwarcie powiedział, że w jego metodologii pracy liczą się tylko najważniejsze elementy samolotu, a te drobniejsze nie mają znaczenia. Rosjanie zostawili na miejscu mnóstwo części, które znajdywali potem ludzie. Śledczy znaleźli zaledwie jakieś 60 proc. fizycznej masy polskiego Tu-154M. Tymczasem powinno się odszukać zawsze prawie 100 proc. masy samolotu. Jeżeli samolot ważył 100 ton albo nawet 55 ton, to te 55 ton materii, 55 ton skrawków blachy trzeba znaleźć. Nic w przyrodzie przecież nie ginie. Samolot przecież nie spłonął.

    Najbardziej przeraża mnie jednak to, że wrak ułożono po prostu na płycie lotniska, nawet nie w hangarze, wystawiając go na działanie deszczu, zimna, wiatru i innych czynników atmosferycznych. Metalowy kadłub, osprzęt, mechanizacja, silniki, hydraulika, elektryka – to wszystko niszczeje i koroduje, nie jest zabezpieczone i lada chwila będzie bezużyteczne.

    Jakie badania się wykonuje, by wykluczyć ewentualność zamachu przy użyciu broni niekonwencjonalnej?

    – Jeżeli chodzi o meaconing, to trzeba byłoby bardzo dokładnie przeanalizować dane z systemów zarządzania lotem FMS, skonfrontować je co do milisekundy z torem lotu samolotu, ustalić, jakie satelity dokładnie miały w swoim zasięgu Tu-154M, jaka z nich znajdowała się horyzontalnie, jak taktowały te satelity, jak przesyłały dane. Jeśli tylko UNS i GNSS zapisały dostatecznie wiele danych, to da się wykryć. Atak impulsem elektromagnetycznym zostawia po sobie ślady, bo niszczy elektronikę, wybuchu bomby nikt nie słyszał, zostaje jeszcze kwestia sabotażu urządzeń w samolocie, sztucznej mgły i tych radiolatarni. Rosjanie, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że mgła w Smoleńsku była tego dnia specyficzna, nie rozpoczęła się i nie skończyła tak jak zwykle. Bo mgły tam zazwyczaj zaczynają się o świcie i apogeum osiągają około 8.00 rano, potem słabną. Natomiast ta spowiła miasto około 8.00, a apogeum osiągnęła właśnie o 10.00-11.00, czyli wtedy, gdy lądował nasz Tu-154M 101.

    Gwałtowną dynamikę rozwoju mgły opisują niektórzych świadkowie. Remigiusz Muś wspomina, że mgła jakby wlewała się na lotnisko, tak samo opisuje to funkcjonariuszka FSB – Makarowa, która w chwili katastrofy widziała we mgle tylko na odległość 1-2 metrów. Także ambasador Jerzy Bahr w wywiadzie dla “Naszego Dziennika” wspomina, że mgła pojawiła się gwałtownie, w czasie gdy na płycie lotniska oczekiwał na prezydenta. To pokazywałoby, że jest sztuczna. Ale jest druga strona medalu: mgła była prognozowana z dużym wyprzedzeniem przez synoptyków, spowiła zbyt duży obszar, by mogła być sztuczna, bo nie tylko miasto i lotnisko, ale także bardzo wiele innych miejsc obwodu smoleńskiego. Nikt z mieszkańców miasta nie wspomina, aby ta mgła miała jakieś dziwne właściwości fizykochemiczne, nie pachniała w sposób charakterystyczny – jak np. mgła teatralna, zasłona dymna albo środki akumulujące parę wodną. Być może za tajemnicę jej specyfiki odpowiada niska temperatura, tzn. zaledwie 2 stopnie, a gdy tam się pojawiają mgły, wiosną, temperatura najczęściej sięga w dzień około 8 stopni.

    Czy załoga tupolewa właściwie podzieliła między siebie zadania, mam na myśli rolę obserwatora przyrządów i obserwatora wizualnego?

    – Na pewno nie było to ani bezpośrednią, ani pośrednią przyczyną katastrofy. Niedociągnięcia były minimalne, tzn. podział ról nie był do końca prawidłowy. Kapitan i nawigator mogli wykonywać kilka czynności, podczas gdy drugi pilot i mechanik byli praktycznie wolni. Nie ma to jednak żadnego znaczenia, ponieważ nikt nie popełnił błędu, nikt nie szukał, nie wypatrywał ziemi, nikt nie zaprzestał wykonywania swoich obowiązków, cały czas śledzono wysokościomierze. Na pewno nie zeszli z kursu w wyniku błędnego podziału ról – to oczywiste. Natomiast ja osobiście nie włączyłbym automatu ciągu w takim podejściu. Byłoby bezpieczniej ręcznie kontrolować prędkość, ale nie znaczy to, że to był błąd – nie miało to wpływu na katastrofę, automatu ciągu używać można, trzyma on prędkość na poziomie +/- 10 km/h.

    Zakłócenie pracy jednej z radiolatarni mogło być powodem katastrofy?

    – Nie. Nie mogło. To były radiolatarnie niekierunkowe, jeśli przerywały system, powinien on zaprzestać podstawiania ich wskazań do wyznaczania kierunku. Jeśli działały nieprawidłowo i dawały ponadnormatywne odchylenia – mogły spowodować co najwyżej odchylenie na lewo i na wysokości zaledwie 10 m zderzenie z brzozą – kto wie, może właśnie tak było, ale katastrofę bezpośrednio spowodował inny czynnik. Zniżanie było tak gwałtowne, że trudno je tłumaczyć inaczej niż poważną awarią. Nie ma możliwości, aby pilot ustawił autopilota na zniżanie 12 m/s na wysokości 100 metrów. Przy parametrach przepadania Tu-154M nie da się już z tego wyprowadzić samolotu. Nie można insynuować, że człowiek z wykształceniem lotniczym popełniłby taki błąd. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zniżałby się 3 razy szybciej, niż przewiduje to ścieżka. Nawet gdyby kapitan był fatalnie wyszkolony i cechowała go brawura, nie mógłby wykonać takiego manewru, bo wiedziałby, że zginie. To byłby czyn samobójczy. Musiało więc wydarzyć się coś nieprzewidzianego. To była 20-letnia sowiecka maszyna. Remontowana niemal pół roku wcześniej i od tego czasu miewająca usterki układu sterowania. I to powinna zbadać komisja.

    Wracając jeszcze do radiolatarni. W 1986 roku samolot z prezydentem Mozambiku rozbił się w RPA – przyczyną był wtedy odchył spowodowany złym działaniem radiolatarni, ale była to radiolatarnia kierunkowa VOR, na którą można się skierować na autopilocie bez GPS. W Smoleńsku były starszego typu niekierunkowe NDB, które – moim zdaniem – nie mogły być bezpośrednią przyczyną katastrofy. W mojej opinii, należy więc raczej rozpatrywać jedynie usterkę maszyny jako przyczynę katastrofy. Szczególnie wnikliwie trzeba zbadać hipotezę kpt. Janusza Więckowskiego, który przeżył podobny wypadek na Tu-154M w czasie burzy i zdołał bezpiecznie wylądować. Należy zabezpieczyć i sprawdzić komorę drugiego silnika, by wykluczyć, czy nie uszkodził on gumowych przewodów trzech systemów hydrauliki, newralgicznych dla sterowania samolotem.

    Dziękuję za rozmowę.

  24. weronika said

    90 dni zmarnowanych dla śledztwa
    Głównie dzięki działaniom, które określiłbym mianem pozapaństwowych, nasza wiedza w sprawie katastrofy pod Katyniem posuwa się do przodu. Mówiąc wprost – dużo więcej zrobił “Nasz Dziennik” niż organy państwa polskiego

    Z Antonim Macierewiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, byłym szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, rozmawia Anna Ambroziak

    Czym będzie się zajmował powołany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości zespół parlamentarny ds. zbadania katastrofy z 10 kwietnia?
    – Chcemy pomóc w wyjaśnieniu tego dramatu. Zawiadomienie o powstaniu zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej zostało złożone w Kancelarii Sejmu w czwartek. Liczę, że jego pierwsze posiedzenie odbędzie się jeszcze w tym miesiącu. Zespół będzie dążył do zbadania przyczyn i przebiegu katastrofy, zajmował się zbieraniem dokumentów, będzie się kontaktował z instytucjami zajmującymi się sprawą, a także dążył do publicznej konfrontacji osób, które posiadają wiedzę na ten temat. Wszystko wskazuje na to, że państwo polskie albo okazało swoją bezradność, albo niezbyt dużą chęć wyjaśnienia tej sprawy. Dlatego mamy obowiązek zrobić wszystko, by przynajmniej zgromadzić materiały i uporządkować wiedzę, która jest na ten temat, umożliwić opinii publicznej zapoznanie się ze zweryfikowanymi faktami. Jednym słowem – zacząć całą tę sprawę aktywnie porządkować i wyjaśniać. Jest bardzo wiele materiałów, które nie są zupełnie brane pod uwagę, a które muszą być analizowane. W polu naszego zainteresowania jest więc sama katastrofa: to, jak do niej doszło, a także to, co się działo z wyjaśnianiem tej sprawy. Będziemy starali się korzystać ze wszystkich narzędzi, jakie są dostępne posłom, a które wynikają z obowiązującego ustawodawstwa, żeby osiągnąć cel.

    W jaki sposób prace zespołu zostaną przedstawione opinii publicznej?
    – Owocem naszych prac będzie raport – dokument maksymalnie wiarygodny, zweryfikowany i pokazujący przebieg wydarzeń. Trudno precyzyjnie powiedzieć, kiedy ów raport powstanie, sądzę jednak, że maksymalnie w ciągu roku. Zostanie on przedstawiony organom władzy państwowej, w tym rzecz jasna prezydentowi, premierowi, marszałkowi Sejmu i prokuraturze, i oczywiście opinii publicznej. Zaznaczę, że chcielibyśmy, by społeczeństwu przekazywać uporządkowaną wiedzę dość często, przynajmniej raz w miesiącu (a może częściej), tak by mogło się ono z nią sukcesywnie zapoznawać.

    Zespół przewiduje współpracę z prokuraturą?
    – Oczywiście tak, o ile prokuratura będzie chciała z nami współpracować. Przewidujemy też współpracę ze wszystkimi instytucjami państwowymi, które zajmują się badaniem katastrofy. Będziemy chcieli umożliwić przekazywanie tej wiedzy w formie publicznego wysłuchiwania osób, które mają na ten temat wiarygodne informacje. Zdajemy sobie sprawę, że mogą pojawić się osoby, które będą chciały wprowadzić nas w błąd – np. przekazując nie sprawdzoną wiedzę, lecz jedynie jakieś niepewne sensacje. Będziemy jednak starali się to wszystko tak analizować, aby informacje, które dotrą do opinii publicznej, były wiarygodne i rzetelnie sprawdzone.

    Rozumiem, że informacje te mają podawać media?
    – Liczymy na media. Ponieważ to od nich właśnie będzie zależała w dużym stopniu efektywność i skuteczność naszej pracy. Liczymy, że działania zespołu pomogą prokuraturze i innym organom państwowym. Nie ukrywam przy tym, że wiadomość w mediach o powstaniu zespołu już zdynamizowała pracę – nagle się okazało, że prokuratura zwróciła się do Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych o informacje, o które można było poprosić 80 dni temu. O konieczności takiego działania mówiliśmy jako Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie. Powstanie zespołu jest kolejnym krokiem w tym kierunku.

    Już pojawiły się głosy – m.in. ze strony posłów Lewicy – że jeżeli istnieje potrzeba, aby Sejm sprawował funkcję kontrolną w sprawie katastrofy pod Katyniem, to powinna powstać komisja śledcza ds. katastrofy. Krytycy twierdzą ponadto, że praca zespołu nie wniesie nic więcej niż to, co każdy poseł może zrobić sam poprzez kierowanie pytań do odpowiednich instytucji.
    – Chcę przypomnieć, że wnioskowaliśmy do pana premiera Donalda Tuska, prosiliśmy też o wsparcie innych posłów, by powstała uchwała zobowiązująca premiera rządu do przejęcia postępowania. Zwróciliśmy się też do pana marszałka Bronisława Komorowskiego, żeby powstał zespół obserwatorów, w którym zasiadłby jeden poseł z każdego klubu. Klub PiS uczynił bardzo wiele, zanim zdecydowaliśmy się powołać ten zespół. Jeżeli zatem teraz słyszę ze strony kolegów z Lewicy, że trzeba powołać komisję – to proszę bardzo. Ale nie można tu pominąć faktu, że doświadczenie minionych 90 dni jest dla państwa polskiego i rządu pana Tuska wręcz kompromitujące. Była to najstraszniejsza katastrofa, z jaką państwo polskie miało w ogóle do czynienia. I tylko dzięki działaniom, które określiłbym mianem pozapaństwowych, nasza wiedza w sprawie katastrofy posuwa się do przodu. Mówiąc wprost: dużo więcej zrobił “Nasz Dziennik” niż organy państwa polskiego. Taki jest obiektywny stan rzeczy. Oczywiście doceniam wysiłek wszystkich innych organów, nie chodzi tu o ich dezawuowanie.

    Którzy posłowie wchodzą w skład zespołu?
    – W sumie tworzy go ponad 60 parlamentarzystów. Są wśród nich posłowie: Andrzej Dera, Jarosław Zieliński i Beata Kempa. Liczymy, że do tej pracy włączą się posłowie z wszystkich klubów. Mam nadzieję, że nie powtórzy się ten upokarzający widok, kiedy posłowie Prawa i Sprawiedliwości głosują za tym, żeby Tusk zwrócił się o przejęcie postępowania, a znajdują się polscy parlamentarzyści, którzy uważają, iż Putin lepiej wyjaśni tę sprawę. Liczę na to, że posłowie odłożą na bok swoje polityczne uprzedzenia i podejmą wysiłek zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

    Wiceszef klubu PO Waldy Dzikowski zarzuca zespołowi, jakoby chodziło tu tylko o “podgrzewanie atmosfery”…
    – Nie będę tego komentował. Myślę, że jest to nieroztropna wypowiedź.

    Dziękuję za rozmowę.

  25. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24083

    Co Tusk i Komorowski ustalali z Putinem?

    Mecenas Stefan Hambura złożył wnioski o przesłuchanie premiera Donalda Tuska i ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego w związku ze śledztwem ws. katastrofy smoleńskiej.

    Adwokat Stefan Hambura, reprezentujący syna tragicznie zmarłej Anny Walentynowicz oraz brata Stefana Melaka, chce przesłuchania premiera Donalda Tuska w związku ze śledztwem dotyczącym katastrofy pod Smoleńskiem.

    W swoim wniosku mecenas pisze, że przesłuchanie ma się odbyć m.in. w związku z decyzją o zorganizowaniu oddzielnych, bez obecności Lecha Kaczyńskiego, obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej. Inicjatorem tego pomysłu miał być Władimir Putin. Hambura chce także wyjaśnić przebieg spotkań i rozmów Tuska z Putinem w Katyniu 7 kwietnia. W szczególności, zdaniem adwokata, należy ustalić, czy rosyjski premier dopytywał się o skład polskiej delegacji, która udawała się do Katynia trzy dni później.

    „Z racji uczestnictwa w uroczystościach upamiętniających ofiary Zbrodni Katyńskiej premiera Donalda Tuska razem z premierem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem w dniu 7 kwietnia 2010 r. premier Donald Tusk winien mieć wiedzę, czy premier Władimir Putin lub inny członek jego rządu chciał znać listę polskiej delegacji na centralne uroczystości w dniu 10 kwietnia 2010 r. upamiętniające 70. rocznicę mordu na polskich oficerach, na której czele miał stać prezydent Lech Kaczyński” – pisze w uzasadnieniu Hambura (Zobacz cały wniosek o przesłuchanie premiera).

    Stefan Hambura chce także dowiedzieć się od premiera, dlaczego 10 kwietnia 2010 roku doszło do zwołania nadzwyczajnego posiedzenia rządu w związku z katastrofą pod Smoleńskiem oraz dlaczego wycofano się z wspólnego prowadzenia śledztwa ws. przyczyn tragedii. „Premier Donald Tusk winien mieć wiedzę, czy i przez kogo zostały poczynione międzyrządowe ustalenia w ten sposób, że odstąpiono od zapewnienia prezydenta Miedwiediewa, że śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich. Taką samą procedurę przewiduje polsko-rosyjskie Porozumienie w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw z dnia 14 grudnia 1993 r.” – uzasadnia Hambura.

    Zdaniem adwokata dla przyszłości śledztwa ważne są również rozmowy telefoniczne, jakie premier Donald Tusk prowadził po katastrofie z rosyjskimi władzami.

    Stefan Hambura złożył również wniosek o przesłuchanie przez prokuraturę Bronisława Komorowskiego. Adwokat chce sprawdzić, czy Komorowski jako p.o. głowy państwa dochował staranności w nadzorowaniu rozmów ws. śledztwa oraz czy miał wiedzę na temat rozmów Donalda Tuska z władzami Rosji.

    Mecenas wniósł również o zapytanie Komorowskiego, czy państwa sprzymierzone z Polską były informowane o sytuacji w kraju i jej konsekwencjach oraz dlaczego jako marszałek Sejmu nie odpowiedział na inicjatywę poselską, by do Smoleńska pojechał zespół obserwatorów złożonych z przedstawicieli klubów poselskich. Sprawdź, czego jeszcze Hambura chce się dowiedzieć od Komorowskiego!

    • weronika said

      2924/10/Ha/Se Berlin, 30.06.2010 r.

      Sygn. akt: Po. Śl. 54/10

      Katastrofa w ruchu powietrznym w dniu 10.04.2010

      W N I O S E K D O W O D O W Y

      Na podstawie art. 167 k.p.k. w związku z art. 169 k.p.k. i art. 52 § 1 k.p.k. wnoszę o przeprowadzenie dowodu z zeznań:

      Premiera RP Pana Donalda Tuska, adres: Al. Ujazdowskie 1/3, 00-583 Warszawa

      na okoliczności:

      1. rozmowy telefonicznej, która miała miejsce w styczniu lub lutym 2010 r. miedzy premierem Władimirem Putinem a premierem Donaldem Tuskiem, w której premier Putin zaproponował odbycie osobnych uroczystości w Katyniu bez obecności prezydenta RP Lecha Kaczyńskiewgo,

      2. uczestnictwa w uroczystościach upamiętniających ofiary Zbrodni Katyńskiej premiera Donald Tusk razem z premierem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem w dniu 7 kwietnia 2010r. Wtedy to szefowie obu rządów oddali hołd polskim oficerom zamordowanym przez NKWD w 1940 r. w Lesie Katyńskim oraz rosyjskim ofiarom stalinowskich represji w latach 30. Premierzy złożyli wieńce w obu częściach Memoriału Katyń: polskiej i rosyjskiej,

      3. rozmowy premiera Donalda Tuska w dniu 7 kwietnia 2010 r w Smoleńsku z premierem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem oraz wcześniejszego spotkania szefów rządów Polski i Rosji z przewodniczącymi polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych Adamem Rotfeldem i Anatolijem Torkunowem,

      4. odbycia się rozmowy/rozmów premiera Donalda Tuska z premierem Władimirem Putinem i/lub innymi członkami rzadu Rosji w dniu 7 kwietnia 2010 r. lub w innym czasie, a dotyczyło to składu polskiej delegacji na centralne uroczystości w dniu 10 kwietnia 2010 r. upamiętniające 70. rocznicę mordu na polskich oficerach, na której czele miał stać prezydent Lech Kaczyński,

      5. odbycia się wgodzinach wczesnopopołudniowych w dniu 10 kwietnia 2010 r nadzwyczajnego posiedzenie rządu RP w związku z tragiczną katastrofą prezydenckiego samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem,

      6. odbycia się rozmowy telefonicznej premiera Tuska z premierem Władimirem Putinem i prezydentem Dimitrijem Miedwiediewem w dniu 10 kwietnia 2010 r., podczas której między innymi premier Władimir Putin poinformował premiera Tuska, że udaje się na miejsce katastrofy samolotu TU-154. Szefowie rządów Polski i Rosji ustalili także, że spotkają się na miejscu tragedii, a prezydent Miedwiediew zapewnił, że śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich,

      7. pobytu premier Donald Tusk na miejscu katastrofy samolotu TU-154M, podczas którego szef polskiego rządu i premier Rosji złożyli wieńce na miejscu tragedii. Natomiast wicepremier Waldemar Pawlak i minister obrony narodowej Bogdan Klich zapalili znicze. Po uczczeniu ofiar katastrofy premier Donald Tusk rozmawiał z premierem Rosji Władimirem Putinem.W czasie tej rozmowy premier Rosji przekazał szefowi polskiego rządu informacje na temat działań podjętych w celu wyjaśnienia okoliczności katastrofy. Premierzy poruszyli wtedy także kwestię identyfikacji zwłok,

      8. odbycia się rozmowy/rozmów premiera Tuska z premierem Władimirem Putinem i/lub prezydentem Dimitrijem Miedwiediewem w innym czasie aniżeli zostało to podane powyżej w punktach 6. – 7., a dotyczyło to śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku,

      9. odbycia się rozmowy/rozmów premiera Tuska z premierem Władimirem Putinem i/lub prezydentem Dimitrijem Miedwiediewem w czasie podanym powyżej w punktach 6. – 7. lub w innym czasie, a dotyczyło to możliwości dopuszczenia na miejscu katastrofy do samolotu TU-154M wyłącznie polskich śledczych, aby zabezpieczyć wszelkie nośniki informacji dotyczące bezpieczeństwa państwa, a w szczególności Sił Zbrojnych RP oraz państw sprzymierzonych będące w posiadaniu Prezydenta, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Kancelarii Prezydenta oraz oficerów WP jak również urządzenia i nośniki informacji znajdujące się na wyposażeniu wojskowego statku powietrznego. Z dostępnych informacji wynika, że dotyczy to m.in. laptopów, telefonów komórkowych, telefonu satelitarnego, a także ewentualnie dokumentów papierowych posiadanych przez ofiary katastrofy.

      U Z A S A D N I E N I E

      Z racjiuczestnictwa w uroczystościach upamiętniających ofiary Zbrodni Katyńskiej premiera Donalda Tuska razem z premierem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem w dniu 7 kwietnia 2010r. premier Donald Tusk winien mieć wiedzę, czy premier Władimir Putin lub inny członek jego rządu chciał znaćlistę polskiej delegacji na centralne uroczystości w dniu 10 kwietnia 2010 r. upamiętniające 70. rocznicę mordu na polskich oficerach, na której czele miał stać prezydent Lech Kaczyński.

      Strona internetowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – Centrum Prasowe – podaje w dniu 10 kwietnia 2010 r. (zobacz załącznik – oraz adres strony internetowej:http://www.kprm.gov.pl/centrum_prasowe/wydarzenia/id:4471/),że odbyła się rozmowa telefoniczna premiera Donalda Tuska z premierem Władimirem Putinem i prezydentem Dimitrijem Miedwiediewem. Cytat fragmentu tej informacji jest następujący: „(…) Prezydent Miedwiediew zapewnił, że śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich.”Rozmowa ta miała miejsce jeszcze przed odlotem premiera Donalda Tuska na miejsce tragedii, gdzie się spotkał z premierem Władimirem Putinem.

      Jednak ze stenogramupodkomisji stałej do spraw transportu lotniczego i gospodarki morskiej Komisji Infrastruktury, obradującej w dniu 6 maja 2010 r. pod przewodnictwem posła Krzysztofa Tchórzewskiegowynika, że tylko przez pierwsze trzy dni po katastrofie w Smoleńskuśledztwo było prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich. Podkomisja ta przesłuchała pełnomocnika Polski, akredytowanego przy Komisji Badania Wypadków Federacji Rosyjskiej, płk dr Edmunda Klicha.

      Edmund Klich relacjonuje podczas obrad podkomisji swój konflikt z Naczelnym Prokuratorem Wojskowym, pułkownikem Krzysztofem Parulskim:„I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Paruluski i od razu no, powiedziałbym dosyć ostro, powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem…, przyjąłem jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski.To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow.”

      Pełnomocnik Polski, akredytowanego przy Komisji Badania Wypadków Federacji Rosyjskiej, Edmund Klich stwierdził dalej podczas obrad podkomisji: „Z drugiej strony, jak premier Putin na tej telekonferencji zwracał się dwukrotnie do mnie bezpośrednio, to ja też sądziłem, że tu już jakieś ustalenia były międzynarodowe, bo skąd w ogóle premier Putin znał tam małego Klicha z Polski, prawda? I wzrostem, i funkcją?”

      Edmund Klich konkludował wręcz, że były jakieś ustalenia, że to tylko taka telekonferencja była wynikiem pewnych ustaleń na poziomie międzyrządowym.

      Premier Donald Tusk winien mieć wiedzę, czy i przez kogo zostały poczynione międzyrządowe ustalenia wten sposób, że odstąpiono od zapewnienia prezydenta Miedwiediewa, że śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich. Taką samą procedurę przewiduje polsko-rosyjskie Porozumienie w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw z dnia 14 grudnia 1993 r.

      Stefan Hambura

      Rechtsanwalt

    • weronika said

      Wojskowa Prokuratura Okręgowa

      w Warszawie

      ul. Nowowiejska 26B

      00-911 Warszawa

      Polen

      2924/10/Ha/Se Berlin, 30.06.2010 r.

      Sygn. akt: Po. Śl. 54/10

      Katastrofa w ruchu powietrznym w dniu 10.04.2010

      W N I O S E K D O W O D O W Y

      Na podstawie art. 167 k.p.k. w związku z art. 169 k.p.k. i art. 52 § 1 k.p.k. wnoszę o przeprowadzenie dowodu z zeznań:

      Wykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej i zarazem Marszałka Sejmu Pana Bronisława Komorowskiego, adres: ul. Wiejska 4/6/8, 00-902 Warszawa

      na okoliczności:

      1. nadzorowania i uczestniczenia w decyzji dotyczącej przyjęcia procedury prawnej w związku z katastrofą smoleńską samolotu TU-154, a w szczególności ze względu na fakt, że dotyczyła ona wojskowego statku powietrznego, co do którego istniało Porozumienie między Polską a Federacją Rosyjską z 1993 r.,

      2. powzięcia informacji co do odbycia się rozmowy telefonicznej premiera Tuska z premierem Władimirem Putinem i prezydentem Dimitrijem Miedwiediewem w dniu 10 kwietnia 2010 r., podczas której między innymi premier Władimir Putin poinformował premiera Tuska, że udaje się na miejsce katastrofy samolotu TU-154. Szefowie rządów Polski i Rosji ustalili także, że spotkają się na miejscu tragedii, a prezydent Miedwiediew zapewnił, że śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich,

      3. niedopełnienia obowiązku dopilnowania realizacji zobowiązania podjętego przez prezydenta Federacji Rosyjskiej Dimitrija Miedwiediewa wobec państwa polskiego o powołaniu wspólnej polsko-rosyjskiej grupy prokuratorów badającej okoliczności tragedii smoleńskiej przezWykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego,

      4. odbycia się rozmowyWykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego z prezydentem Dimitrijem Miedwiediewem dotyczącej możliwości dopuszczenia na miejscu katastrofy do samolotu TU-154M wyłącznie polskich śledczych, aby zabezpieczyć wszelkie nośniki informacji dotyczące bezpieczeństwa państwa, a w szczególności Sił Zbrojnych RP oraz państw sprzymierzonych będące w posiadaniu Prezydenta, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Kancelarii Prezydenta oraz oficerów WP jak również urządzenia i nośniki informacji znajdujące się na wyposażeniu wojskowego statku powietrznego. Z dostępnych informacji wynika, że dotyczy to m.in. laptopów, telefonów komórkowych, telefonu satelitarnego, a także ewentualnie dokumentów papierowych posiadanych przez ofiary katastrofy,

      5. osobistego poinformowania przezWykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego lub poinformowania po porozumieniu się z premierem Donaldem Tuskiem Głów państw sprzymierzonych o wydarzeniach związanych z katastrofą smoleńską i ich konsekwencjach,

      6. powinności i możliwości zapoznania się ze wszelkimi informacjami powziętymi przez organa państwowe w związku z katastrofą, jej przebiegiem, przyczynami i sposobem wyjaśnienia przezWykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego,

      7. wyjaśnienia, dlaczego pan Bronisław Komorowski nie odpowiedział jako Marszałek Sejmu na inicjatywę poselską o wydelegowanie do Rosji sejmowego zespołu obserwatorów delegowanych z każdego klubu parlamentarnego,

      8. powzięcia informacji przez Marszałka Sejmu i/lubWykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego o zdarzeniach i spotkaniach zgodnie z punktami 1. – 9. wniosku dowodowego z dnia 30.06.2010 r. o przeprowadzenie dowodu z zeznań Premiera RP Pana Donalda Tuska (kopia tego wniosku dowodowego wraz z uzasadnieniem znajduje się w załączeniu).

      U Z A S A D N I E N I E

      Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski przejął pełnienie Wykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej około godz. 12.00 dnia 10 kwietnia 2010 r. Z tą chwilą zaczął wypełniać m.in. obowiązki wynikające z art. 134 ust. 1 Konstytucji RP oraz art. 4a ust. 1 pkt 5 i ust. 2 ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej. W wyniku zainstniałej tragedii narodowej stojąc na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa, nienaruszalności i niepodzielności terytorium RP (art. 126 Konstytucji RP) Wykonujący Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski miał możliwość, a w zaistniałej sytuacji obowiązeknadzorowania i uczestniczenia w decyzji dotyczącej przyjęcia procedury prawnej w związku z katastrofą smoleńską samolotu prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

      Zgodnie z art. 95 ust. 2 Konstytucji RPSejm sprawuje kontrolę nad działalnością Rady Ministrów, a Marszałek Sejmu przewodniczy obradom Sejmu, strzeże praw Sejmu oraz reprezentuje Sejm na zewnątrz (art. 110 ust. 2 Konstytucji RP).

      Strona internetowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – Centrum Prasowe – podaje w dniu 10 kwietnia 2010 r. (zobacz załącznik – oraz adres strony internetowej:http://www.kprm.gov.pl/centrum_prasowe/wydarzenia/id:4471/),że odbyła się rozmowa telefoniczna premiera Donalda Tuska z premierem Władimirem Putinem i prezydentem Dimitrijem Miedwiediewem. Cytat fragmentu tej informacji jest następujący: „(…) Prezydent Miedwiediew zapewnił, że śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich.”Rozmowa ta miała miejsce jeszcze przed odlotem premiera Donalda Tuska na miejsce tragedii, gdzie się spotkał z premierem Władimirem Putinem. Jako żeMarszałek Sejmu Bronisław Komorowski przejął pełnienie Wykonującego Obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej około godz. 12.00 dnia 10 kwietnia 2010 r. winien mieć wiedzę od tego momentu, co do faktów, czy i przez kogo zostały poczynione międzyrządowe ustalenia wten sposób, że odstąpiono od zapewnienia prezydenta Miedwiediewa, że śledztwo w sprawie przyczyn katastrofy w Smoleńsku będzie prowadzone wspólnie przez prokuratorów polskich i rosyjskich. Taką samą procedurę przewiduje polsko-rosyjskie Porozumienie w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw z dnia 14 grudnia 1993 r.

      Stefan Hambura

      Rechtsanwalt

  26. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24023

    Po co nam Amerykanie w wyjaśnieniu katastofy smoleńskiej?

    Jest niemal pewne, że amerykański wywiad posiada nagranie rozmowy braci Kaczyńskich, przeprowadzonej przez telefon satelitarny, którego używał śp. Lech Kaczyński lecący samolotem prezydenckim dzwoniąc do brata Jarosława.

    Opcje nieprzyjazne środowisku braci Kaczyńskich spekulują, że rozmowa miałaby duże znaczenie dla śledztwa, gdyż rzekomo miała ona dotyczyć trudności z lądowaniem na lotnisku w Smoleńsku z uwagi na niesprzyjącą pogodę. W ten pośredni sposób próbuje się kontynuować bezpodstawne oskarżenie jakoby Prezydent miał wywierać naciski na pilotów.

    Strona amerykańska nie ujawni jednak treści rozmów ani nie potwierdzi faktu jej posiadania, gdyż byłoby to przyznaniem się do śledzenia polskiego przywódcy – stwierdza Duncan Campbell, brytyjski dziennikarz śledczy specjalizujący się w systemach szpiegowania.

    “Aparat telefonu satelitarnego znajdujący się w samolocie Tu-154M był zarejestrowany w NSA jako aparat prezydencki i dlatego połączenia z nim były rutynowo nagrywane” – cytuje wypowiedź Campbella dziennik.pl. “Poprzez globalny system monitoringu Echelon Agencja Bezpieczeństwa Narodowego USA (NSA) śledzi rozmowy przywódców państw, czy to zaprzyjaźnionych, czy wrogich.” – mówi Campbell dla pisma Dziennik-Gazeta Prawna.

    Tak samo jak Duncan Campbell, który uważa, że amerykańskie agencje szpiegowskie, takie jak Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Agency) nieustannie i na bieżąco śledzą rozmowy przywódców państw, przekonani są inni oberwatorzy działań wywiadowczych agencji.
    Amerykański wywiad

    Główna siedziba NSA mieści się w Fort Meade w stanie Maryland, przy autostradzie łączącej Waszyngton i Baltimore. Z okien samochodów widać potężne szklane budynki położone w lesie. Podczas budowy tego kompleksu w późnych latach 1970., nawet gubernator stanu nie znał prawdziwych informacji np. co do liczby zatrudnionych tam osób. Dziś pośrednio wiadomo, że w ośrodku zatrudnionych jest 15-20 tysięcy ludzi (parking liczy 18 tysięcy miejsc), głównie wysokiej klasy specjalistów różnych profesji, od lingwistyki, przez krytografię, po zaawansowane sytemy komputerowe. Ośrodek przechwytuje i przetwarza informacje przesyłane drogą radiową, siecią telefonii komórkowej czy przez Internet. Agencja NSA dokonuje tego wykorzystując dotychczas tajny, lecz kilka lat temu potwierdzony system Echelon, który podsłuchuje rozmowy telefoniczne na całym świecie i transmisję danych (e-maile, pliki, efaxy) w Internecie. Oprócz głównej siedziby w Fort Meade, NSA ma swoje ośrodki m.in. w San Antonio (Texas), gdzie znajduje się centrum kryptograficzne oraz w Fort Gordon (Georgia). W budowie jest ośrodek w Utah, który ma powstać kosztem 2 miliardów dolarów. Nie jest żadną tajemnicą, że i Polska uczestniczy w programie śledzenia wszystkich i wszystkiego, a nieoficjalnie przedstawiciele polskich służb specjalnych stwierdzili, że polska końcówka Echelonu znajduje się w podwarszawskim Konstancinie.

    Dywagacje na temat czy otrzymamy od Amerykanów rozmowę braci Kaczyńskich, są bezwartościowe. Jest pewne, że loty samolotów przewożących głowy państw są śledzone przez wywiady, tym bardziej przez potężny wywiad amerykański. Jednak naiwnością jest twierdzić, że dane to zostaną nam udostępnione. Witold Waszczykowski, były wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były wiceszef MSZ, powołuje się na umowy pomiędzy USA a Polską w ramach NATO, lecz naiwnie konkluduje, iż “ze względu na rozmiar tej katastrofy [Amerykanie] powinni jej zapis nam przekazać”.

    Bardziej realistycznie widzi to Marek Biernacki, były szef MSWiA, który wątpi w dobrą wolę Amerykanów. “Śmiem wątpić, by Amerykanie nam udostępnili swoje tajne dane o katastrofie pod Smoleńskiem, bo nie mamy czasu wojny ani zagrożenia.” – mówi Biernacki, który być może cieszy się z takiego obrotu sprawy, choćby z uwagi na swoje zaangażowanie polityczne w Platformie Obywatelskiej dążącej do niewyjaśnienia katastrofy.
    Po co nam Amerykanie?

    Zamiast jednak szukać pomocy u Amerykanów prosząc o treść nic nie wnoszącej w sprawę rozmowy braci Kaczyńskich, prokuratura polska, polscy śledczy i cały sztab tzw. dziennikarzy śledczych, którzy po katastrofie stracili jakoś chęć do pracy, powinni zwrócić się do polskiego wywiadu i osób z nim związanych i tam drążyć temat, bo właśnie tam tkwi kopalnia wiedzy o całym wydarzeniu. Już w kilka dni po katastrofie Służba Kontrwywiadu Wojskowego stwierdziła, że posiada nagrania rozmów pilotów oraz z pewnością inne rozmowy, w tym telefoniczne. [zob. „Lot Tupolewa był kontrolowany przez kontrwywiad. Żądanie dymisji ministra Klicha” – BIBUŁA, 2010-04-18]. SKW przyznała wtedy, że na bieżąco śledziła lot samolotu prezydenckiego Tu-154 lecącego do Smoleńska, oraz że oprócz parametrów lotu – w tym informujących o bieżącym położeniu maszyny, jej wysokości i prędkości – posiadaja też nagrania rozmów pilotów. Strona polska wie więc więcej niż się niejednemu wydaje i znacznie więcej niż ujawnia się to opinii publicznej. SKW z oczywistych względów nie chciała “komentować sprawy”.

    Warto przy tym przypomnieć, że Służba Kontrwywiadu Wojskowego powołana została w 2006 roku i podległa jest Ministrowi Obrony Narodowej, a funkcję ministra MON pełni od trzech lat Bogdan Klich, człowiek odpowiedzialny politycznie za śmierć 121 osób w kilku katastrofach lotniczych. SKW jest więc dzisiaj komórką odrodzonych – choć oficjalnie już nieistniejących – Wojskowych Służb Informacyjnych, czyli w gruncie rzeczy wywiadu sowieckiego, a dzisiaj rosyjskiego. To tam należy szukać odpowiedzi na pytania, no, chyba że nawet Prokuratura wojskowa państwa polskiego czuje się na tyle bezradna wobec skali penetracji obcych wywiadów kontrolujących polskie instytucje państwowe i wywiadowcze, że zwraca się o pomoc do wywiadu amerykańskiego. Marny to jednak sojusznik, z czego powinniśmy zdać sobie sprawę przerabiając bolesne lekcje swojej historii.

    Przyczyny katastrofy smoleńskiej znane są głównym wywiadom, lecz z pewnościę nie zostaną one ujawnione przez najbliższych kilkadziesiąt lat. Pomimo tej raczej smutnej konkluzji oraz faktu, że oficjalnie nie tak szybko dowiemy się czy sprawcami były samotnie działające służby rosyjskie czy też dokonano tego ze współudziałem innych służb, powinniśmy rozpatrywać wszelkie możliwe wątki. Możliwy scenariusz polskiego zaangażowania niezwykle interesująco przedstawił znany bloger Łażący Łazarz [zob. „Gruppenführer KAT” – BIBUŁA, 2010-06-04].

    Pomimo wielu niepewności i znaków zapytania, pomimo wątpliwości, które przyjdzie nam samotnie rozwikłać, pomimo trudności, które organicznie będziemy napotykali ze strony tych, którzy wymachują hasłem “Zgoda buduje”, z przebiegu dotychczasowego śledztwa, z nawarstwiających się niespójności, zwykłych kłamstw i oszustw serwowanych opinii publicznej, jedno jest jednak pewne: nie był to tzw. zwykły wypadek lotniczy, a niesłusznie obarczani odpowiedzialnością polscy piloci byli jej niewinnymi ofiarami.

    Lech Maziakowski
    Washington, DC | 2010-07-09 | http://www.bibula.com

  27. Magda said

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,119674,title,Tylko-polscy-piloci-winni-To-manipulacja-dowodami,wid,12354971,wiadomosc_video.html

  28. JWS said

    http://wybory.onet.pl/prezydenckie-2010/aktualnosci/ruch-poparcia-palikota-jest-nas-10-milionow,1,3321243,aktualnosc.html

    „Wierzymy w człowieka i jego rozum.” a raczej brak rozumu.

  29. weronika said

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100714&typ=po&id=po01.txt

    Rosjanie zażądali ponownego przesłuchania członków rodzin ofiar katastrofy z 10 kwietnia. Z Moskwy przyszedł gotowy zestaw pytań. Polscy śledczy straszą rodziny, że Federacja Rosyjska nie przyjmie do wiadomości odmowy zeznań

    Z Danutą i Zdzisławem Moniuszkami, rodzicami tragicznie zmarłej w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem stewardesy Justyny Moniuszko, rozmawia Adam Białous

    Udostępniono Państwu informacje zebrane podczas śledztwa w sprawie katastrofy, w której zginęła Justyna?
    Zdzisław Moniuszko: – Mieliśmy wgląd do materiałów sprawy, tak jak wszystkie rodziny ofiar. Ale co z tego, skoro w tym, co widzieliśmy, nie ma nic nowego, dosłownie nic, czego byśmy już nie wiedzieli. To tylko takie formalności i przerzucanie papierów. Bo trzeba znaleźć, wśród dziesiątek teczek, akta sprawy swojej bliskiej osoby, a to trwa. Dla nas jest to tylko niepotrzebne rozdrapywanie ran. O tym, co było ważne, powiadomiono nas dopiero po czasie. Na przykład o tym, że można było być przy zamykaniu trumien. Dopiero niedawno powiedziano to rodzinom ofiar. A z rozmów z innymi bliskimi ofiar wiemy, że każda rodzina chciała być obecna przy zamykaniu trumien.

    Uważają Państwo postulat ekshumacji ciał ofiar tej tragedii, zgłaszany przez wielu ich bliskich, za zasadny?
    Danuta Moniuszko: – Rozumiem rodziny bliskich ofiar tragedii, które żądają ekshumacji zwłok, ponieważ mają ku temu poważne powody. Tak jak pani Gosiewska, która przekazała tym, którzy składali ciało jej męża do trumny, ostatnie ubranie. Później otrzymała to ubranie z powrotem. Ona nie wie nawet, w czym pochowali jej męża – czy w godnym stroju. Przy zamykaniu pierwszych 30 trumien był m.in. ksiądz, była modlitwa i wszystko odbyło się w należyty sposób. Ale co było przy zamykaniu następnych trumien – tego rodziny nie wiedzą i nikt im nie chce powiedzieć. My mieliśmy to szczęście, że naszą córkę ubrano w strój, który przygotowałam. Przynajmniej tak napisano w protokołach opisujących złożenie ciała do trumny, które czytaliśmy. Chcielibyśmy się dowiedzieć prawdy, jak było. Chcemy coraz bardziej. Zaraz po katastrofie nie byliśmy w stanie czytać dokumentów dotyczących sekcji zwłok naszej córki. Teraz, gdy upłynęło trochę czasu, chcemy poznać ten opis, ale czynione są nam w tym przeszkody.

    Jaka jest Państwa ocena działań prowadzonych przez stronę polską dla ustalenia przyczyn i przebiegu katastrofy?
    Z.M.: – Na pewno nie jesteśmy zadowoleni z tego, co zrobił do tej pory rząd dla wyjaśnienia sprawy tragedii, w której zginęła nasza córka. Mówienie, że wszystko zostało zrobione jak należy, kiedy nic nie wiadomo i można snuć tylko męczące domysły, jest dla nas sytuacją daleką od komfortowej. A te podziękowania składane przez przedstawicieli polskiego rządu rosyjskim służbom, które miały zabezpieczyć miejsce katastrofy, a wiadomo, że tego nie zrobiły, te przeprosiny pana Pawła Grasia za mówienie prawdy o kradzieżach dokonywanych na tym uświęconym dla nas męczeńską śmiercią naszych bliskich miejscu – to wszystko nas po prostu bardzo boli i woła o pomstę do nieba. Był u nas redaktor jednej z niemieckich gazet i mówił nam, że w ich kraju media ciągle podtrzymują wersję dotyczącą domniemanych przyczyn katastrofy, jaką zaraz po niej podała strona rosyjska. Czyli m.in. że samolot podchodził cztery razy do lądowania, że piloci nie słuchali ostrzeżeń wieży, że nie rozumieli po rosyjsku, że nie było awarii samolotu, a wszystkiemu winni byli piloci itd. Czy do tej pory nasze władze nie powinny tych kłamstw, które funkcjonują w międzynarodowej opinii publicznej, zdementować, ostro zareagować? Przecież jak nam to przedstawiał ten redaktor z Niemiec, to mi się z przerażenia włosy jeżyły na głowie.
    D.M.: – Powiadomiono nas właśnie telefonicznie z warszawskiej prokuratury wojskowej, że strona rosyjska chce ponownie przesłuchać członków rodzin ofiar smoleńskiej tragedii – że dostali z Moskwy zestaw pytań, na które trzeba odpowiedzieć. My nie wierzymy, iż rosyjskie władze chcą nam pomóc w dojściu do prawdy, więc chcieliśmy odmówić udzielania odpowiedzi na te dziwne pytania, z którymi już mieliśmy do czynienia, kiedy nas przesłuchiwano zaraz po tragedii. Warszawska prokuratura powiadomiła nas jednak, że strona rosyjska nie uzna naszej odmowy i że musimy koniecznie udzielić odpowiedzi. Na razie zostawiono nas w spokoju, bo mąż jest poważnie chory i musi być w Białymstoku, aby poddać się zabiegom medycznym. Ale widzimy, że nie odpuszczą. Niepokoi nas ten przymus, nie rozumiemy takiego podejścia.

    Dziękuję za rozmowę.

    • Magda said

      A niby co maja wnieść te przesłuchania rodzin do śledztwa?
      Znowu będą pytać -na ile wyceniają stratę?

      A gdzie przesłuchania kontrolerów z wieży,a gdzie przesłuchanie tego Krasnokuckiego-czy,jak go tam wołają,a gdzie winni złego zabezpieczenia terenu po katastrofie?

    • JWS said

      Ponowne przesłuchania służą jednemu, wyciągnięciu wiedzy nabytej od osób zupełnie nie związanych
      z zamachem. Mordercy chcą upewnić się, że ofiary nic więcej nie wiedzą poza oficjalną papką.
      Być może chcą ocenić wielkość potencjalnych odszkodowań, jakie z tytułu obarczenia kozłów ofiarnych
      z wieży będzie trzeba przyznać. Oczywiście informację o tak ,,wspaniałym” zakończeniu sprawy
      przywiezie z Moskwy namiestnik Komoruski.

  30. JWS said

    Zostało jeszcze do rozszyfrowania jedno polecenie (niezr.) :
    http://wiadomosci.onet.pl/2197644,11,jak_nie_wyladujemy__to_mnie_zabijeja_nowe_dane_ws_stenogramow,item.html

    dane z rejestratorów tworzą się jeszcze.

  31. JWS said

    Kolejny element propagandy, proszę zwrócić uwagę na tytuł oraz treść.
    Tytuł brzmi już jak dowód ,,Gowin przyznaje: Palikot miał rację”, treść mówi co innego.
    99 % społeczeństwa podejmuje w ten sposób przyswajanie wiedzy, tytuł wystarczy, treści jest za dużo do czytania.

    http://wiadomosci.onet.pl/2197911,11,gowin_przyznaje_palikot_mial_racje,item.html

    Od NDB
    JWS Proszę używaj własciwych słów. Rozumiem oburzenie ale chciałbym na tej stronie zachowac własciwe słownictwo. Nadmierne emocje do niczego dobrego nie prowadzą.

  32. JWS said

    Żartem ale wszystko wyjaśnia :

  33. JWS said

    Już za chwilę poznamy parametry lotu, czy aby na pewno Tu154 ?
    http://wiadomosci.onet.pl/2197919,11,to_klucz_do_wyjasnienia_przyczyn_katastrofy,item.html

  34. witam said

    JWS 8/7/10 zaznaczyl cytujac protokoly elektrowni ze zerwana linia energetyczna 6kV zasilala punkty lacznosci na lotnisku Siewiernyj.
    A zatem awaria linii musiala spowodowac wylaczenie czesci aparatury radiowej. Sprawa nader powazna wiec czemu nikt tego nie analizowal? Czemu ‚wieza’ byla wciaz aktywna po utracie zasilania?
    Jezeli nastapilo przejscie na zasilanie zastepcze z agregatow spalinowych to spowodawaloby to minutowa przerwe i powinno byc zauwazalne w stenogramach. Zasilanie zastepcze z baterii pozwalajace na ciaglosc pracy jest malo prawdopowdobne bo musialby to byc caly pokoj z akumulatorami czego raczej nigdzie nie widac. Czy ktos moze to skomentowac?
    Piotr

    • ndb2010 said

      Sprawa jest to zbadania ale ja juz teraz mogę zaznaczyc, że według moich informacji (znalezionych w internecie) urządzenia lotniska były zasilane przez 4 linie oraz kable podziemne. Były też linie zapasowe, które najprawdopodobniej uruchamiały się automatycznie bez uruchamaniania agregatów. Czyli agregaty to ostatecznośc, gdy wszystko pozostałe nie działa.( awaria elektrowni)

      Jednak sprawa jest bardzo podejrzana z kilku powodów.
      – linia ta najprawdopodobniej zasilała stacje NDB 1,1km
      – pracownicy stacji NDB 1,1km powiedzieli na żywo do reportera Polsatu, że samolot przeleciał nad ich budynkiem i uszkodził ich anteny. Tu-154m nie mógł uszkodzic tych anten, gdyż przelatywał ponad 40 metrów dalej a więc odległośc większą niż rozpietośc jego skrzydeł.
      – Najprawdopodobniej nie mógł zrobic tego też Ił-76. Oni mogli tak powiedziec aby wytłumaczyc tajemniczą awarię ich nadajnika, która spowodowała przerwę w pracy nadajnika NDB a przerwa ta umozliwiła odbiór przez samolot innych nadajników.

      Czyli podsumowując linie energetyczną mógł zerwac Ił-76 po to aby zakłócic pracę prawdziwego nadajnika co z kolei umożliwiło zamachowcom pełne wykorzystanie fałszywych nadajników.

      • witam said

        NDB powiedzial: „pracownicy stacji NDB 1,1km powiedzieli ..że samolot przeleciał nad ich budynkiem i uszkodził ich anteny” – Nie znalem tej informacji. Czy to bylo w momencie zerwania linii energetycznej?

        Zasilanie rownolegle z innych linii: normalnie zasilajace powinny byc 3-fazy podane na prostowniki lub konwertory i gdy jedna faza pada to podtrzymuja zasilanie posostale. W w/w przypadku niemozliwe zeby jedna faza szla po slupach a dwie inne pod ziemia. Tzn fazy sa/musza byc prowadzone tym samym torem poniewaz maja wspolna ziemie (przewod neutralny).
        W przypadku zasilania z zupelnie odrebnych linii wlaczanie zasilania zastepczego przestaje byc trywialna bo wymaga osobnych przewodow ziemi/neutralnych – watpliwe. Byc moze linia powietrzna byla tylko czescia starego systemu zastapionego obecnie kablami podziemnymi. Wtedy jej przerwanie nie powinno wogole niczego zaklocic.
        ..metna sprawa ale powstaje z tego pytanie poco do mizernej maszynerii na mizernym lotnisku 4 linie energetyczne. Innymi slowy jakie sa tam i do czego sluza urzadzenia ktore wymagaja az takiej mocy?!
        P.

      • ndb2010 said

        Wklejam fragment z podstrony: https://ndb2010.wordpress.com/wypowiedzi-prasy-i-ekspertow-prl-bis-po-04-07-2010-demontaz-dezinformacji/

        „…jeśli jedna z radiolatarni przerywa a w tym czasie samolot złapie inne źródło sygnału (np.fałszywe NDB), to nawet jak ta prawdziwa radiolatarnia powróci do pracy to jej sygnał będzie ignorowany przez odbiorniki samolotu.

        Potwierdzeniem tego jest bardzo ważny artykuł jeszcze z czasów RP:

        http://www.tvp.info/informacje/swiat/radiolatarnie-na-lotnisku-mialy-awarie/1854298

        – Jeżeli taka radiolatarnia przestanie funkcjonować, może sprawić, że systemy samolotu będą się namierzały na zupełnie inne źródło impulsów. Jeżeli nagle tego sygnału nie będzie, system może się przełączyć. Potem – jeśli radiolatarnia powróci do pracy – system będzie ją ignorował – tłumaczy w TVP Info Krzysztof Zalewski z magazynu „Lotnictwo”.

        Jeśli prawdziwa radiolatarnia była 1,1km od lotniska a Tu-154m miał się znaleść nad nią na wysokości 100 m to dlaczego w pobliżu jej szukał pasa startowego lecąc na wysokości 8 metrów. Pilot Tu-154m nie mógł rozpocząć lądowania bez otrzymania sygnału radiolatarni 1,1km i potwierdzenia wysokości 100 metrów. W przypadku braku sygnału zgłosił by awarię i odleciałby dalej do czasu wyjaśnienia. Nic takiego nie zostało odnotowane w stenogramach przekazanych przez komisje MAK i opublikowanych przez rząd RP.

        A oto co mówią pracownicy obsługujący nadajnik NDB 1,1km.

        http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/10,88721,7790068,Katastrofa_pod_Smolenskiem__Sledztwo_trwa.html

        Proszę zwrócic uwagę na fragment od 43 sekundy- światła….

        Oraz na wypowiedz reportera:

        „…załoga tego budynku (stacji NDB) jest bardzo zszokowana bo samolot przeleciał nad budynkiem i ściął jedną z anten…. ”

        Bardzo ciekawe a sygnał ndajnika NDB wciąż siedział ….. i nadawał (według stenogramów). A drzewa ścięte 40m (więcej niż szerokośc skrzydeł tu-154m) – same się ścięły, jak te lampy.

        Co do liczby zasilania na lotnisku to informację o tym przeczytałem w internecie. Można to sprawdzic gdzies, jeśl ktoś ma jakiś pomysł jak.

    • JWS said

      Ten i inne elementy mogą być znaczące, ale nie muszą. Natomiast odpowiedź ze strony komisji to :
      ,,Przypuszczalnie, … coś tam”. Każdy z elementów wątpliwych będzie opisany jako ,,Przypuszczalnie”. W związku z powyższym, przypuszczalnie zerwanie linii energetycznej
      mogło nie mieć bezpośredniego związku z obsługą lotniska, ale miało związek z upozorowaniem
      lotu Tu154M.

    • JWS said

      Tego typu pytań i problemów jest lawina. Proszę zwrócić uwagę na konstrukcję i aspekty prawne
      działania utworzonych komisji do badania tego przypadku. Jedna strona już mówi ,,Przypuszczalnie”
      a druga strona zanim przygotuje następne pytania i otrzyma na nie odpowiedzi upłynie tyle czasu
      jak w sprawie katyńskiej. Jeszcze nie ma odpowiedzi na pytania w sprawie, a pojawia się mnóstwo
      pytań o prowadzenie sprawy. Potrzebne jest już śledztwo śledztwa. Brak odpowiedzi na powyższe pytania
      lub formułowanie wniosków komisji ,,Przypuszczalnie” wskazuje przypuszczalnie na to,że był to zamach.

  35. Magda said

    TAJEMNICE CZARNEJ SKRZYNKI
    Informacja rosyjskich śledczych o tym, że w prezydenckim tupolewie była polska czarna skrzynka, którą odczytać można tylko w naszym kraju, jest nieprawdziwa. W 1994 r. po katastrofie chińskiego Tu-154M z polską czarną skrzynką wyprodukowaną przez tę samą firmę Rosjanie odczytali jej treść. Oznacza to, że i tym razem mieli techniczną możliwość poznania treści jej zapisu, a także dokonania w nim ingerencji.
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/36567

    • weronika said

      kurczę, pogubiłam się, chodzi o QAR?
      jeżeli tak, tzn on też może być sfałszowany?
      czyli nie mamy NIC!
      to była jedyna szansa ze strony Polaków, na udowodnienie zamachu
      na powrót oryginalnych czarnych skrzynek do Polski nie liczę

      • Magda said

        Tak chodzi o ATM QAR,czyli nie mamy nic.Mało tego ruscy powiedzieli,że ten akurat rejestrator został odnaleziony dopiero po trzech dniach od katastrofy.
        Przekazano go Polsce-bo rzekomo u nich nie dało się go odczytać i później oddano ten polski rejestrator do Rosji.
        Szczyt ignorancji i beznadziejności.
        Nawet jeśli mamy coś z nasłuchów SKW-to i tak raczej się o tym nie dowiemy.
        Czyli to by było na tyle,a tak w ogóle to platformersi są zaskoczeni,że ktoś śmie wracać do tego tematu.
        Zauważ jak się teraz produkuje gw z tvn,żeby tylko ludziom wmówić,że tam były jakieś naciski.Jeśli ten cytowany przez nich tekst-rzekomo wypowiadany przez A.Protasiuka został faktycznie odczytany z kopii kopii,to dlaczego cytują go tylko dwa upaprane źródła,a nie było np.jakiejś ogólnej konferencji prasowej,na której ktoś by to omówił.Jak zwykle dobrze poinformowana czerska i spółka.
        Niedobrze się robi człowiekowi,jak takich bredni słucha.

      • Magda said

        komentarz z niezalezna.pl

        Rafal: Smoleńsk – śledztwo w rękach familii Putina

        „Nasz Dziennik” wytropił jaka to familia stoi za całym rosyjskim śledztwem w sprawie katastrofy. Otóż dowiadujemy się, że:

        – właściciel zakładów remontowych Tupolewa w Samarze jest głównym sponsorem kampanii wyborczej Putina

        – prezesem tych zakładów jest zięć Putina

        – zakłady w Samarze są cerfyfikowane przez komisję MAK, która więc w sposób oczywisty jest zainteresowana tym by śledztwo nie dało jakichkolwiek oznak wad lub usterek samolotu (też certyfikowanego przez MAK), który dopiero co przeszedł generalny remont w tych zakładach i otrzymał gwarancję i przedłużenie certyfikacji

        – samolot został ubezpieczony na ponad 50 mln zł – w przypadku ustalenia jego awarii ubezpieczyciel sciągnąłby kwotę odszkodowania z zakładu remontowego w Samarze, zarządzanego przez zięcia Putina, co zapewne doprowadziłoby go do RUINY i bankructwa, a na pewno zrujnowałoby jego renomę – bo kto chciałby remontować samoloty w fabryce, która robi to tak że po paru miesiącach spadają, i to nie wiadomo czy same z siebie

        – sam Putin natychmiast stanął na czele rosyjskiego śledztwa, a więc bada katastrofę samolotu remontowanego przez własnego zięcia w fabryce własnego sponsora kampanii wyborczej, i certyfikowanego przez MAK, certyfikującego również fabrykę w Samarze kierowaną przez jego zięcia (jakie koneksje to pociąga za sobą nie trzeba chyba opisywać).

        http://beholder.salon24.pl/192367,smolensk-sledztwo-w-rekach-familii-putina

      • weronika said

        ja się pytam, na razie grzecznie, co się musi stać, aby ogłupiałe społeczeństwo obudziło się wreszcie???????????
        ile jeszcze razy musimy dostać w twarz, aby dotarło do nas, Polaków, co jest prawdą, a co jest fikcją?

        nadziwić się nie mogę, to co media zrobiły z większością ludzi, jest z punktu widzenia psychologii i socjologii – fenomenalne!
        masowa broń, bez rozlewu krwi!

      • Magda said

        na szczęście ,te zabiegi socjologiczno-psychologiczne nie działają na wszystkich,czego przykładem bardzo wymownym, może być np.ilość uczestników pielgrzymki na Jasną Górę.
        Ponoć tam zebrano 17,000 podpisów pod apelem Stowarzyszenia Katyń 2010,o powołanie międzynarodowej komisji technicznej do zbadania przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem.
        Sama oczywiście też się podpisałam pod tym apelem,bowiem jedynie w ten sposób mogę zaprotestować przeciwko kompromitowaniu się mojego kraju za granicą.
        Po katastrofie przeciętny Rumun mógł w swojej gazecie przeczytać,że to był zamach.Co myśli sobie o Polakach teraz ten przeciętny Rumun?
        A przecież to nie tylko rumuńskie gazety o tym się rozpisywały,dlatego uznałam,że w ten sposób dajemy światu sygnał,że nie wszyscy Polacy zgadzają się na to,co robi i mówi rząd w sprawie katastrofy.
        Dążenie do prawdy jest czymś ludzkim,naturalnym,ale nie dla ekipy rządzącej.Dla nich -odnoszę takie wrażenie-już jest po sprawie,teraz są wakacje a po wakacjach znajdzie się jakiś inny ,ciekawy temacik zastępczy.
        Optymizmem napawa jednak -tak jak wcześniej wspomniałam-liczebność pielgrzymki oraz także ten blog,gdzie mimo upływu czasu są ludzie,którzy wciąż tematem się interesują i wciąż go drążą ,dociekając prawdy.

      • JWS said

        @Magda
        przeciętny Rumun będzie się bał wjechać do takiego kraju,
        a turystów też będzie się bał przyjmować. Jak można traktować
        członków mafii ?

      • Magda said

        JWS
        Sęk w tym,że to samo,co ten przeciętny Rumun słyszeli ludzie od Londynu po Waszyngton.

    • hjk said

      @”polska czarna skrzynka, którą odczytać można tylko w naszym kraju, jest nieprawdziwa”

      chyba tu na tym forum nie łudzimy się, ze jest produkowane coś polskiego, do czego nie mieli/mają dostępu specjaliści radzieccy?
      mogli nie mieć do kodów NATO, ale te uzyskali z tel.sat. z TU – może też o to chodzilo, bo sprawy swiatowe robiły się gorące, i nagle po 10.04 wszystko ucichło…

  36. Aja said

    Artykuł z wczorajszej „Gazety Polskiej”:
    „Koniec miłości z Rosją.
    Prokuratura sprawdza hipotezy GP.”

    „Tymczasem GP dowiedziała się, że Sławomir Wiśniewski z TVP Info, który widział spadający Tu-154 , zeznał w prokuraturze, iż poczuł silną falę uderzeniową, co wskazywałoby na eksplozję w maszynie prezydenckiej…Odgłos wybuchu przypominajacy detonowaną bombę słyszeli także niektórzy rosyjscy świadkowie ze Smoleńska przepytywani przez TVN, m.in. Marif Ipatow…
    …na stronie 388 akt śledztwa smoleńskiego znajduje się notatka mówiąca o możliwości rozpylenia środka chemicznego przez rosyjskiego IŁ-a76…Środek ten miał spowodować wystąpienie sztucznej mgły. O możliwości jej wytworzenia…opowiedział wg notatki…Janusz Furgał – specjalista z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Jego hipotezę możnaby potwierdzić poprzez analizę chemiczną wraku…oraz próbek ziemi…Wg GP znajduje sie już wniosek do strony rosyjskiej o przekazanie Polsce wraku…
    Tuż przed katastrofą (8:41:06) pojawiła się gęsta mgła, której nie było o 7:22, gdy lądował tam JAK-40…Dziwnym trafem polskie służby które otrzymały informacje o mgle … o godz. 8:25 zapomniały przekazać ją na pokład prezydenckiego samolotu…
    Jedna z teorii utraty sterowności… po minięciu dalszej radiolatarnii mówi, że powodem mogło być uszkodzenie serwozaworu hydraulicznego steru samolotu…Mgła mogła utrzymywać zawieszone cząstki substancji olejowej lub innej, która (podobnie jak pył wulkaniczny) gdy dostanie się do powolnego serwozaworu hyraulicznego steru, zatyka go, powodując jego dezorganizację funkcyjną czyli odwócenie działania…”
    Jest też w artykule oczywiście na temat zwrócenia się do USA w sprawie zdjęć mgły w momencie katastrofy, możliwości „wyprodukowania” tej mgły a także:

    „…Polscy prokuratorzy wojskowi zwrócili się też do Departamentu Sprawiedliwości USA z prośbą o wyjaśnienie , czy były techniczne możliwości „zdalnego wpływania” na pracę przyrządów pokładowych…m.in. wariometru określającego wysokość i prędkość wznoszenia lub opadania maszyny, GPS,automatycznego radiokompasu ARK odbierającego sygnały radiolatarni…Zdaniem Tuchołki, wice prezesa firmy ATM Avionika…”zakłócenia wskazań radiowysokościomierza było możliwe, ale praktycznie niewykonalne” Zdaniem Tuchołki urzadzenie, które „oszukiwałoby” radiowysokościomierz trzeba byłoby prowadzić dokładnie pod samolotem, z predkością równą tej, z którą poruszał sie Tu-154.
    Eksperci od nawigacji…uważają jednak inaczej. „Wystarczy mieć drugi taki sam radiowysokosciomierz używany jako nadajnik wysyłający silniejszy sygnał zwrotny…Co prawda, nadajnik…zainstalowany w samolocie wysyła sygnały kierunkowe prostopadle do powierzchni ziemi, ale odbierać je będzie jako „prawdziwe” także wtedy jeśli nie będą nadawane prostopadle pod samolotem. To kwestia mocy sygnału i jego synchronizacji. Jest rzeczą technicznie całkowicie wykonalną policzenie trasy…oraz obliczenie nowych sfałszowanych sygnałów i rozpoczęcie nadawania ich w tym momencie, kiedy zdecydujemy rozpocząć atak. Zamach mógł być więc spowodowany przez kilka czynników:
    -zakłócenie nawigacji samolotu,
    -uszkodzenie bliższej radiolatarni (sygnał jej markera Tu-154 odebrał dopiero 20m nad ziemią, a powinien na wys. 100m)
    – podanie przez wieżę kontrolną …fałszywych komend ( że samolot jest na właściwej ścieżce schodzenia, choć na niej nie był)
    a następnie zniszczenie maszyny w wyniku eksplozji bomby paliwowo-powietrznej…

    Sławomir Wiśniewski…tuż po tragedii mówił, że biegnąc na miejsce słyszał dwa wybuchy. Także mieszkający w pobliżu miejsca katastrofy Rosjanie wypowiadali się w mediach, że słyszeli dwa wybuchy.
    Gdyby w samolocie doszło do wybuchu bomby ciśnieniowej doszłoby właśnie do dwóch eksplozji-pierwszy to detonacja i wzrost ciśnienia w kadłubie , drugi – rozerwanie na zewnątrz części pasażerskiej.
    To mogłoby tłumaczyć odrzucenie ogona i dziobu od środka i rozrzucenie szczątków na dużej przestrzeni.
    Tego typu ładunki można zdetonować poza samolotem – działający gwałtownie silny wybuch powoduje uderzenie maszyny o ziemię. Ta teoria tłumaczyłaby dlaczego…Tu-154 znalazł się tak nisko nad ziemią i dlaczego był tak bardzo zniszczony…
    Z doniesień świadków wynika ze samolot rozpadł się w powietrzu. To tłumaczyłoby rozrzut szczątków po trasie lotu i wskazywałoby, ze zastosowano wariant awaryjny, o którym mówił były agent służb RPA (O zamachu na prezydenta Mozambiku). Mówił on, że gdyby zastosowanie meaconingu okazało się nieskuteczne, to samolot zestrzelono by. W przypadku polskiego rządowego tupolewa mogłaby to być detonacja ładunków wolumetrycznych umieszczonyh np. w ścianach kadłuba w kabinie pasażerskiej. Zastanawiajace jest, ze właśnie kokpit, który zawiera zwykle kluczowy materiał dowodowy znikł z powierzchni, jakby wyparował, podobnie jak część pasażerska.
    Wersja rosyjskiego eksperta…o lądowaniu „na plecach” mogłaby być więc wypuszczona by uwiarygodnić zniszczenie części pasażerskiej i śmierć wszystkich na pokładzie…
    W raporcie MAK napisano: „badania medyczno-śledcze wykazały, że w chwili zniszczenia konstrukcji samolotu na pasażerów działały przeciążenia wielkości 100G.Przeżycie tego wypadku było niemożliwe.”
    Informacja ta jest zdaniem naszych ekspertów szokująca.
    -Przy tych parametrach katastrofy (trajektoria i szybkość) jest mało prawdopodobne aby działało przeciążenia 100G. Samolot leciał w ostatniej fazie pod b. małym kątem (1-2 stopni) Daje to składową pionową prędkości rzędu 5-10 km/h. Skąd takie przeciążenie?- mówią nasi eksperci…
    Cytat z blogu „starego wiarusa”:
    „O ile analiza spektrometryczna znalazłaby na miejscu katastrofy w szczątkach lub na zwłokach ofiar tlenek etylenu, tlenek propylenu, azotan izopropylu, aluminium, magnez lub cyrkon o wysokiej czystości, w postaci pyłów o innym składzie niż stopy użyte w konstukcji samolotu, kompleksowe związki metaloorganiczne zawierające fluor i metale lekkie, niewytłumaczalnie wysokie stężenie fluoru albo nanocząsteczki metali, to taka sygnatura wkazywałaby na eksplozję wolumetryczną…
    Czy te zwłoki, które przetrwały mniej więcej w całości prześwietlono? Eksplozja termobaryczna zabija bardzo charakterystycznym mechanizmem „blast injury” obejmującym m.in. obrażenia płuc wywołane skokowym wzrostem ciśnienia w pomieszczeniu do ponad 3MPa. Te obrażenia płuc mają bardzo charakterystyczny obraz…na zdjęciach Rtg..zwany „butterfly”. Ewentualne zaoranie, przekopanie, zabetonowanie …nie pomoże nawet za 50 lat…Ślady…będą wykrywalne spektrometrycznie do końca świata. To samo dotyczy ekshumacji ofiar.
    Może natomiast pomóc w udaremnieniu przyszłego śledztwa zdjęcie …wierzchniej warstwy gruntu…1 m w głąb i jej wywiezienie w jakieś nieznane miejsce. Nie zdziwi mnie zatem jeśli…Smoleńsk nagle zacznie budować…np, najwiekszy na świecie podziemny parking, centrum handlowe na 3 piętra w głąb albo superbasen kąpielowy…
    Śledczy powinni wyjaśnić …czy do marszałka B.K. rzeczywiscie dzwonił niedługo po rozbiciu się Tu-154 prezydent Rosji…informując o śmierci prezydenta L.K. choć nie było jeszcze identyfikacji zwłok, co pozwoliło wymusić wydanie prze ministra Dudę dokumentów umożliwiających przejęcie władzy…
    czy przetrzymywanie na lotnisku w Smoleńsku po katastrofie ministra Jacka Sasina, najwyższego wówczas żyjącego urzędnika Kancelarii Prezydenta, co umożliwiło przejęcie przez ten czas władzy przez Komorowskiego i jego ludzi było przypadkiem.
    Czy np. z billingu rozmów nie wynika, że prowadzono rozmowy telefoniczne mając na celu skorelowanie działań w Smoleńsku i Warszawie? Bo jeśli lot był celowo wstrzymywany, skąd o tym co dzieje się w W-wie mogli wiedzieć Rosjanie? A nawet jeśli wiedzieli, jakie mieliby powody by zastosować się do tej hipotetycznej prośby ekipy Komorowskiego?”

    GP 14.07.2010

  37. JWS said

    Nie mogę słuchać więcej takiej argumentacji ,, Wylądowanie o określonej porze było priorytetem bezdyskusyjnym”. Albo ci ludzie, którzy opowiadają te banialuki, są chorzy psychicznie, albo niech
    się zastanowią po jakiego grzyba leciał pilot. Bo jeśli pilot leci po to aby wylądować to wiadomo, że musi
    przewidzieć fakt niemożności wylądowania. Gdzie w Smoleńsku były przewidziane procedury lądowania
    zapasowego. Czy każdy kto pali głupa, wymienił warunki alternatywne dla tego lądowania, chociaż jeden.
    Czy jakakolwiek delegacja na takim szczeblu powinna być przygotowana jak drużyna harcerska ?
    Czy po to leci się tysiąc kilometrów, aby wrócić jak szczeniak ?
    Czy każdy prezydent kraju dzwoni osobiście do biur podróży i załatwia sobie transport ? Chyba w kraju
    zarządzanym przez buraków.

    Jeśli były prezydent nie zasługiwał na godny lot, każdemu następnemu prezydentowi życzę takich lotów.
    Wszyscy muszą być równo traktowani. Bo jeśli życzenie jest złe, to znaczy były prezydent był źle traktowany.

    http://wiadomosci.onet.pl/2198350,11,wyladowanie_o_okreslonej_porze_bylo_priorytetem_bezdyskusyjnym,item.html

  38. JWS said

    Jeśli wezwanie na przesłuchanie złożone przez mecenasa Hamburę, panów Tuska i Komorowskiego jest bez związku ze sprawą, to co ma piernik do wiatraka z innym samolotem w tej sprawie ? Chyba żeby uznać związek Tu154M-102 za związek rodzinny, bliźniaka poległej maszyny 101 :
    http://wiadomosci.onet.pl/2198356,11,sledczy_sprawdza_drugiego_tu-154,item.html
    ,,Śledczy sprawdzą drugiego Tu-154?”. Czy Tu154M-102 był na miejscu zdarzenia lub miał bezpośredni lub
    pośredni związek ze sprawą ? Chyba, że reżyserzy wydarzenia stworzą znów te same warunki i przeprowadzą
    te same działania, koniecznie w warunkach spełniających zbliżone okoliczności co do miejsca oraz znaczenia składu pasażerów. Służymy pomocą w takim scenariuszu.

  39. JWS said

    Na każdy dzień nowy przeciek :

    http://wiadomosci.onet.pl/2198428,11,kolejny_przeciek_ze_stenogramow_patrzcie__jak_laduja_debesciaki,item.html

    • JWS said

      Kiedy słowa z filmu Koli będą publikowane ?

      1) 3.3 sek. Przyjdź kiedy, (Krótkie polecenie; głos dochodzi z pewnej odległości. Polecenie to jest bardzo trudne do wyrazistego zidentyfikowania (sug. najbardziej prawdopodobna treść nagrania)).
      2) 5.3 sek. Tak, idą dwóch, (Osoby mówiące znajdują się blisko; potwierdzająco, bardzo przytłumionym głosem.).
      3) 5.8 sek. Teraz idzie tu …; (Osoby mówiące znajdują się blisko; głosy są znacznie przytłumione).
      4) 6.8 sek. Tak, tak, (Osoby mówiące znajdują się blisko).
      5) 8.0 sek. Teraz bądźcie czujni, (Dalszy ciąg narady).
      6) 9.4 sek. Trzech, … idą!, (Alarmująco).
      7) 10 sek. Uspokój się, (Osoba mówiąca znajduje się blisko; nakazująco)
      8) 12.8 sek. Uspokój się, (Osoba mówiąca znajduje się blisko; nakazująco)
      9) 17.4 sek. Patrz mu w oczy, (osoba mówiąca znajduje się blisko; nakazująco)
      10) 20.5 sek. Rusy będą zaraz!, (Młody, zdrowy głos; alarmująco, identyfikacja utrudniona (sug. najbardziej prawdopodobna treść nagrania)).
      11) 21.9 sek. Uspokój się, (Osoba mówiąca znajduje się blisko; nakazująco)
      12) 23.8 sek. Po rosyjsku: Ja, ne widi, (Osoba mówiąca jest trochę oddalona; przyciszony (odległością?) głos, tłum. polskie: nie jestem widoczny)
      13) 24.7 sek. Po rosyjsku: Wsie żiwi! (Polacy wołają prawie chórem do nadchodzących Rosjan; potwierdzenie. Słychać zdrowe głosy; tłum. polskie: Wszyscy żywi!)
      14) 26.4 sek. Po rosyjsku: Płocho, (Twierdząco, ponurym tonem; tłum. polskie: Źle, niedobrze, albo: zaledwie)

    • ndb2010 said

      Wczoraj to przewidziałem. Tekst numer 5.

      https://ndb2010.wordpress.com/wypowiedzi-prasy-i-ekspertow-prl-bis-po-04-07-2010-demontaz-dezinformacji/

      Ale dziś z tym tekstem to przebili wszystko. Przecież podobno (według TVN24) w kabinie był gen.Błasik i Kazana czyli rozpoznani przez polską prasę a nie rozpoznani przez przyjaciół i rodzinę, która miała odsłuchiwac taśmy. Już to widzę, jak mówią to do generała. Ciekawe jaki tekst wymyślą jutro. J.Machulski to płotka w porównaniu z specami z polskich mediów. Podejrzewam, że jutro wymyslą, ża załoga kłóciła się z pasażerami kto jest większy debeściak.

      To już jest żałosne co wyprawia polska prasa. Nawet przy redagowaniu gazetki szkolnej dzieciaki zastanawiają się co piszą.

    • Magda said

      nie wiem ,jakie warunki panowały w kokpicie tupolewa,ale z własnego doświadczenia wiem,że w sportowym samolocie nie da się rozmawiać bez słuchawek na uszach.Tam po prostu jest za głośno,aby móc się usłyszeć i jak chcę rozmawiać z pilotem to tylko przez słuchawki.
      W tym samolocie siedzę obok pilota,nie z tyłu i nie mam innej możliwości komunikowania się z nim.
      Jeśli w tupolewie było podobnie takie dyskusje byłyby możliwe tylko wtedy,gdyby osoby biorące w nich udział-z poza załogi- miały słuchawki .Może ktoś to zweryfikuje.

  40. Magda said

    Błąd rządowych legislatorów może zaprowadzić premiera przed Trybunał Stanu – podaje „Dziennik Gazeta Prawna”.

    Biuro Analiz Sejmowych uznało, że rozporządzenie, na podstawie którego została powołana rządowa komisja wyjaśniająca przyczyny katastrofy smoleńskiej, zostało wydane z naruszeniem prawa – czytamy w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. Rozporządzenie nie może zmieniać przepisów
    ustawy, a jedynie precyzować jej zapisy. Zdaniem konstytucjonalisty prof. Marka Chmaja – którego „DGP” poprosił o opinię – to „rażące naruszenie konstytucji”.
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/36638

  41. JWS said

    Media odczytują stenogramy : http://niepoprawni.pl/blog/134/media-odczytuja-stenogramy

    ,,„Wiadomość, że Ireneusz Bawół właśnie tego lata
    pobił rekord świata w skoku o tyczce, wynikiem 5,50
    jest trochę nieścisła!
    Bo nie Ireneusz Bawół, lecz Eugeniusz Wół
    I nie tego lata, a w ubiegłym roku
    Uzyskał 5,50 owszem,
    ale nie o tyczce…lecz w trójskoku!

    Wiadomość z ostatniej chwili!
    To nie on pobił, to jego pobili ! „

    • ndb2010 said

      W normalnym kraju te media w przyszłym tygodniu musiałyby ogłosic bankructwo na podstawie odszkodowań o zniesławienie i rozpowszechnianie kłamstw. Ale Polska to nie jest normalny kraj i nawet komisja etyki mediów siedzi cicho. Żałosne.

    • JWS said

      ,,Nie wierzę w zwykłą głupotę” : http://blogmedia24.pl/node/33371

      Reasumując, czytam i czytam, coraz więcej różnych rozbieżności zaczyna układać się w całość.
      Odnoszę wrażenie, że wszelkie powody tego wielkiego morderstwa, mają swoje źródło w samym akcie.
      Celem tego misternego aktu nie było osiągnięcie efektu pozbycia się powyższych osób, tylko wykreowanie
      dokładnie takiej sytuacji, która trwa w tej chwili. Jest to ,,doskonały” test na możliwość podejmowania przez psychopatów dalszych działań. Jakie to będą działania, dowiemy się prawdopodobnie
      po wakacjach.

  42. hjk said

    ktoś tu chyba parodiuje „radio Erewań”… 🙂

  43. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24449

    Kto oddał śledztwo Rosjanom? – rozmowa z mecenasem Stefanem Hamburą

    • weronika said

      „We wnioskach dowodowych do prokuratury za kluczową uznaje pan rozmowę polskiego premiera z Putinem i Miedwiediewem jeszcze przed odlotem na miejsce tragicznej katastrofy. Zadziwiające, że deklaracje o wspólnym śledztwie, które wtedy padły ze strony Rosjan, umknęły uwadze polskiej opinii publicznej.

      Przeglądając internetową stronę Kancelarii Premiera, znalazłem notatkę z 10 kwietnia. Wynika z niej, że przed odlotem premiera na miejsce katastrofy odbył on rozmowę z premierem Putinem i prezydentem Miedwiediewem. Ten ostatni zapewnił, że prokuratorzy polscy i rosyjscy będą prowadzili wspólne śledztwo.”

    • weronika said

      „Nawet zakładając dobrą wolę premiera, niektórzy politycy stwierdzili, że do Smoleńska po katastrofie poleciał nieprzygotowany. Tym bardziej nie mógł być przygotowany w czasie rozmowy telefonicznej prowadzonej jeszcze w kraju.

      Gdyby tak było, świadczyłoby bardzo źle o profesjonalizmie premiera i rządu. Aż mi się w to nie chce wierzyć… Ale nawet jeśli polska i rosyjska strona w momencie tych rozmów nie miała pełnej wiedzy na temat porozumienia z 1993 r., to zapewnienie prezydenta Miedwiediewa o wspólnym śledztwie jest zawartą ad hoc nową umową. I premier Tusk lecąc do Smoleńska, musiał o tym wiedzieć. Bo faktycznie obowiązywało już nowe porozumienie w sprawie wspólnego polsko-rosyjskiego śledztwa.”

    • weronika said

      „owiedzmy to wyraźnie: czy słowną deklarację Miedwiediewa z 10 kwietnia można traktować w kategoriach prawa międzynarodowego?

      Oczywiście. W prawie międzynarodowym istnieje wiele środków i możliwe jest zawieranie umów ad hoc. Zapewnienie o wspólnym śledztwie i przyjęcie go, czyli nieodrzucenie, jest polsko-rosyjską umową.”

      ———————————————-
      myślę, że jest to bardzo ważne od strony prawnej

      o tych faktach wiedzieliśmy, ale brakowało nam wiedzy prawniczej, aby wyciągnąć tak daleko idące wnioski

      • weronika said

        „Musimy się dowiedzieć, kto ze strony polskiej podjął decyzję, by po trzech dniach oddać śledztwo Rosjanom. Kto odstąpił od porozumienia z 10 kwietnia 2010 r. I nikt nie może się od tej sprawy odżegnywać, bo notatka o porozumieniu była na stronie Kancelarii Premiera. Zatem wiedza na ten temat była pełna.”

      • weronika said

        „O niechlujnym traktowaniu dowodów i sposobie zabezpieczenia przez Rosjan miejsca tragedii krążą już legendy…

        Dla śledztwa najbardziej liczą się pierwsze godziny i dni! Znów powrócę do wątku oddania śledztwa w ręce rosyjskie, bo dla mnie jest to sprawa absolutnie kluczowa. Powtarzam: jak można było, po zapewnieniu prezydenta Miedwiediewa, oddać takie śledztwo? Wszystko, co stało się potem, cały przebieg dochodzenia, to tylko konsekwencje tej decyzji. Musimy się dowiedzieć, kto wypowiedział polsko-rosyjską umowę z 10 kwietnia 2010 r. Premier Tusk? Pełniący obowiązki prezydenta Komorowski? Czy może ktoś inny? Czy to była decyzja dobrowolna, czy podjęta pod naciskiem? Czym kierowały się te osoby?”

    • weronika said

      „Pańskie wnioski o przesłuchanie premiera Tuska i prezydenta elekta spotkały się z dużym zainteresowaniem internautów.

      W ciągu kilkunastu godzin po umieszczeniu wniosków w internecie zapoznały się z nimi tysiące osób. Stąd mój apel do wszystkich ludzi dobrej woli, by zajęli się sprawą smoleńskiej katastrofy. Przede wszystkim naukowcy z wielu dziedzin, bo mamy w tej kwestii jeszcze wiele do zrobienia. Mam nadzieję, że otrzymamy też pomoc fachowców-prawników badających katastrofy lotnicze. Warto, by wsparli np. Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010. Ta sprawa jest wyzwaniem nie tylko dla polskich naukowców.”

    • weronika said

      „Rząd chwali się w mediach, że wydał ponad 9 mln zł na pomoc dla rodzin ofiar katastrofy. Ale doradca premiera Michał Boni miał namawiać rodziny do odstąpienia od starań o odszkodowanie.

      Sądzę, że na obecnym etapie sprawa odszkodowań jest dla rodzin drugorzędna. Najważniejsze jest dotarcie do prawdy. Chociaż ewentualne roszczenia są sprawą normalną i stygmatyzowanie rodzin z tego powodu jest niedopuszczalne. Jeśli do tego dojdzie, nie zdziwiłbym się, gdyby wszystkie rodziny ofiar poszukały sprawiedliwości w Strasburgu. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Polska jest członkiem Unii Europejskiej, musi wywiązywać się ze swoich traktatowych zobowiązań i traktować obywateli podmiotowo.”

      ——————————
      mam nadzieję, że gdy tak się stanie, coś to da
      ja już chyba w ogóle powoli przestaję wierzyć w …..tzw.? PRAWO

    • JWS said

      Coś tak czuję, że film śp. Koli pokrzyżował im mocno plany. A miało być tak wspaniale.

      • Magda said

        chyba nie tylko film,ale-to moje odczucie-także piloci,w jakiś sposób te plany pokrzyżowali,bo wyszła z tego fuszerka a film 1:24 to dobitnie potwierdza.Gdyby np. rozbili się troszkę wcześniej w tym słynnym jarze-myślę,że teraz już nie byłoby o czym rozmawiać.

      • tez Piotr said

        Tak, film Koli jak tez i sporo innych czynnikow, np przeciecie linii uscislajace czas, wywiady z dziecmi, znaleziska turystow itd.
        A wiszacym mieczem sprawiedliwosci sa potencjalne materialy z USA w w/w sprawach.
        Dlatego nie sadze zeby odpowiedzi stamtad nadeszly predko bo ..najefektywniejsza bron to ta jeszcze nieuzyta.
        Latwo tez zrozumiec motywy polskiej prokuratury proszacej o takie materiały: jedna strona musi wiedzieć jakie dowody mają inni żeby moc wiedziec jak klamac.

  44. JWS said

    Sam w sobie :
    http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1699

    • Realistaka said

      co sie z tą Polską porobiło??? Jest coraz gorzej , chyba juz osiągneliśmy dno :((…

      • alexirin said

        Very Happy

        Tak przy okazji, gdyby pod Moskwą rozbił się Air Force One z prezydentem Obamą, członkami jego rządu, najważniejszymi generałami z Pentagonu to szczątki samolotu badali by w Rosjanie? Laughing Czy gdyby Putin rozbił się pod Białymstokiem, to czy natychmiast teren nie ogrodziłoby FSB? Nie dawno Holendrzy rozbili się pod trypolisem – od razu zjawili się tam prokuratorzy z Hollandii… Wychodzi na to że tylko Polacy są nadwyraz bierni byle tylko nie obrazić wielkiego brata zza wschodu

    • JWS said

      A teraz zbieramy efekty smoleńskiej sprawy :
      http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1700

  45. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24495

    Domagamy się rzetelnego śledztwa

    Uznaniowe zabranianie przez prokuraturę kopiowania akt ze śledztwa smoleńskiego niepokoi, gdyż wiemy przecież, ile ważnych dokumentów zniknęło w demokratycznej Polsce, mimo że były strzeżone. Tego schematu się właśnie obawiam

    Z Magdaleną Mertą, żoną śp. wiceministra kultury Tomasza Merty, członkiem Stowarzyszenia Katyń 2010, rozmawia Mariusz Bober

    Czy Stowarzyszenie Katyń 2010 przekazało już polskim władzom ogłoszony w ostatnią niedzielę apel o utworzenie międzynarodowej komisji, która rzetelnie wyjaśniłaby przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem?

    – Apel do tej pory nie został przekazany. Czekamy jeszcze na nowe podpisy pod nim. Liczymy na to, że po zamieszczeniu przez “Nasz Dziennik” gotowego wzoru apelu szybko otrzymamy kolejne wyrazy poparcia dla tej inicjatywy.

    Nie boją się Państwo, że obecne władze odrzucą ten apel, podobnie jak to zrobiły w reakcji na inicjatywę prof. Jacka Trznadla?

    – Zdajemy sobie sprawę, że obecne władze są niechętne takiemu rozwiązaniu. Ale będziemy mimo to ponawiać ten apel. Mamy nadzieję, że jeśli nie ta władza, to następna będzie baczniej wsłuchiwać się w nasze głosy. Tymczasem będziemy kierować apele do parlamentu oraz instytucji międzynarodowych. Powołanie komisji międzynarodowej uważamy za rzecz niezbędną. Z całą pewnością śledztwo prowadzone przez stronę rosyjską, a także przez polską, nie jest rzetelne. Jako pracownik Instytutu Pamięci Narodowej bardzo dobrze znam przebieg śledztw prowadzonych w PRL, np. w sprawie śmierci Grzegorza Przemyka, Stanisława Pyjasa, ks. Stanisława Suchowolca i wielu innych. Te śledztwa prowadzono w taki sposób, by nic nie wyjaśnić, a wszystko zagmatwać.

    Śledztwo prowadzone w sprawie katastrofy smoleńskiej jest tak samo prowadzone?

    – Niestety, tak to wygląda również w przypadku tego śledztwa. Nie rozumiemy, dlaczego Rosjanie, a także władze Polski boją się międzynarodowej komisji. Co takiego jest do wykrycia, że napawa ich to aż takim lękiem? Dlaczego nie chcą wydać zgody na dostęp do śledztwa zagranicznym ekspertom?

    Tymczasem jeśli strona rosyjska nie ma nic na sumieniu, powinno jej zależeć właśnie na potwierdzeniu wyników jej śledztwa przez międzynarodowe organa…

    – Właśnie, przecież na uczciwym wyjaśnieniu takiej katastrofy można nawet zbić kapitał polityczny. Natomiast efekty będą odwrotne, jeśli władze Polski i Rosji będą utrudniały to wyjaśnienie. Dlatego nie rozumiemy takiej postawy. Jedynym wytłumaczeniem tego typu zachowania może być to, że jedna lub druga strona jest odpowiedzialna za doprowadzenie do katastrofy. Poza tym nie wydaje mi się, by ktokolwiek, nawet osoby wrogo nastawione do rodzin ofiar, czuły się dobrze, gdyby to Tatiana Anodina, szefowa Międzypaństwowej Komisji Lotniczej, prowadziła śledztwo w sprawie śmierci ich bliskich.

    Jak Pani odebrała informacje, że obecne władze odrzuciły propozycję pomocy NATO w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy?

    – Nie rozumiem tej postawy. Jedynym wytłumaczeniem jest strach przed rzetelnym śledztwem i tym, co mogłoby ono ustalić. Przypominam też, że amerykański kongresman Peter T. King wezwał do powołania międzynarodowej komisji śledczej, która zbadałaby wszystkie okoliczności katastrofy.

    Dostęp do dokumentów prowadzonego w Polsce śledztwa nie rozwiał wątpliwości Pani i innych rodzin ofiar katastrofy wobec dotychczasowych ustaleń śledczych z obu stron?

    – Wręcz przeciwnie. Poza tym, choć w myśl prawa wolno nam przeczytać akta, realizacja tego prawa nie jest bez zarzutu. Chodzi m.in. o to, że możemy zapoznawać się z aktami tylko w ciasnym pokoiku prokuratury, tuż obok pracujących urzędniczek. W efekcie, gdy my oglądamy np. makabryczne często zdjęcia z katastrofy czy też czytamy o bolesnych sprawach dotyczących naszych bliskich, w tle grają nam jakieś “złote przeboje” w radiu słuchanym przez urzędniczki, które jednocześnie uzgadniają przez telefon z rodziną listę zakupów… W takich sytuacjach reprezentujący mnie mecenas prosi zwykle o wyłączenie radia, na co urzędniczki reagują co najmniej niechętnie. W dodatku prokuratura nie wyraża zgody na kopiowanie akt, by można było je spokojnie przeczytać w kancelarii reprezentującego mnie prawnika. Takie warunki są dla nas upokarzające. Do tego potwornego bólu straty bliskiej osoby dokłada się nam przykrość wynikającą z ludzkiej niechęci, traktowania nas jak zło konieczne, jak uciążliwych petentów.

    Mają Państwo dostęp do wszystkich materiałów ze śledztwa?

    – Teoretycznie tak. Ale nie rozumiem np., dlaczego wyłączono z dostępu 6 tomów akt nadesłanych niedawno przez Rosjan, podobno aby oddać je do tłumaczenia. Nikt nie wyjaśnił, dlaczego akurat tę kopię, jaką udostępnia się rodzinom, przekazano tłumaczom, tę jedyną kopię, z której my wszyscy musimy korzystać i do której jest bardzo długa kolejka. Poważnie utrudnia się też przysługujący nam dostęp do materiałów niejawnych. Nie można nam go odmówić, bo byłoby to niezgodne z prawem, więc po prostu nie odpowiada się na wnioski w tej sprawie. W ten sposób do wielu materiałów nie mamy dostępu, a władze liczą chyba na to, że zniechęcimy się i przestaniemy dociekać prawdy. Chciałabym dodać, że urzędnicy pracują w oparciu o kodeks postępowania karnego, co oznacza, że nie mają ustawowych terminów na udzielenie nam odpowiedzi na stawiane pytania. Dlatego rozważamy składanie skarg, a nawet wytoczenie procesu z powodu blokowania nam dostępu do informacji.

    Czyli podejście władz jest obliczone raczej na zniechęcenie rodzin ofiar do dociekania przyczyn katastrofy?

    – Takie odnoszę wrażenie. Z przedstawionych dokumentów wynika, że śledztwo jest prowadzone w sposób wyjątkowo chaotyczny. Ale w tym chaosie jest metoda: skrupulatnie sprawdza się np. jakieś poboczne, niekiedy humorystyczne wręcz wątki, a nie te, które są fundamentalne i aż proszą się o zbadanie.

    Niedawno Pani również zapowiadała, że stowarzyszenie złoży wniosek o przeprowadzenie ekshumacji niektórych ofiar. Czy to znaczy, że Pani również nie jest pewna, czy ciało, które przyjechało w trumnie z Rosji, jest ciałem Pani męża?

    – Niestety, nie mam pewności. Ja nie byłam w Moskwie zaraz po katastrofie. W dniu tej tragedii złożyłam dzieciom przysięgę, że nie wsiądę do samolotu. One były wtedy w szoku i chciałam przy nich zostać. Dlatego będę walczyć o ekshumację ciała męża, chyba że stanowczo nie zgodzi się na to moja teściowa, która straciła w tej katastrofie swoje jedyne dziecko. Przekazano mi informację, że ciało męża identyfikował urzędnik jednej z polskich placówek dyplomatycznych w Rosji, który podobno go znał. Zdarzają się jednak pomyłki w dokonywanych przez polskich urzędników identyfikacjach. Zaś z informacji, które do mnie docierały, wynika, że rosyjskie służby tak naprawdę nie przeprowadzały testów DNA.

    W apelu ogłoszonym niedawno na Jasnej Górze podczas pielgrzymki Rodziny Radia Maryja stowarzyszenie domaga się także przesłuchania w sprawie katastrofy przedstawicieli rządu z premierem Donaldem Tuskiem na czele. Czy są jakieś nowe okoliczności czy też chcą Państwo wyjaśnienia wcześniejszych wypowiedzi przedstawicieli PO?

    – Chcielibyśmy wiedzieć, o czym Donald Tusk rozmawiał z premierem Rosji Władimirem Putinem tuż po katastrofie. Uważam, że mamy do tego pełne prawo. Chcielibyśmy też usłyszeć wyjaśnienie, co były marszałek Sejmu, a obecny prezydent Bronisław Komorowski miał na myśli, mówiąc w jednym z wywiadów: “Przyjdą wybory prezydenckie, albo prezydent będzie gdzieś leciał, i wszystko się zmieni…”. W związku z tymi wszystkimi wątpliwościami domagamy się powołania sejmowej komisji śledczej. Byłoby to wyjątkowo dziwne, gdyby nie powstała. Skoro powołano komisję ds. wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy, kobiety, która przecież była podejrzewana o nieuczciwe działania, to tym bardziej należy taką komisję powołać w związku ze śmiercią głowy państwa i tylu wspaniałych ludzi.

    Jak Pani odebrała ostatnie informacje o kolejnej walce z krzyżem, tym razem przed Pałacem Prezydenckim?

    – Naprzeciwko tego krzyża, w ministerstwie kultury, pracował przez kilka lat mój mąż. Jestem przeciwna usunięciu krzyża, i to nie tylko dlatego, że jest to święty znak dla chrześcijan, ale także dlatego, że ten krzyż jest wyrazem solidarności Narodu po katastrofie smoleńskiej, a także współczucia dla nas – rodzin ofiar. Gdyby natomiast krzyż został stamtąd jednak usunięty, dobrze byłoby, gdyby na jego miejscu wyrósł krzyż z kwiatów, tak jak to było w czasach PRL po śmierci Grzegorza Przemyka. Taki krzyż układali codziennie warszawiacy, w dużej mierze dzięki pomocy warszawskich kwiaciarzy, ponieważ każdej nocy esbecy usuwali go z ówczesnego placu Zwycięstwa [dziś placu Piłsudskiego – przyp. red.]. O tych kwiatach tak pięknie śpiewał Jan Pietrzak: “Ludzie je składają, wierni sercom swym, co w nadziei trwają, przeciw mocom złym”. To powinna być wskazówka dla nas. My, rodziny ofiar, też stoimy naprzeciw złych mocy, mamy przeciwko sobie złych ludzi i do nikogo nie możemy się tak odwołać jak właśnie do Chrystusa i Królowej Polski. Wielu z nas czuje Ich opiekę. Symbole chrześcijańskie są wyrazem naszej wiary i wdzięczności za pomoc, która towarzyszy nam z tamtej strony. Tę obronę krzyża jesteśmy winni Panu Bogu, nawet gdyby to miało przyjąć taką formę, jak w czasach PRL, nawet gdyby jakieś dzisiejsze służby miały nas za to ścigać lub pałować.

    Dziękuję za rozmowę.

    Usłużni dla Rosjan, asertywni wobec rodzin ofiar

    Uznaniowe zabranianie przez prokuraturę kopiowania akt ze śledztwa smoleńskiego niepokoi, gdyż wiemy przecież, ile ważnych dokumentów zniknęło w demokratycznej Polsce, mimo że były strzeżone. Tego schematu się właśnie obawiam.

    Z Zuzanną Kurtyką, wdową po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej Januszu Kurtyce, który zginął w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, rozmawia Adam Białous

    Polska prokuratura wojskowa powiadomiła Panią o potrzebie udzielenia odpowiedzi na kolejny zestaw pytań, który przyszedł z Moskwy?
    – Dzwoniono do mnie z prokuratury wojskowej z prośbą o przybycie na przesłuchanie. Nie powiedziano mi jednak, jak ma ono wyglądać. Nic nie wspomniano o pytaniach Rosjan.

    Jak ocenia Pani czynności polskich prokuratorów w sprawie wyjaśnienia przyczyn i przebiegu katastrofy?
    – Moim zdaniem, rola polskiej prokuratury w tym śledztwie jest bardzo bierna. Trudno pozytywnie oceniać działanie tak spóźnione, jak dla przykładu dopiero teraz złożony do Rosjan wniosek o przekazanie materiałów, które są niezbędne do dalszego prowadzenia dochodzenia. Postępowanie polskiej prokuratury w sprawie własnego śledztwa nazwałabym szczególnie niemrawym. Zauważam natomiast, że nasi prokuratorzy zupełnie inaczej reagują, kiedy o pomoc prosi ich prokuratura rosyjska. Ich odpowiedź jest wówczas bardzo szybka. Tak jak w przypadku pytań, które niedawno nadeszły z Rosji. Polska prokuratura zdążyła już wezwać na przesłuchanie w tej sprawie przedstawicieli rodzin ofiar katastrofy, a przecież jest ich bardzo wielu. Widać więc, że gdy prokuratorom zależy, żeby jakieś działania sprawnie przeprowadzić, to potrafią to zrobić w zaskakująco krótkim czasie. Inaczej jest jednak w sytuacji, kiedy prosimy ich o to, co nam się słusznie należy. Nie widzę, żeby komuś zależało na tym, żeby nam pomóc, żeby ktoś się starał. To odbywa się na zasadzie wykonywania służbowych zadań, nie z chęci niesienia pomocy, ale z przymusu.

    Wyznaczono już termin, w którym może się Pani zapoznać z aktami śledztwa dotyczącymi śmierci Pani małżonka?
    – Datę wglądu do tych akt wyznaczono mi na 28 lipca. Wygląda na to, że chyba będę je czytać jako ostatnia z rodzin ofiar. Zostało to odgórnie narzucone przez prokuraturę. Dopiero po przeczytaniu tych dokumentów podejmę decyzję, czego powinnam się domagać, i wówczas będę do tego zdecydowanie dążyć. Niepokoi mnie natomiast fakt, że prokuratura nie pozwala tych akt dotyczących osoby mi najbliższej ani w żaden sposób kopiować, ani kserować. Odmówiła już tego kilku pełnomocnikom poszkodowanych. Widać więc, że taką przyjęto zasadę. To bardzo smutne, bo przecież nikt nie zdoła przepisać ręcznie tak wielu ważnych dla niego informacji zawartych w tych opasłych tomach. Poza tym zakaz kopiowania niepokoi, gdyż wiemy, ile w demokratycznej Polsce zniknęło ważnych dokumentów, mimo że były strzeżone. Myślę tu o teczkach prowadzonych przez bezpiekę. Ile stron z nich zginęło, ile całych teczek! Przecież podobnie może być z dokumentami dotyczącymi tej katastrofy. Jeżeli więc nie pozwala się nam zarchiwizować tych akt, to później możemy ich już nie zobaczyć albo być zdani na łaskę lub niełaskę decydentów. Dla mnie to zabranianie kopiowania akt jest ewidentnym dowodem złej woli polskiej prokuratury, bo wiem, że nie jest ona przymuszona prawem do wydawania takiego zakazu – to jest rzecz uznaniowa.

    Czy rząd lub instytucje państwowe oferują Pani obecnie jakąś formę pomocy?
    – Nic mi na ten temat nie wiadomo.

    Dziękuję za rozmowę.

    Za: Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 17-18 lipca 2010, Nr 165 (3791)

  46. pytanie said

    Czy wydanie rosyjskich szpiegów w USA ma związek z materiałami posiadanymi przez Amerykanów?

  47. weronika said

    http://dorn.blog.onet.pl/

    WRAŻLIWOŚĆ MIN. SIKORSKIEGO

    Zaloguj się

    E-mail
    OnetHasło
    Niepoprawne dane

    Objaśnienia
    Loguj się bezpiecznie Zapomniałem hasła
    Anuluj

    Wywiad p. Jarosława Kaczyńskiego dla „Gazety Polskiej” http://niezalezna.pl/article/show/id/36553

    został słusznie uznany za ważne wydarzenie polityczne, wywołał lawinę komentarzy i doczekał się odpowiedzi min. Radosława Sikorskiego – jednego z wspomnianych tam polityków PO http://www.tvn24.pl/12690,1664898,0,1,sikorski-slowo-zbrodnicza-nie-padlo,wiadomosc.html .

    Nie dołączam własnego komentarza, przywołuję natomiast nieznane szerszej opinii publicznej fakty odnoszące się do fragmentu wywiadu i dodaję do nich własną interpretację.

    Pan Kaczyński wspomina w wywiadzie swoją reakcję na przekazaną mu przez p. Sikorskiego informację o katastrofie rządowego samolotu i śmierci pasażerów i załogi:

    „Powiedziałem mu: „To jest wynik waszej zbrodniczej polityki – nie kupiliście nowych samolotów”. Na tym rozmowa się skończyła./…/ Znów dzwonił Sikorski i kategorycznie stwierdził, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Pamiętam jego słowa: „to był błąd pilota”.

    Nie miał wątpliwości co do tego? Już wtedy wiedział, że zawinił pilot?
    Tak. Oznajmił mi to zdecydowanie i jednoznacznie. Teraz myślę, że zarówno Sikorski, jak i sam Tusk bali się, że publicznie powtórzę to, co powiedziałem Sikorskiemu podczas pierwszej rozmowy telefonicznej.”

    W odpowiedzi p. Sikorski twierdzi, że słowo „zbrodnicza” nie padło oraz przypomina „historię przetargu na samolot odrzutowy dla polskiego rządu. Obecny szef MSZ, a w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza szef MON, powiedział, że rozpisał przetarg, do którego przystąpiło 6 firm, a to Aleksander Szczygło, szef MON w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, ów przetarg anulował. Dlatego jeśli chodzi o brak decyzji o zakupie samolotów, prezes PiS „powinien mieć o to pretensje wyłącznie do siebie”, przekonywał Sikorski.”

    Nie wiem, czy określenie „zbrodnicza” padło, czy też nie. Natomiast wiem, że domysł, iż przyczyną katastrofy był stan techniczny „tutki”, a zatem pośrednio za tragedię odpowiada rząd, który nie kupił nowych samolotów był u p. Kaczyńskiego całkiem naturalny. A wiem to stąd, że p. Kaczyński jako premier źle ( o wiele gorzej niż śp. Lech Kaczyński) oceniał stan techniczny samolotów VIP-owskich i dążył do jak najszybszego zakupu nowych. Wspominał mi o tym parokrotnie – i wtedy, gdy byłem wicepremierem, i wtedy gdy byłem marszałkiem Sejmu. Najmocniej utkwiła mi w pamięci relacja p. Kaczyńskiego, że sprawa zakupu nowych samolotów dla VIP-ów i ich jak najszybszej dostawy przewinęła się podczas jego rozmów z prezydentem Sarkozym (14.06. 2007 r).

    Podzielam też opinię p. Kaczyńskiego, że ponowny telefon p. Sikorskiego i jego stwierdzenie, że przyczyną katastrofy był błąd pilota wynikał z obawy przed publicznym podniesieniem kwestii odpowiedzialności za to, że nie doszło do zakupu nowych samolotów. Nie mam jednak żadnych przesłanek, by sądzić, że taka motywacja kierowała też premierem Tuskiem. Może tak, a może nie.

    Przekonanie swoje opieram na następujących faktach. Sprawą samolotów dla VIP-ów zajmuję się w formie interpelacji i zapytań poselskich oraz listów do premiera gdzieś od połowy 2008 roku. Zebrane materiały wskazujące jednoznacznie na odpowiedzialność min. Bogdana Klicha i min. Tomasza Arabskiego za brak zakupu nowych samolotów przekazałem premierowi Tuskowi i opinii publicznej 4 czerwca br. http://ludwikdorn.salon24.pl/190239,sprawa-samolotow-do-przewozu-najwazniejszych-osob-w-panstwie . Natomiast 13 maja udzieliłem dziennikowi „Polska” wywiadu http://www.polskatimes.pl/opinie/wywiady/255591,dorn-klich-skrecil-przetarg-na-samoloty-dla-vip-ow-jest,id,t.html , w którym stwierdziłem m.in., że min. Szczygło w początkach 2007 roku unieważnił przetarg rozpisany przez min. Sikorskiego na samoloty dla 36 specpułku, gdyż jego zdaniem był on ustawiony pod Embraery, że następnie w trakcie 2007 roku opracował nową dokumentację przetargową, która w lutym 2008 roku trafiła na biurko min. Klicha, oraz że min. Klich ten przetarg „skręcił” ( w sensie „skręcił mu łeb”), przetargu nie rozpisał i zaczął próbować dróg bezprzetargowych.

    Tego samego dnia lub następnego zadzwonił do mnie min. Radosław Sikorski. Stwierdził, że przetarg, który on rozpisał był uczciwy, a min. Szczygło unieważniając go „uległ naciskom lobbystów”. Następnie zażyczył sobie, bym publicznie wycofał się ze stwierdzeń zawartych w wywiadzie ze mną. Oparłem p. Sikorskiemu, że problem ma nie ze mną, ale z premierem Tuskiem, który w marcu 2008 roku ( mówił o tym min. Klich) zaaprobował dokumentację sporządzoną przez min. Szczygło i zalecił pilną realizację przetargu ( do której nie doszło). Wycofania się z jakichkolwiek stwierdzeń odmówiłem. Na to p. Sikorski zagroził mi wystąpieniem na drogę prawną. Na pytanie czy ma na myśli proces karny z oskarżenia publicznego, proces karny prywatno-skargowy, czy też cywilny o ochronę dóbr osobistych nie odpowiedział, tylko ponowił swoje żądanie. Odparłem, ze proces karny zaprowadzi jego i jego rząd do krainy groteski( po drodze będziemy mieli w Sejmie procedurę uchylania immunitetu), a w procesie cywilnym znając linię orzeczniczą polskich i nie tylko sądów powodzenia mu nie wróżę, ale jak chce, to niech próbuje. Na koniec p. Sikorski zapytał, czy podtrzymuję swoje negatywne stanowisko, a po mojej potwierdzającej odpowiedzi rzucił, że zastanowi się nad dalszymi krokami. Na tym rozmowa się zakończyła.

    Zdumiony tą rozmową byłem wielce, ale dopiero po lekturze wywiadu p. Kaczyńskiego dla „GP” zrozumiałem, że p. Sikorski jest na punkcie przetargu z 2006 roku na samoloty dla VIP-ów przewrażliwiony i być może nie bez przyczyny.

    Do dziś milczałem w sprawie tej przedziwnej rozmowy, w której urzędujący minister groził posłowi opozycji wytoczeniem procesu. Cywilizowany i normalny sposób załatwiania takich spraw między ministrem a opozycyjnym posłem to sformułowane przez adwokata pismo przedprocesowe, które może być poprzedzone publiczną zapowiedzią procesu. Publikuję ten wpis nie po to, by wesprzeć p. Kaczyńskiego i poprzeć koncepcję polityczną, którą sformułował w wywiadach dla „Rzeczpospolitej” i „Gazety Polskiej”. Nie popieram jej, uważam ją za błędną i szkodliwą, m.in. dlatego, że zwiększa prawdopodobieństwo wygrania wyborów w 2011 roku przez PO, a to mi się nie uśmiecha. Publikuję ten wpis dlatego, że p. Sikorski w samoobronie przypisał zaniedbania swoje, a następnie rządu p. Tuska p. Jarosławowi Kaczyńskiemu. A to już wyraźne przekroczenie granic przyzwoitości, które istnieją i obowiązują także w polityce.

  48. weronika said

    http://kataryna.salon24.pl/209320,prawda-w-rekach-putina

    Prawda w rękach Putina

    6 maja 2010 Rządowe Centrum Legislacji sporządziło dokument zatytułowany „Notatka nt sposobu ustalania procedury właściwej do badania katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem”, czytamy w niej:

    Rządowe Centrum Legislacji: (…) Przybywający na miejsce zdarzenia polscy specjaliści informowani byli, iż po stronie rosyjskiej działania podjęła komisja wojskowa, która miała prowadzić prace wg. procedury opisanej w tzw. Konwencji Chicagowskiej, a przede wszystkim w Załączniku nr 13 do Konwencji. Argumentem przemawiającym za stosowaniem Konwencji Chicagowskiej oraz Załącznika nr 13 było zapewnienie jawności ustaleń komisji. Argument ten w pełni pokrywał się z intencją polskiego rządu. Polscy specjaliści potwierdzali zasadność stosowania na miejscu zdarzenia procedury zgodnej z tzw. Konwencją Chicagowską oraz z Załącznikiem nr 13. Skutkowało to podjęciem współpracy ze stroną rosyjską w tym właśnie reżimie prawnym i to niezależnie od faktu, iż w świetle polskiego prawa samolot, który uległ katastrofie był samolotem wojskowym. (…) Przedmiotem porozumienia między Ministrem Obrony Narodowej RP a Ministrem Obrony FR z dn. 7 lipca 1993 są zasady wzajemnego ruchu powietrznego wojskowych statków powietrznych RP i FR w przestrzeni powietrznej obu państw. (…) Artykuł 11 tego Porozumienia nakazuje podejmowanie niezbędnych kroków w przypadku incydentów lub katastrof wojskowych statków powietrznych w przestrzeni powietrznej drugiego państwa oraz umożliwia badanie katastrof wspólnie przez właściwe polskie i rosyjskie organy. Porozumienie to nie określa żadnej procedury realizacji przepisu art. 11. Konkluzja. Po zaistnieniu wypadku możliwe więc byłoalbo rozpoczęcie dwustronnych rozmów ze stroną rosyjską, które (w niewiadomej perspektywie czasowej) miałyby doprowadzić do ustalenia procedury badania tego wypadku, przyjmując jako punkt wyjścia ogólną deklarację ujętą w art. 11 Porozumienia z 1993 r. albo – co uznano za właściwsze – natychmiastowe podjęcie badań przy wykorzystaniu istniejących procedur (co zrealizowano zgodnie z powyższym opisem). (…) Próba przyjęcia odrębnej procedury (wypracowywanej na podstawie Porozumienia z 1993 roku) stwarzałoby niezasadne wrażenie, że strona polska nie chce przyjąć jako podstawy Konwencji Chicagowskiej (…) oraz, że w to miejsce ma dopiero zostać wypracowane jakieś specjalne odrębne porozumienie między ministrami obrony obydwu krajów. Podejmowanie prac nad takim odrębnym porozumieniem z istoty opóźniłoby cały proces badania, a nie miało uzasadnienia w świetle oceny polskich specjalistów obecnych na miejscu zdarzenia.

    Nie jest więc prawdą, że w sprawie sposobu badania katastrofy smoleńskiej Polska miała związane ręce. Wbrew temu co sugerowali dziennikarze, nie zapomnieliśmy o porozumieniu z 1993 roku, tylko w pełni świadomie z niego zrezygnowaliśmy, z dwóch równie bzdurnych powodów – żeby się Rosjanie nie obrazili, i żeby nie tracić czasu. Powody bzdurne, bo w tamtym klimacie Rosjanie musieliby przystać na wszystkie postawione przez nas warunki i opracowanie procedury badania tej katastrofy nie zajęłoby dłużej niż trzy dni. Nie jest to w końcu aż tak skomplikowane, a Rosja zwyczajnie nie mogłaby sobie pozwolić na jakiekolwiek utrudnianie czy opóźnianie przyjęcia maksymalnie dla nas korzystnej procedury.

    Po 10 kwietnia wszystko było możliwe, wystarczyła polityczna wola. Nikt by się nie dziwił, ani nie oburzał, że polski rząd chce sobie zapewnić pełen udział w badaniu katastrofy lotniczej w której zginęła głowa państwa i jego instytucjonalne, polityczne i wojskowe elity. Nie ma żadnego usprawiedliwienia, poza zwykłym tchórzostwem i politycznym interesem partii rządzącej, dla rezygnacji z aktywnego udziału w badaniu katastrofy smoleńskiej, bo od początku wiadomo było – a z każdym dniem to się potwierdza – że zostawienie śledztwa w rękach Putina oznacza rezygnację z prawdy o katastrofie. To co ostatecznie dostaniemy do wierzenia, nawet jeśli przypadkiem będzie zgodne z prawdą, nigdy nie zostanie za prawdę uznane, bo Putin jest ostatnią osobą, której można w tej sprawie zaufać.

    Rezygnacja z umowy z 1993 roku nie była jedynym karygodnym zaniechaniem jakie rząd popełnił w tej sprawie, wszystko wskazuje bowiem na to, że nie wykorzystaliśmy nawet możliwości jakie dawała nam narzucona przez Rosjan Konwencja Chicagowska i jej Załącznik nr 13.

    Konwencja Chicagowska, Załącznik nr 13: Państwo miejsca zdarzenia, podejmuje badanie okoliczności wypadku i ponosi odpowiedzialność za prowadzenie takiego badania. Może ono jednak przekazać, w całości lub w części, prowadzenie badania innemu państwu na podstawie dwustronnej umowy.

    Jeśli dobrze rozumiem, nawet na podstawie Konwencji Chicagowskiej można było wspólnie ze stroną rosyjską wypracować procedurę badania tego wypadku tak, żebyśmy mieli gwarancję wiarygodności jego efektów. Trudno sobie wyobrazić, że Putin mógłby odmówić prośbie o przekazanie Polsce badania „czarnych skrzynek” czy analizy toksykologicznej zwłok, ale jeszcze trudniej, że taka prośba ze strony polskiej w ogóle nie padła. Tusk zostawił całe śledztwo w rękach Putina, i to co się dzisiaj wokół niego dzieje jest tego efektem. Efektem, z którego Tusk musi być zadowolony, bo interesy jego i Putina są tu zbieżne, nie mogą być jednak zadowoleni ci, którzy chcieliby poznać prawdę, lub przynajmniej coś do niej zbliżonego.

    Szopka z kolejnymi wyciekającymi bez żadnej kontroli „sensacjami” ze stenogramów już dawno przestała być zabawna, a w to, że czas i treść tych przecieków jest przypadkowa i apolityczna nikt nie wierzy. Na twitterze dziennikarz śledczy sprzyjający rządowi pisze bez ogródek, że Rosjanie pozostawili jako „niezrozumiałe” wszystkie kontrowersyjne fragmenty nagrań, pozostawiając w tej sprawie decyzję stronie polskiej. I teraz, w zależności od bieżących potrzeb politycznych i zachowania Jarosława Kaczyńskiego, „uwalnia” się z „badanej” w Polsce czarnej skrzynki kolejne poręczne haki na opozycję, radośnie podchwytywane przez bezkrytycznych dziennikarzy, z których niewielu ma wystarczająco rozumu aby zakwestionować istotność tego czy tamtego wyrwanego z kontekstu zdania, o którym nie wiadomo nawet czy padło. Jeśli władza będzie oszczędnie gospodarować hakami z czarnej skrzynki, jest spora szansa, że wystarczy jej ich do wyborów. A przy tak gorliwej współpracy mediów, nie będzie ich trudno wygrać, zwłaszcza przy „grzaniu” chwytów obliczonych nie na ustalanie czegokolwiek, ale na zohydzanie Lecha Kaczyńskiego.

    Narracja z pijanym w sztok Kaczyńskim nie jest samodzielnym wyskokiem oblecha z Lublina, tylko zorganizowaną i rozpisaną na role akcją, której patronuje osobiście Tusk, życzliwie się przyglądający wszystkiemu co się za sprawą jego podwładnych dzieje. Najpierw Palikot „tylko pyta”, potem kolejni użyteczni idioci (ze szczególnym uwzględnieniem idiotki z pudlem) ślą mu dziękczynne listy podkreślając jak ważne to pytania, a następnie włączają się z pozycji ekspertów dyżurni prawnicy Platformy Obywatelskiej, dla niepoznaki przedstawiani po prostu jako „adwokaci”, bo zbyt szczegółowa wiedza na temat tego kto jest głównym, i jak bardzo intratnym, klientem kancelarii mecenasów Pocieja i Dubois, mogłaby zachwiać zaufaniem czytelnika w bezstronność i apolityczność ich ekspertyzy. Temu wszystkiemu towarzyszy mrówcza praca licznych dziennikarzy, którzy opowiadają na prawo i lewo o 2 promilach, o które rozbiła się IV RP. Prędzej czy później, rzekome promile w prezydenckiej krwi zostaną oficjalnie wrzucone do mediów, choć może nie będzie to nawet potrzebne, bo w dobie internetu tę sprawę da się załatwić plotką, i odpowiednio częstym przepytywaniem na tę okoliczność Palikota, który im bardziej obrzydliwy, tym bardziej rozrywany. Już teraz to, że prezydent był w sztok pijany jest dla wielu oczywiste. To się po prostu wie, i już. Czekając na przeciek kontrolowany z sekcji zwłok prezydenta – a to pewnie kwestia dni – trzeba sobie zadać pytanie o wiarygodność tego co otrzymamy (cokolwiek to będzie), w świetle niedawnych doniesień Rzepy:

    Rzeczpospolita: Protokoły, które widziała „Rz”, przynoszą też inne ciekawe informacje. Według zapewnień naszego rządu polscy prokuratorzy na miejscu w Moskwie uczestniczyli w pracach tamtejszych śledczych. Tyle że w protokołach nie ma śladu ich obecności. Rosyjski lekarz w rubryce przyczyny zgonu pisze: „stwierdziłem”. „Rz” widziała polskie tłumaczenie jednego z tych dokumentów. W nim też nie pojawia się informacja o polskich śledczych. (…) Olejnika dziwi brak w raporcie informacji o polskich przedstawicielach. Według niego powinny w nim być ich podpisy.

    Wygląda na to, że po odpuszczeniu sobie starań o przejęcie całego śledztwa, lub przynajmniej kluczowych dla nas badań, nie zadbaliśmy nawet o to, aby przy nich przynajmniej być. Jeśli więc krew ofiar katastrofy nie była pobierana w obecności polskiego lekarza, i choć na chwilę została spuszczona z oka, nigdy nie będzie pewności czy podpisany przez rosyjskiego lekarza protokół ma cokolwiek wspólnego z prawdą, bo gdyby Putin sobie zażyczył, to mu rosyjski specjalista wpisze, że w krwi prezydenta stwierdzono nie tylko alkohol (w dowolnej ilości), ale także kokainę, czy co tam będzie potrzebne do zohydzenia Kaczyńskiego i uczynienia z niego jedynego winnego katastrofy. A na tym Putinowi zależy równie mocno jak Tuskowi, tym bardziej, że na jaw wychodzą kolejne szczegóły profesjonalnej pracy rosyjskich kontrolerów, którzy – według pilotów JAKa – wydali komendę zejścia na wysokość 50 metrów, co de facto oznacza wykierowanie polskiego samolotu na pewną śmierć. Jaka więc będzie wiarygodność kwitka przygotowanego dla Tuska przez Putina na temat Kaczyńskiego? Taka sama jak oficjalnej rosyjskiej wersji o czterech lądowaniach o 8.56 wbrew kategorycznym rozkazom wieży, czyli zerowa. Rosyjska propaganda od początku nie ukrywa na co gra, i byłoby dziwne gdyby i tego nie wykorzystała, mając po polskiej stronie lojalnych partnerów, którzy nie tylko nie przeszkodzą, ale jeszcze gorliwie pomogą w skutecznym kolportowaniu każdej bzdury.

    Jarosław Kaczyński robi niewybaczalny błąd gdy mając w ręku mnóstwo bardzo poważnych twardych argumentów sprowadza dyskusję na poziom emocji, zwalniając Platformę z konieczności merytorycznego odniesienia się do tego wszystkiego, i usprawiedliwiając kolejne wywody polityków i komentatorów na temat jego stanu psychicznego. Przyzwyczaiłam się już, że od kilku lat polska polityka kręci się wokół Kaczyńskiego, a publiczną debatę determinuje to co akurat zrobił lub powiedział, ale w tej akurat sprawie emocje i wspomnienia Kaczyńskiego nie mogą przysłaniać coraz poważniejszych pytań o współudział rządu w rozmywaniu prawdy o katastrofie smoleńskiej. Skoro już Tusk postanowił pomóc Putinowi, Kaczyński nie powinien pomagać im obu.

    Pozostawienie prawdy w rękach Putina to świadome skazanie się na kłamstwo. A w takiej sprawie jest to grzech niewybaczalny.

  49. JWS said

    W dzisiejszym programie ,,Musztarda po obiedzie” wystąpił kolejny słodki idiota, puścił takiego bąka, że
    oficer prowadzący nawet postanowił przerwać mu opowiadanie bredni.
    http://wiadomosci.onet.pl/2199121,11,pis_odrzuci_klopotliwe_dowody_mowiac__ze_to_spisek_tuska_i_putina,item.html

  50. weronika said

    http://ryszardczarnecki.salon24.pl/209404,pierwsza-interpelacja-do-brukseli-ws-smolenska

    Właśnie złożyłem interpelację (oficjalna nazwa: „pytanie”) do Komisji Europejskiej – jako pierwszy poseł do europarlamentu – w sprawie rosyjskiego śledztwa związanego z katastrofą smoleńską. Podkreślam w niej, że prowadzone przez Moskwę dochodzenie przedłuża się i że strona polska (prokuratura) nie otrzymuje od strony rosyjskiej odpowiednich dokumentów. Pytam KE czy podejmie interwencję w tej sprawie. Już wiem, że odpowiedź – pisemną lub ustną ze strony jednego z członków Komisji – otrzymam na sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu we wrześniu.

    Jest to pierwsze „umiędzynarodowienie” śledztwa ws. katastrofy pod Smoleńskiem na poziomie europejskim. Oczywiście, jest to forma presji na Rosję. Zapewniam, że choć jest ona pierwsza w Brukseli i Strasburgu, to nie będzie ostatnia…

    A oto pełna treść owej interpelacji:

    „Czy Komisja Europejska zamierza zapytać władze Federacji Rosyjskiej o postępy śledztwa ws. katastrofy samolotu TU-154, w którym 10 kwietnia 2010 r. tragicznie zginął prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Lech Kaczyński, dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych, prezes banku centralnego, Rzecznik Praw Obywatelskich, wielu liderów partii politycznych, a także przedstawiciele stowarzyszeń upamiętniających mord na polskich oficerach dokonany przez Związek Sowiecki w 1940 roku – w sumie 96 polskich obywateli? Rosyjscy prokuratorzy opóźniają przekazanie dokumentów w tej sprawie prokuraturze polskiej. Duża część opinii publicznej w Polsce uważa, że strona rosyjska śledztwo to prowadzi opieszale i wręcz ma coś do ukrycia.”

  51. weronika said

    http://www.rp.pl/artykul/510589_Odczytalismy_duzo_wiecej_niz_Rosjanie.html

    Odczytaliśmy dużo więcej niż Rosjanie…

  52. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24546

    Prokuratura powinna wnioskować o przesłuchanie Putina

    Początkowo mieliśmy do dyspozycji, jako pełnomocnicy rodzin, pół biurka i jedno krzesło w sekretariacie. Przeglądaliśmy makabryczne akta przy rozchichotanych urzędniczkach

    Z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem rodzin: Grażyny Gęsickiej, Bożeny Mamontowicz-Łojek, Sławomira Skrzypka oraz Tomasza Merty, rozmawia Anna Ambroziak

    Jak ocenia Pan współpracę z polską prokuraturą?
    – Ta współpraca układa się różnie. Nie chciałbym powiedzieć, że jest zła, bo byłoby to nadużycie z mojej strony. Jednak na pewno nie wszyscy prokuratorzy spełniają nasze oczekiwania. Podam konkretny przykład: otóż przed trzema tygodniami wystąpiłem do polskiej prokuratury z prośbą o dostęp do dokumentacji niejawnej. Normalnie odbywa się to w ten sposób, iż dostęp ten uzyskuje się po złożeniu wniosku o wyznaczenie terminu. Formalności te zostały przeze mnie spełnione, a jednak nikt z prokuratury na moje pismo nie odpowiedział. Po prostu sprawę tę pominięto. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku dokumentacji jawnej, kiedy chcieliśmy zrobić fotokopie pewnych dokumentów. Początkowo obiecywano nam, że będzie można je wykonać, ale ostatecznie jednak zgody nie wydano. Rozumiem, iż prokuratura musi ustosunkować się do wniosków składanych przez ponad 90 rodzin, że ma do czynienia z ogromną liczbą adwokatów… Ale uważam, że takie potraktowanie sprawy pokazuje pewien stosunek prokuratury do rodzin ofiar. Niemniej jednak trzeba też powiedzieć, iż są pozytywne elementy tej współpracy.

    Jakie?
    – Bardzo trudne były początki naszej współpracy. Pracowaliśmy wówczas w bardzo trudnych warunkach. Prokuratura wyznaczyła nam możliwość pracy w sekretariacie. W praktyce wyglądało to tak, że do naszej dyspozycji było tylko pół biurka i jedno krzesło. Były tam obecne też panie sekretarki, które słuchały radia, jadły i opowiadały sobie różne zabawne historie, podczas gdy my oglądaliśmy zdjęcia z katastrofy. W takich warunkach nie dało się pracować – w końcu rodziny ofiar, czytając akta, przeżywały tę tragedię na nowo. Jednak po interwencji telefonicznej z naszej strony udało się nam te warunki polepszyć. Mimo to u części prokuratorów daje się zauważyć pewien brak wrażliwości.

    Prokuratorzy nie mają świadomości, że prowadzą najważniejsze śledztwo w dziejach RP?
    – Na pewno mają świadomość, że jest to ważne śledztwo. Ale odnoszę wrażenie, iż w prokuratorze wojskowej panuje pewna mentalność, którą określiłbym jako patrzenie na nas z góry – czasami odnoszę wrażenie, że części prokuratorom jakbyśmy przeszkadzali.

    Zauważa Pan różnicę w zachowaniu prokuratorów liniowych od tych wyższych rangą? Czy są oni w pewien sposób ukierunkowywani przez wyższe instancje?
    – Rozmawiałem z prokuratorem referentem. I nie była to rozmowa przyjemna. Chodziło tu o kwestię możliwości przeglądania przez nas akt sprawy. Odniosłem wtedy wrażenie, że traktował mnie jak wroga. Zdziwiło mnie to, ponieważ nie zgłaszałem żadnych wniosków dowodowych, co najwyżej sugerowałem prokuraturze podjęcie pewnych kwestii. Ale nigdy nie starałem się być gospodarzem śledztwa. Co do kwestii drugiej – nie sądzę, by była to autonomiczna decyzja prokuratora referenta. Chciałbym jednak zaznaczyć, że nie wszyscy prokuratorzy utrudniają współpracę – są też tacy, którzy są w porządku. Tu ranga stanowiska nie ma nic do rzeczy.

    Czego dotyczyła Pańska sugestia?
    – Chodziło o dostęp do akt niejawnych. Moim zdaniem, brakuje też sprawdzenia przez prokuraturę billingów rozmów pasażerów Tu-154M – prokuratura do tej pory nie wystąpiła do właściwych operatorów z zapytaniem, czy w chwili katastrofy lub tuż po niej wykonywano jakiekolwiek połączenia z tych telefonów. Warto byłoby tę sprawę wyjaśnić.

    Czy złożył Pan wniosek o ich sprawdzenie?
    – Jeszcze nie. Tylko sugerowałem prokuraturze, że powinna ten dowód przeprowadzić. Ale jeżeli moja sugestia nie zostanie uwzględniona, to na pewno z takim wnioskiem wystąpię. Jednak – jeszcze raz podkreślam – to prokuratura jest gospodarzem śledztwa i to ona powinna podejmować takie decyzje.

    Jakie będzie Pan składał wnioski dowodowe?
    – To zależy od tego, jak będzie się zmieniał materiał dowodowy – ostatnio widziałem akta śledztwa ponad dwa tygodnie temu. Zależy to też od oczekiwań rodzin, które reprezentuję.

    Rozumiem, że wgląd w akta sprawy jest czasowo ograniczony…
    – Tu powraca problem dostępności do akt. Było to widoczne zwłaszcza przed wyborami.
    Są jedne akta, mamy do dyspozycji jeden pokój, a rodzin jest 96. Trzeba więc zapisywać się na przeglądanie akt z wyprzedzeniem dwu- lub nawet trzytygodniowym. Nie ma możliwości, by wszyscy zainteresowani przyszli jednego dnia. Musimy więc szukać wolnych terminów. A przecież można byłoby to załatwić tak, jak my to sugerowaliśmy – zrobić fotokopie, tak by rodziny i ich prawnicy mogli je spokojnie przejrzeć w swoich kancelariach.

    Prokuratura złożyła już wniosek o przesłuchanie obywateli rosyjskich – mam tu na myśli ludzi władnych do podejmowania decyzji w sprawie organizacji uroczystości katyńskich, więc premiera Władimira Putina czy ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa?
    – Nie widziałem takiego wniosku, ale zastrzegam, że dysponuję w tej kwestii informacją sprzed dwóch tygodni. Sądzę, że taki wniosek byłby jak najbardziej zasadny. Po raz pierwszy Rosjanie zmienili bowiem swoją taktykę przy zapraszaniu polskiego prezydenta na uroczystości w Katyniu. Wręcz chcieli, by prezydent Polski tam przyjechał. Nie doszukuję się żadnego podtekstu, ale jest to zaskakujące. Zwykle przy organizowaniu tych uroczystości strona rosyjska robiła wiele problemów. I do końca nie było wiadomo, czy wizyta się odbędzie. Wiem natomiast, że są trudności we współpracy z Rosją. Prokuratura złożyła wiele wniosków o pomoc prawną, jednak z odpowiedzią Rosjanie się nie spieszą. Pytanie – co znajduje się w tych aktach, które niedawno przyszły do nas z Federacji Rosyjskiej. Mam nadzieję, że będzie to materiał mający pewną wartość dowodową, bo dotychczasowe zeznania – mam na myśli zeznania milicjantów, którzy osłaniali lotnisko – nie wnosiły nic do sprawy.

    Czy prokuratura może wydać decyzję o pochówku, nie dysponując protokołami sekcji zwłok?
    – Jeżeli jest akt zgonu, pochówku można dokonać. Sekcja zwłok nie ma z tym nic wspólnego. Pojawiają się tu jednak inne wątpliwości – dlaczego polski prokurator i polscy lekarze patomorfolodzy nie uczestniczyli przy sekcji wszystkich ciał? Rozwiałoby to przecież szereg wątpliwości. Takie zaniedbania rzutują na przyszłość. Mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, złożył wniosek o protokół sekcji zwłok prezydenta i na odpowiedź czeka od dwóch miesięcy. Ja też mam trudności w dostępie do informacji i zdjęć z oględzin ciał ofiar katastrofy. Dlatego sądzę, że prokuratura dla potrzeb polskiego śledztwa powinna rozważyć ponownie dokonanie tej sekcji. Ale uzależniłbym to od protokołów, które przyjdą z Rosji. Nie wiemy bowiem, co one będą zawierały.

    Polska prokuratura ustaliła dokładną godzinę katastrofy?
    – Nie wiem. Na razie przyjmuje się tę godzinę, którą podał MAK [Międzypaństwowy Komitet Lotniczy]. Mam jednak nadzieję, że zostanie odtworzona ostatnia faza lotu. W końcu wszystkie parametry powinny być zapisane na naszych rejestratorach lotów. Tymczasem prokuratura w zasadzie nie odpowiada na zadawane przez nas pytania, czy dokonuje się odtworzenia tych parametrów z tzw. polskiej czarnej skrzynki. Twierdzi tylko, że gdzieś ktoś coś robi. Ale nie podaje żadnych konkretów.

    Rozważają Państwo wynajęcie pełnomocnika bezpośrednio w samej Rosji?
    – Rzeczywiście, chcielibyśmy wynająć jednego pełnomocnika dla tych wszystkich, którzy by tego chcieli. Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ale na pewno musiałaby to być osoba, której można byłoby w pełni zaufać i która prowadziłaby nasze sprawy w sposób rzetelny. Kwestia ta była podjęta od razu po katastrofie ze strony rodzin ofiar.

    Ale rodziny musiałyby stawiać się na każde wezwanie prokuratora… Byłby więc problem z ich ciągłym dojazdem do Rosji.
    – Ale równie dobrze osoby te można byłoby przesłuchać w Polsce przy udziale owego pełnomocnika i polskiej prokuratury. Wtedy rosyjski prokurator musiałby przyjechać do Polski w celu przesłuchania świadków. Musiałby wykazać dobrą wolę.

    Mają Państwo, jako pełnomocnicy rodzin, wsparcie ze strony polskiego rządu?
    – Nie i prawdę mówiąc, nawet tego nie oczekiwałem. W minimalnym zakresie wsparcie ze strony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mają same rodziny. Niedawno otrzymałem informację, iż przetłumaczono im część rosyjskiego kodeksu postępowania karnego. Przygotowano też przetłumaczony wniosek o nadanie statusu poszkodowanego oraz wskazano kancelarie rekomendowane przez polską placówkę dyplomatyczną, które mogłyby zająć się reprezentowaniem tych rodzin, z tym, że byłaby to reprezentacja płatna.

    Jak Pan skomentuje ostatnie “przecieki” ze stenogramów, autorstwa TVN i “Gazety Wyborczej”, chodzi o słowa: “Jak nie wyląduję (wylądujemy), to mnie zabiją (zabije)” bądź – w jeszcze innej wersji – “Jeśli nie wyląduję, będę miał przechlapane (przewalone)”. Inna gazeta wygenerowała zaś zdanie: “Patrzcie, jak lądują debeściaki”.
    – Powoli przestaję wierzyć w to, co jest w tych stenogramach. Duża część tych rozmów nie została zrekonstruowana. Od samego początku ten stenogram, który dotarł do Polski, budził wiele wątpliwości. I z każdym dniem jego wartość dowodowa się kurczy.

    Jak Pan oceni sposób narracji w sprawie katastrofy w mediach – stały osąd pilotów i dywagacje na temat nacisków na załogę ze strony prezydenta…
    – Przypisywanie winy panu prezydentowi czy gen. Błasikowi jest zupełnie absurdalne. Trudno mi to zrozumieć – przecież nie siedzieli za sterami. Piloci, którzy przewożą najważniejsze osoby w państwie, zawsze są poddawani jakiejś presji – ale właśnie dlatego dobiera się załogę, która jest na to stosunkowo odporna. Piloci mogli mieć co najwyżej poczucie, że trzeba wylądować. Ale to nie byli samobójcy. Jeżeli wiedzieli, że nie mogą lądować, nie podjęliby takiej decyzji.

    W sobotniej “GW” niektórzy adwokaci uznali za zasadne procesowo sugestie posła PO Janusza Palikota, by przesłuchać w charakterze świadka Jarosława Kaczyńskiego – chodzi o ostatnią rozmowę prezesa PiS przeprowadzoną przed katastrofą ze śp. Lechem Kaczyńskim…
    – Nie będę komentował wypowiedzi pana Palikota. Jeżeli są prawnicy, którzy chcą wespół z panem Palikotem dyskutować, to bardzo proszę. A co do przesłuchania prezesa Kaczyńskiego, to byłaby to procedura całkiem normalna (przesłuchuje się przecież członków rodzin) i nie doszukiwałbym się tu żadnej sensacji.

    Z jakiego paragrafu można ścigać wypowiedzi Palikota typu: “Gosiewski żyje. Widziano go we Włoszczowej, jak zmagał się z Ruskimi, ale dał radę”.
    – Rodzina mogłaby wystąpić o naruszenie dóbr osobistych, w tym wypadku – pamięci o osobie zmarłej. Ale przypadek pana Palikota powinien być rozpatrywany w zupełnie innych kategoriach.

    Dziękuję za rozmowę.

    1. Przed trzema tygodniami wystąpiłem do polskiej prokuratury z prośbą o dostęp do dokumentacji niejawnej. Nikt na moje pismo nie odpowiedział.

    2. U części prokuratorów daje się zauważyć pewien brak wrażliwości, w prokuratorze wojskowej panuje mentalność, którą określiłbym mechanizmem “patrzenia na nas z góry”.

    3. Polska prokuratura do tej pory nie wystąpiła do operatorów o billingi rozmów pasażerów Tu-154M z zapytaniem, czy w chwili katastrofy lub tuż po niej były połączenia z tych telefonów.

    4. Wniosek o przesłuchanie osób odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji w sprawie organizacji uroczystości katyńskich, premiera Władimira Putina czy ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa jest zasadny.

    5. Rosjanie w pewnym momencie zmienili taktykę przy zapraszaniu polskiego prezydenta na uroczystości w Katyniu. Wręcz chcieli, by Lech Kaczyński przyjechał.

    6. Dlaczego polski prokurator i polscy lekarze patomorfolodzy nie uczestniczyli przy sekcji wszystkich ciał?
    7. Mecenas Piotr Pszczółkowski złożył wniosek o protokół z sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego; na odpowiedź czeka od dwóch miesięcy.

    8. Są trudności w dostępie do informacji i zdjęć z oględzin ciał.

    9. Prokuratura, na potrzeby polskiego śledztwa, powinna rozważyć dokonanie sekcji zwłok.
    Polska prokuratura nie ustaliła do tej pory nawet godziny katastrofy.

    10. Prokuratura w zasadzie nie odpowiada na zadawane przez nas pytania, czy dokonuje się odtworzenia parametrów lotu z tzw. polskiej czarnej skrzynki.

    11. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów przetłumaczyła rodzinom część rosyjskiego kodeksu postępowania karnego. Przygotowano też przetłumaczony wniosek o nadanie statusu poszkodowanego oraz wskazano kancelarie rekomendowane przez polską placówkę dyplomatyczną, które mogłyby zająć się reprezentowaniem rodzin. Z tym że byłaby to reprezentacja płatna.

    12. Piloci nie byli samobójcami. Jeżeli wiedzieli, że nie mogą lądować, nie podjęliby takiej decyzji.

    • weronika said

      Czas pracuje na rzecz Rosjan

      Z Ryszardem Czarneckim, posłem do Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Marta Ziarnik

      Dlaczego skierował Pan do Komisji Europejskiej zapytanie w sprawie postępów śledztwa smoleńskiego?
      – Minęło przecież trzy i pół miesiąca od tej największej dla Polski tragedii po II wojnie światowej. Polscy prokuratorzy skarżą się, że nie otrzymali jeszcze dowodów ze strony rosyjskiej i dlatego śledztwo toczy się niezwykle opieszale. Czas ewidentnie pracuje na rzecz Rosjan, a przeciwko nam. Ponieważ polskie władze do tej pory nie potrafiły – bądź nie chciały – wymóc na Rosjanach, by to śledztwo przebiegało sprawniej, uznałem, że sprawę tę trzeba postawić na forum międzynarodowym. A ponieważ Polska jest członkiem Unii Europejskiej, więc wszelkie sprawy sporne między Polską a Rosją należy też widzieć w kontekście unijnym. Ewentualny nacisk Komisji Europejskiej może tę sprawę przyspieszyć. Zwłaszcza że mamy do czynienia z biernością polskiego rządu. Powinniśmy więc liczyć chociaż na wsparcie międzynarodowe.

      Czy faktycznie liczy Pan na to, że to wsparcie międzynarodowe uzyskamy?
      – Jest to pierwsze umiędzynarodowienie tej sprawy na forum unijnym. Natomiast nie jest to jedyny instrument, którego można użyć. Jestem przekonany, że polscy eurodeputowani, a zwłaszcza posłowie PiS (choć mam nadzieję, że nie tylko), sięgną też do innych instrumentów, które są dostępne w Parlamencie Europejskim – jak chociażby kwestia deklaracji pisemnej, wystąpienia grupy politycznej (tutaj myślę głównie o Europejskich Konserwatystach i Reformatorach) – bo to będzie miało szczególny wydźwięk. Jest też możliwość domagania się presji również ze strony Rady UE. Osobiście uważam, że powinna być tutaj cała gama różnego rodzaju wystąpień i nacisków, tak aby tę sprawę umiędzynarodowić. Tylko wtedy Rosjanie mogą, ewentualnie, z tym śledztwem realnie ruszyć.
      Chciałbym także zaapelować do wszystkich posłów, abyśmy w tej sprawie działali poza podziałami politycznymi, gdyż jest to kwestia naszego wspólnego interesu.

      Pana zdaniem, gdzie leży większa wina, jeśli chodzi o obecny stan śledztwa – po stronie polskiego rządu czy Rosjan?
      – Możemy mówić tutaj językiem teologii i użyć określenia “grzech pierworodny”. Owym grzechem pierworodnym było to, że rząd Donalda Tuska nie zażądał pierwszego czy też drugiego dnia po katastrofie przejęcia śledztwa od Rosjan lub co najmniej powołania komisji międzynarodowej. Nie zrobił tego i zdał się na łaskę i niełaskę Rosjan, którzy mają swój interes w tuszowaniu ewentualnych nieprawidłowości i nieujawnianiu pewnych rzeczy związanych z katastrofą. Mamy więc tutaj do czynienia i z ewidentną opieszałością ze strony Rosjan, i z grzechem zaniechania po stronie rządu Donalda Tuska.

      Kiedy spodziewa się Pan odpowiedzi?
      – Już wiadomo, że nastąpi to podczas pierwszej sesji PE, czyli we wrześniu. I będzie to bądź odpowiedź ustna komisarza, bądź też odpowiedź na piśmie. Z całą jednak pewnością Komisja nie będzie mogła się zachować jak struś, chowając głowę w piasek i udając, że nie ma problemu. Nie będzie możliwości, by sprawa ta została przemilczana bądź zignorowana.

      Dziękuję za rozmowę.

  53. JWS said

    Nawet oficjalnie mówią, że nie chcą odkopywać trumien :
    http://wiadomosci.onet.pl/2199329,12,rosja_przedluza_sledztwo_ws_smolenska_pracuja_najlepsi,item.html

  54. JWS said

    Nic już ze ścieżki dźwiękowej MosFilmu się nie wyciągnie, co miałoby znaczenie :
    http://wiadomosci.onet.pl/2199334,11,odczytano_kilkanascie_slow,item.html

    • JWS said

      Reasumując 53. i 54. po wyborach samorządowych ogłoszone zostanie to co wiadomo do tej pory,
      czyli nic. Następny termin raportu to przed wakacjami 2011. Wszystko aranżowane datami wyborów oraz
      stopniem otumanienia publiczności.

  55. JWS said

    Pierwsza próba zbagatelizowania ( w wersji light ) hipotezy zamachu :
    http://faktygrudziadz.pl/article/3918/smole-nsk-zamach-ok-ale-po-co

  56. korngold07 said

    Mamy w Polsce coraz więcej ekspertów lotniczych !
    Do panów Wajdy i Wałęsy dołączyła Kora z partnerem Sipowiczem a ostatnio znany dotychczas jako znawca muszek i motyli sam Stefan Niesiołowski , który stwierdził , że ‘zacieśnia się grono podejrzanych’
    Zupełnie przypadkowo wszyscy ci ‘eksperci’ mają identyczne zdanie jak organ Adama Szechtera , czyli , że katastrofę spowodowały naciski , wiadomo czyje . Wyłamał się ze zgodnego chóru tylko minister Radek S. , który już 2 godziny po katastrofie oznajmił J. Kaczyńskiemu , że przyczyną był błąd pilotów .
    Czy w Polsce prezydenta Dyzmy-Komorowskiego i wiceprezydenta Palikota są jakieś granice absurdu ?
    Raczej nie…
    http://smolensk-2010.pl/2010-05-14-54-pytania-nadal-aktualne-aktualizacja-13-05-2010.html

  57. JWS said

    Awtarytet z GC postradał już zupełnie rozum, myśli lepiej niż kacapy, tylko czekać na petycję do nich :

    http://wiadomosci.onet.pl/2199525,11,na_miejscu_rosjan__slyszac_te_bzdury__nie_oddalbym_skrzynek,item.html

    ,,Gdybym był na miejscu Rosjan i słyszał te bzdury o zamachu, to też bym tych skrzynek (czarne skrzynki z Tu-154 – red.) nie oddał – mówił w „Czasie Decyzji” Waldemar Kuczyński.”

  58. Magda said

    Rosjanie nie życzyli sobie otwierania trumien

    Czy nie dysponując protokołami sekcji zwłok, polska prokuratura miała prawo wydać zgodę na pochówek ofiar katastrofy prezydenckiego samolotu?

    fot. M. Borawski

    Polska prokuratura, nie dysponując protokołami sekcji zwłok, powinna wstrzymać pochówek ofiar do czasu przeprowadzenia niezależnych badań przez polskich lekarzy. Z ekspertyzy sporządzonej przez mecenas Krystynę Kosińską wynika, że wobec braku możliwości zapoznania się z takimi protokołami pozwolenie na pochówek ofiar katastrofy z 10 kwietnia zostało wydane w sposób „nieuprawniony”. Adwokat podkreśla, że wynika to z obowiązujących przepisów – art. 209 kodeksu postępowania karnego, który obliguje do sporządzenia protokołu czynności sekcji zwłok i oględzin. – Stanowi on podstawę dalszych decyzji prokuratorskich – podnosi Kosińska.

    Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej uważają, że strona polska zaniedbała przeprowadzenie własnych badań i sekcji zwłok osób, które zginęły w prezydenckim samolocie. Zgodnie z polskim prawem w przypadku podejrzenia „przestępczego spowodowania śmierci” przeprowadza się sekcję zwłok. Prokurator musi też wyrazić zgodę na dokonanie pochówku tych osób.
    – Jeżeli w Rosji nie była zrobiona sekcja zwłok przy udziale polskich patologów, to powinna być przeprowadzona w Polsce, od razu po przywiezieniu zwłok, żeby nie opierać się na dokumentach rosyjskich – uważa Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego w katastrofie Stefana Melaka, szefa Komitetu Katyńskiego.
    O tym, że polscy patolodzy nie byli obecni przy sekcjach zwłok, poinformowała niedawno prokuratura. Jako powód podano, że przybyli oni do Moskwy za późno, kiedy sekcje zwłok już wykonano. Tuż po katastrofie minister zdrowia Ewa Kopacz przekonywała, że polscy patomorfolodzy uczestniczyli w oględzinach i sekcjach zwłok. Teraz okazuje się, że z informacji pochodzących od rodzin ofiar bynajmniej nie wynika, czy takie sekcje przeprowadzono w przypadku każdej z nich. Małgorzata Wassermann, córka posła PiS, mówi, iż podczas pobytu w Moskwie na identyfikacji ciał nie informowano jej o takich czynnościach. Rodziny otrzymały jedynie dokumenty stwierdzające zgon, a w nich były lapidarne informacje, że nastąpił on wskutek katastrofy samolotu, zaś przyczyną śmierci były obrażenia wynikłe z tego zdarzenia. Dokumenty te zostały przetłumaczone i uwierzytelnione przez polskiego konsula, a następnie w Polsce w oparciu o nie wystawiono akty zgonu.
    Jednak bliscy ofiar twierdzą, że w świetle tych wszystkich niejasności i wątpliwości po przywiezieniu zwłok polscy biegli powinni przeprowadzić własne, odrębne badania. Według nieoficjalnych informacji, nie życzyli sobie tego Rosjanie, którzy wymogli na Polsce, żeby trumien ofiar katastrofy nie otwierano.
    – To nie polska prokuratura decydowała – mówi „Naszemu Dziennikowi” płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, zapytany, czy prokuratura podejmowała jakiekolwiek decyzje w sprawie pochówku ofiar katastrofy. Zastrzega, że nie zna szczegółów sprawy i musi je sprawdzić.
    Prawnicy jednak wskazują, że zgodnie z wymogami prawnymi w przypadku podejrzenia „przestępnego spowodowania śmierci” przeprowadzane są badania i sekcja zwłok. To w oparciu o nie prokurator wydaje zgodę na pochówek. Zgoda taka jest wymagana przez polskie urzędy stanu cywilnego w chwili wystawiania aktu zgonu. Protokoły z oględzin i sekcji zostały sporządzone przez rosyjskich śledczych, ale mimo wniosku o ich przekazanie dotychczas nie dotarły do Polski. Czy wobec tego prokuratura, nie dysponując tymi protokołami, nie powinna wstrzymać pochówku ofiar do czasu przeprowadzenia niezależnych badań przez polskich lekarzy?
    Mecenas Krystyna Kosińska uważa, że wobec braku możliwości zapoznania się z takimi protokołami pozwolenie na pochówek ofiar katastrofy zostało wydane w sposób „nieuprawniony”. Adwokat podkreśla, że wynika to z obowiązujących przepisów, jak art. 209 kpk. Mówi on o sporządzeniu protokołu czynności sekcji zwłok i oględzin. – I stanowi on podstawę dla decyzji prokuratorskich – podkreśla Kosińska.
    Adwokat Wojciech Gawkowski reprezentujący rodzinę ofiary katastrofy stwierdza, że prokuratura powinna skorzystać z możliwości przeprowadzenia własnych badań patomorfologicznych. – Nie ma takiego wymogu, istnieje tylko możliwość, ale z tej możliwość wtedy nie skorzystano – wskazuje.
    Dlatego też wiele rodzin sygnalizuje konieczność przeprowadzenia ekshumacji. Wniosek taki złożyła już Beata Gosiewska, wdowa po pośle Przemysławie Gosiewskim.
    – Przeszkód prawnych, żeby z urzędu taką ekshumację przeprowadzić, i jeszcze raz sekcję zwłok, nie ma – uważa mecenas Gawkowski.
    Prawnicy podkreślają, iż rodziny ofiar mogą domagać się przeprowadzenia ekshumacji m.in. w sytuacji, kiedy zachodzą uzasadnione podejrzenia, że przyczyny zgonu są inne od oficjalnie podawanych lub że w grobie pochowano zupełnie inną osobę.
    Mecenas Piotr Kwiecień przypuszcza, że polscy prokuratorzy przyjęli zapewnienia Rosjan, iż ci przeprowadzili wszystkie niezbędne działania, tzn. sekcję zwłok i inne badania, oraz że protokoły tych czynności trafią niebawem do Polski. W jego ocenie, mogło zabraknąć im wówczas woli, aby przeprowadzić własne czynności śledcze.
    – Polska prokuratura działa w interesie państwa polskiego i powinna brać pod uwagę interes polskich pokrzywdzonych – podkreśla adwokat. I dodaje, że prokuraturze zabrakło odwagi, aby podjąć własne działania śledcze, które mogła wówczas przeprowadzić. Co więcej, taka postawa jest nadal reprezentowana. – Prokuratura czekała w pewnych obszarach na inicjatywę rodzin ofiar – wskazuje Piotr Kwiecień.
    Zenon Baranowski
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100720&typ=po&id=po01.txt

    • Magda said

      jeden z pełnomocników rodzin ofiar w programie telewizyjnym mówił,że co prawda jest ten okres od IV-X,gdy ekshumacji się nie przeprowadza,ale w tym przypadku można od tego odstąpić.

      Swoją drogą -jak działa ta prokuratura-Rosjanie wymusili zakaz otwierania trumien w Polsce-a na jakiej podstawie oni to wymogli?
      Jak prokuratura-nie mając stosownych dokumentów a tylko zapewnienie „na gębę” od str. rosyjskiej,mogła wydać zgodę na pochówki,bez tych dokumentów.Skoro str.rosyjska ich nie przekazała-było samemu zrobić wymagane prawem ekspertyzy.

      Co za cholerny burdel!

    • JWS said

      09.05.1794 kołem historii zatacza. Plac Zamkowy czeka.

  59. JWS said

    Złe warunki pogodowe według MAK :
    http://www.tvn24.pl/12690,1665719,0,1,raport-mak-zaloga-tupolewa-byla-zle-przygotowana,wiadomosc.html

    • max said

      to samo chcialem wkleic – ale skoro warunki byly zle TO DLACZEGO probował lądować il-76 ? Czyzby dla niego warunki byly inne ??

    • ndb2010 said

      Zapomnieli dodac, że załoga miała prognozy ale z godz.07.00 (czasu smoleńskiego)(w czasie wylotu nie wpłynęły jeszcze nowe) a gdy o 08:25 do wojskowego centrum meteorologii wpłynęły nowe prognozy to służby polskie „zapomniały” poinformowac o tym załogi.

      http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/prasakrajowa/?id=159314

      Polscy wojskowi meteorolodzy o złej pogodzie w Smoleńsku dowiedzieli się dopiero 10 kwietnia o 8:25 – na kwadrans przed katastrofą – ustaliła „Rzeczpospolita”.

      Jednak, jak pisze dziennik, nawet wtedy nie przekazali tej informacji załodze prezydenckiego Tu-154 M. Wojskowi piloci podkreślają, że należało to zrobić. Mówią, że w kwestii zabezpieczenia lotu do Smoleńska wykazano się biernością i chaosem.

  60. JWS said

    „Partyzancki” lot Tu-154; „w ogóle nie powinien wystartować”. A winny temu jest były prezydent, który
    w ogóle miał taką chęć aby polecieć i jeszcze niepotrzebnie zabrał ze sobą na pokład ( najprawdopodobniej
    pod przymusem ) wiele osób. Taką tezę próbują media wcisnąć od pierwszych dni. Teza bezpieczna, z daleka od czegokolwiek, niemalże uzgodniona z wróżką. Działa ona na starszych ludzi, którzy nie obejmują swoim umysłem zasad funkcjonowania państwa. Wróżbita Hypki opowiada o tej teorii :

    http://wiadomosci.onet.pl/2199796,11,partyzancki_lot_tu-154_w_ogole_nie_powinien_wystartowac,item.html

  61. JWS said

    Jedno słowo Macierewicza, w odpowiedzi artykuły i programy, setki słów ujadania :
    http://wiadomosci.onet.pl/2199867,11,odpowiedzialnosc_polityczna_jest_jasna_macierewicz_mowi_o_zbrodni,item.html

  62. Magda said

    Informowani „we właściwym czasie”

    „Pogoda w chwili katastrofy kształtowała się następująco: o godzinie 10.41: wiatr przy gruncie: 110-130 stopni; prędkość wiatru 2 m/s; widoczność 300-500 m; mgła; zachmurzenie sięgające 10 stopni, warstwowe, dolna granica 40-50 m; temperatura powietrza +1, +2 stopni” – czytamy.

    Dalej MAK podkreśla, że „warunki atmosferyczne na lotnisku nie spełniały wymogów lądowania, o czym załoga samolotu była wielokrotnie przestrzegana przez organa zarządzające lotniskiem oraz przez polską załogę samolotu JAK-40, który wcześniej wylądował na lotnisku pod Smoleńskiem”. Jak jednak czytamy, „prowadzenie obserwacji warunków pogodowych na lotnisku „Siewiernyj” umożliwiło informowanie ekipy o pogorszeniu warunków meteo we właściwym czasie”.
    http://www.tvn24.pl/0,1665719,0,1,raport-mak-zaloga-tupolewa-byla-zle-przygotowana,wiadomosc.html
    to z dziś
    —————————————————————–
    b. W procesie przygotowania przedstartowego załoga otrzymała za pokwitowaniem dane meteorologiczne, które obejmowały faktyczną pogodę oraz prognozę dla lotniska odlotu, lotnisk zapasowych, a także prognozę pogody na trasie lotu. Faktycznych danych pogodowych i prognozy dla docelowego lotniska Smoleńsk Siewiernyj załoga nie miała.

    c. Aktualnych danych aeronawigacyjnych dla docelowego lotniska Smoleńsk Siewiernyj, w tym aktualnych NOTAM, załoga nie miała.

    – gdy na około 27 minut przed katastrofa samolot schodząc minął wysokość 7500 metrów, kontroler z Mińska zawiadomił załogę, iż na lotnisku docelowym jest mgła, widoczność 400 metrów.
    http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/swiat/?id=163737

    a to raport wstępny
    ————————————————————
    no to miała czy nie miała?
    Skoro Mak w dzisiejszym raporcie oświadczyła,że warunki atmosferyczne na lotnisku nie spełniały wymogów lądowania-to dlaczego dopuszczono do lądowania?

    • Magda said

      Rosjanie, nie przekazując stronie polskiej danych o lotnisku i danych meteorologicznych, złamali artykuł 8 umowy polsko-rosyjskiej z 14 grudnia 1993 roku
      Generał Anodina melduje

      Ustalenie widoczności i kierunku wiatru na miejscu katastrofy polskiego Tu-154M na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj zajęło rosyjskiemu MAK ponad trzy miesiące. Ale to jeszcze nic. Prawdziwym hitem jest fakt, że dane o prędkości i kierunku wiatru podane wczoraj są inne niż te ujęte w stenogramie z nagrań VCR tupolewa, sporządzonym przez tę samą instytucję. „O godz. 10.41 warunki atmosferyczne były następujące: wiatr przy gruncie 110-130 stopni, prędkość wiatru 2 m/s” – brzmi ostatni komunikat. A w stenogramie datowanym 2 maja br. można przeczytać: „Kontrola lotów: ‚Lądowanie dodatkowo 120 – 3 metry'”, czyli kierunek wiatru 120 stopni, prędkość 3 m/s.

      Warunki atmosferyczne na lotnisku w Smoleńsku nie spełniały 10 kwietnia wymogów lądowania – taką, nienową, rewelację odgrzał na swojej stronie internetowej moskiewski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy. MAK obwieścił zakończenie „analizy warunków atmosferycznych i stopnia poinformowania” załogi Tu-154M o pogodzie. Szkopuł w tym, że zadanie przekazania danych meteorologicznych było obowiązkiem Rosjan. Rosja, nie przekazując stronie polskiej niezbędnych danych o lotnisku i danych meteorologicznych, złamała artykuł 8 umowy polsko-rosyjskiej z 14 grudnia 1993 roku. Ale tego w raporcie generał Tatiany Anodiny nie przeczytamy.
      MAK po raz kolejny z lubością podkreśla, jakoby załoga polskiego samolotu rządowego była źle przygotowana do lotu, bo tupolew miał rzekomo wylecieć z Warszawy bez prognozy i dokładnej informacji o faktycznym stanie pogody na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj.
      „Próba podejścia do lądowania odbywała się w bardzo trudnych warunkach meteorologicznych, o których załoga była cały czas terminowo informowana podczas schodzenia do lądowania” – czytamy w komunikacie MAK. Komitet twierdzi także, jakoby w tym czasie załoga polskiego samolotu rządowego była systematycznie informowana o „pogarszaniu się warunków meteorologicznych”, co też było możliwe dzięki rzekomej „organizacji obserwacji meteorologicznych na lotnisku w Smoleńsku”. O niekorzystnych warunkach miała informować pilotów także załoga Jaka-40, która wylądowała w Smoleńsku kilkadziesiąt minut wcześniej. „Warunki pogodowe na lotnisku w Smoleńsku nie spełniały wymogów lądowania, o czym załogę wielokrotnie ostrzegał organ kontroli ruchu powietrznego oraz polska załoga Jaka-40, która wcześniej wylądowała na lotnisku w Smoleńsku” – pisze MAK. Sugestia, jakoby załoga była o pogodzie „niejednokrotnie informowana”, jest nadużyciem. Dlaczego? Ze stenogramu, który sporządził MAK, wynika, że piloci Tu-154M przez kontrolę lotów byli informowani zaledwie dwa razy! – To ewidentna próba zrzucenia odpowiedzialności za wykonanie podejścia do lądowania na załogę, tymczasem na kontroli lotów spoczywał niezaprzeczalny obowiązek zamknięcia lotniska – twierdzą piloci, z którymi rozmawiał „Nasz Dziennik”.
      Dlaczego wieża w Smoleńsku nie zdecydowała o zamknięciu lotniska, skoro – jak dowodzi – na bezpieczne przyjęcie samolotu nie pozwalała pogoda? To przecież rosyjski kontroler lotów płk Paweł Plusnin odpowiadał za bezpieczeństwo lądowania. Nie podejmując decyzji o zamknięciu lotniska, skazał tym samym załogę i pasażerów polskiego samolotu rządowego na zgubę. – Wieża powinna wydać komunikat o złych warunkach pogodowych, powiedzieć to wprost i zamknąć lotnisko – twierdzi nasz rozmówca. Sam Plusnin przyznał w jednym z wywiadów, iż chcąc odwieść kapitana Arkadiusza Protasiuka od decyzji o lądowaniu, podawał mu błędne dane pogodowe. Chodziło m.in. o zaniżanie widoczności z rzeczywistych 800 metrów do 400 metrów. – Paweł Plusnin miał prawo i obowiązek zamknięcia lotniska natychmiast po spadku widoczności do 800 m, następnie po nieudanych podejściach Iła-76, dalszym spadku widoczności najpierw do 400, a potem 200 metrów. Wieża, nie zamykając lotniska i nie kierując Tu-154 na lotnisko zapasowe, złamała prawo – mówią piloci. Zamknięcie lotniska w niesprzyjających warunkach pogodowych przewidują zarówno rosyjskie przepisy wojskowe, jak i międzynarodowe przepisy prawa lotniczego.
      MAK stwierdza, że „wylot samolotu z Warszawy nastąpił bez znajomości prognozy i stanu faktycznego pogody na lotnisku docelowym”. „Załoga tych dokumentów nie otrzymała” – napisano. Tymczasem jak wynika z artykułu 8 umowy polsko-rosyjskiej z 14 grudnia 1993 roku dotyczącego lotów wojskowych, odpowiedzialność za niedostarczenie stronie polskiej dokładnych danych pogodowych ponosi nie kto inny jak strona rosyjska. W dokumencie tym czytamy bowiem: „Przy lądowaniu wojskowych statków powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej na lotniskach wojskowych Federacji Rosyjskiej oraz wojskowych statków powietrznych Federacji Rosyjskiej na lotniskach wojskowych Rzeczypospolitej Polskiej Strony zobowiązują się świadczyć następujące usługi: a) bezpłatnie: przekazywanie niezbędnych danych o lotniskach wojskowych; przekazywanie planów lotów, przekazywanie danych meteorologicznych; wykorzystanie wojskowych systemów nawigacyjnych na trasie lotu, przy starcie i lądowaniu; postój statku powietrznego”.

      MAK wyraźnie sobie kpi
      Ponadto podane w poniedziałek – rzekomo nowe – informacje są niczym innym jak potwierdzeniem wcześniejszych doniesień. Chociażby raportu z 19 maja, w którym czytamy, iż: „W procesie przygotowania do lotu załoga otrzymała za pokwitowaniem dane meteorologiczne, które obejmowały faktyczną pogodę i prognozę na lotnisku odlotu, na lotniskach zapasowych, a także prognozę pogody na trasie lotu. Faktycznych informacji pogodowych i prognozy na lotnisku docelowym Smoleńsk Siewiernyj załoga nie miała”. – Wszystkie opublikowane przez MAK na stronie internetowej informacje są więc już świetnie znane i robienie z nich „nowości” jest po prostu kpiną. Tak samo jak fakt, że przez ponad trzy miesiące MAK ustalał widoczność i kierunek wiatru na miejscu katastrofy.
      W komunikacie MAK czytamy: „O godz. 10.41 warunki atmosferyczne były następujące: wiatr przy gruncie 110-130 stopni, prędkość wiatru 2 m/s, widoczność 300-500 m, mgła, zachmurzenie 10 stopni warstwowe, dolna granica 40-50 m, temperatura: plus 1, plus 2 stopnie C”. Tymczasem w stenogramie z nagrań VCR polskiego tupolewa autorstwa tej samej instytucji mamy inne dane. Oto fragment stenogramu: „Kontrola lotów: ‚Lądowanie dodatkowo 120 – 3 metry'”. Czyli kierunek wiatru podano bardzo konkretnie: 120 stopni. Prędkość wiatru sprzeczna z rosyjskimi danymi, bo nie 2, lecz 3 m/s.
      Remigiusz Muś: „Arek, teraz widać 200”. Oznacza to, że widoczność – wbrew najnowszym, lecz wciąż szczątkowym rosyjskim ustaleniom – wynosi nie 300-500 m, lecz zaledwie 200 metrów. Remigiusz Muś potwierdził później, że właśnie to miał na myśli. – Nasuwa się pytanie, co w takim razie przez te 3 miesiące zrobili Rosjanie, skoro do dzisiaj nie są w stanie podać dokładnie, jaka była pogoda – mówią nasi eksperci.

      Co ma piernik do wiatraka?
      W dodatku MAK zaznacza, że „pogoda na lotniskach w Mińsku i Moskwie pozwalała 10 kwietnia na bezpieczne lądowanie”. A przecież pogoda w Moskwie nie ma w tym względzie kompletnie żadnego znaczenia, ponieważ wyznaczonymi lotniskami zapasowymi były Mińsk i Witebsk, nie zaś żadna Moskwa. Tymczasem o tym, jaka pogoda była 10 kwietnia w Witebsku, MAK już nie wspomina. Stwierdza, że podobne „niedociągnięcia”, polegające na „braku danych meteorologicznych na lotnisku docelowym”, można było odnotować także 7 kwietnia br., czyli gdy do Smoleńska leciał premier Donald Tusk.
      MAK poinformował także, że trwa obecnie analiza raportu końcowego materiałów otrzymanych od amerykańskiej firmy producenckiej na temat oceny informacji zapisanych przez pokładowy system ostrzegania przed zderzeniem TAWS oraz znajdujące się w Tu-154M pokładowe komputery FMS.
      Marta Ziarnik
      http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100721&typ=sw&id=sw12.txt

  63. JWS said

    ,,Jakie korzyści przyniosła zbrodniarzowi zbrodnia?”
    http://www.tvn24.pl/0,1665861,0,1,jakie-korzysci-przyniosla-zbrodniarzowi-zbrodnia,wiadomosc.html

    Odpowiadam pani Julii, dokładnie takie same jak pozbycie się polskich oficerów w Katyniu, czy też
    pozbycie się ponad 50 milionów niewinnych ludzi pod płaszczykiem frajera Stalina.

  64. JWS said

    Nie jest to może bezpośredni związek, ale warty obserwacji. Temat ,,likwidacja przeszkód”.
    http://wiadomosci.onet.pl/2200257,12,wojna_na_haki_lukaszenko_kompromituje_putina,item.html

  65. JWS said

    Niestety teza o spóźnieniu prezydenta z powodu imprezy alkoholowej legła w gruzach. Mimo to Janusz Palikot
    nie daje za wygraną, przystępuje do nowego zespołu.
    http://wiadomosci.onet.pl/2200315,11,janusz_palikot_zglosil_sie_do_zespolu_pis,item.html

  66. JWS said

    Kolejna litania na temat hipotez. Zamiast pisać o sprawach istotnych i zadawać konkretne pytania,
    dziennikarze mają pretensje do wszystkich ludzi, że głośno myślą i wymieniają poglądy.
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Co-wydarzylo-sie-w-Smolensku—nowe-teorie-,wid,12494607,wiadomosc.html?ticaid=1a8ff

  67. JWS said

    No nie, mało nie dostałem zawału. Aż się wystraszyłem. Zmarł człowiek uznawany za twórcę czarnych
    skrzynek, a zdjęcia do tego to skrzynki naszego Tu154.
    ,,Zmarł człowiek, który wynalazł czarne skrzynki” – już myślałem, że znalazł nasze skrzynki.
    http://wiadomosci.onet.pl/2200530,16,zmarl_czlowiek__ktory_wynalazl_czarne_skrzynki,item.html

    Powinni to zamieścić : http://www.portrait.gov.au/collection/1/783/lg_David%20Warren%20by%20unknown.jpg

  68. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24669

    Od wczoraj trwa nagonka na ukonstytuowany sejmowy zespół, który chce zająć się katastrofą smoleńską w trzech głównych aspektach. Posłowie, mówiąc w skrócie, chcą przyjrzeć się wszystkim okolicznościom, jakie miały miejsce przed katastrofą, w trakcie tragicznego lotu oraz działań strony polskiej i rosyjskiej po tragedii.

    Pomijając personalne ataki na Antoniego Macierewicza, wspólne motto polityków PO i SLD wspieranych przez „zaprzyjaźnione” media brzmi:

    Zespół sejmowy jest niewiarygodny i nie jest w stanie niczego wyjaśnić

    Tymczasem w polskim sejmie powinno wrzeć. Natychmiast parlamentarzyści powinni powrócić do podpisanego przez kilkadziesiąt tysięcy Polaków, apelu profesora Trznadla o powołanie międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn smoleńskiej katastrofy.

    Dzisiaj wiemy już ponad wszelką wątpliwość, czym jest MAK i kim jest 71 letnia generał Anodina.

    Opisał to Newsweek. Podpisanie się przez stronę polską pod raportem tak niewiarygodnej instytucji zakrawałoby na niewyobrażalny skandal. MAK jest w oczywistym konflikcie interesów i w ogóle tą katastrofą nie powinien się zajmować. Powraca pytanie o tajemniczą rozmowę Edmunda Klicha z Morozowem z MAK i forsowanie na tak dziwnym szczeblu, podczas rozmowy telefonicznej w trakcie jazdy samochodem, konwencji chicagowskiej.

    Rosjanie nie mogli sądzić, że prawda o MAK nie dotrze do polskiej opinii publicznej. Mimo to zrobili wszystko, aby ta kontrolowana przez władze Rosji, niewiarygodna instytucja badała smoleńską katastrofę. Co mają do ukrycia, że zaryzykowali skandal zamiast potraktować smoleńską tragedię zgodnie z praktyką międzynarodową, jako katastrofę samolotu wojskowego?

    Co zwycięży w polskich mediach? Skandal z MAK i Anodiną czy ponownie Palikot.

    Na koniec chciałbym powrócić do dnia wczorajszego i bezczelnych kłamstw powtarzanych przez polityków PO, SLD, blogerów s24 i niestety „wiodących” dziennikarzy. Wszyscy z wyraźną kpiną wmawiali opinii publicznej jak to Antoni Macierewicz seryjnie przegrywa sądowe procesy wytoczone mu po likwidacji WSI.

    Zwykła przyzwoitość wymaga, aby część rodaków poznała prawdę.

    Likwidator WSI Antoni Macierewicz wygrał procesy z powództwa:

    Mariusza Waltera, ITI, Jana Wejcherta, Edmunda Ochnio, Tomasza Romaniuka, Marcina Krzyżycha, Krzysztofa Kluzka, Wojciecha Pogonowskiego, Krzysztofa Polkowskiego, Macieja Górskiego, Edwarda Mikołajczyka, Krzysztofa Biernata.

    Swego czasu Donald Tusk przed kamerami grzmiał o odebraniu Macierewiczowi certyfikatu bezpieczeństwa. Tego jak ta sprawa się zakończyła już opinia publiczna się nie dowiedziała.

    ABW umorzyła postępowanie w sprawie ewentualnego zabrania certyfikatu Antoniemu Macierewiczowi i odstąpiła od dalszego postępowania. Szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztof Bondaryk przekazał Posłowi Macierewiczowi decyzję nr 73/2009 o umorzeniu postępowania sprawdzającego wobec Posła. Postępowanie to ABW wszczęła po tym, gdy Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał nieważność decyzji Premiera Tuska o odebraniu certyfikatu Posłowi Macierewiczowi

    Mirosław Kokoszkiewicz

    • weronika said

      KOMENTARZ BIBUŁY: Do listy osób przyłączających się nie tyle do merytorycznej krytyki – bo tej brakuje – ile do nagonki typu “co zrobi PiS, to musi być złe”, należy dorzucić m.in. Macieja Eckardta (“Mini poradnik dla naiwnych prawicowców“, “Nie tego potrzebują ofiary“), zacytowanego przez wiele portali prawicowych. Widocznie zwykła nienawiść do PiS-u jako takiego (któremu oczywiście można wiele zarzucić, tego nikt nie zaprzecza, ale przecież w tej walce nie chodzi o przesianie dobrego od złego, lecz o mocniejszy cios w przeciwnika), zasłania oczy wielu tzw. narodowcom, którzy widocznie nie dostrzegają grozy sytuacji, w której instytucje państwowe do tego powołane, jak i naczelne władze, nie spełniają swoich obowiązków w wyjaśnieniu tajemniczej katastrofy pod Smoleńskiem. Katastrofy, w której władze rosyjskie bałamucą opinię publiczną – polską, rosyjską, międzynarodową.

      Być może dla wielu “narodowców” w imię walki z PiS-em wygodniej jest po prostu zapomnieć o sprawie, zapomnieć tym samym o poniewieranych przez państwo rosyjskie ofiarach – zapomnieć i zamknąć oczy nawet na tę nagą prawdę, że obecnie nikt poza posłami PiS-u nie chce się zająć wyjaśnieniem katastrofy. Widocznie w swej nienawiści do Kaczyńskich, lepiej krytykować cokolwiek oni zrobili, czy cokolwiek robi obecnie Jarosław Kaczyński. Widocznie lepiej spontanicznemu ruchowi obywatelskiemu pragnącemu wyjaśnienia okoliczności katastrofy, przyczepić imię Edwarda Gierka – bo to tak prześmiewczo brzmi. Tylko, że w swej negacji ci “narodowcy” stają dokładnie w szeregu z ludźmi Palikota, stają po stronie tych, którzy nie pragną wyjaśnienia katastrofy, stają się wyznawcami tezy o polskim pilocie-samobójcy, uknutej przez stronę rosyjską już w kilka minut po katastrofie, stają się czołobitnie i irracjonalnie pro-rosyjscy oraz – o dziwo – stają się również orędownikami wyprzedaży majątku narodowego, prywatyzacji szpitali, itp. Cóż, widocznie ich deklaracje ”narodowe” są całkiem szczere, lecz niekoniecznie związane są z narodem polskim i Jego dobrem.

  69. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24697

    Zawsze orzekają winę pilotów

    Remontujący polski samolot zakład w Samarze uzyskał aż trzy różne certyfikaty MAK, za których wydanie gremium to otrzymało za pośrednictwem spółki Avia Register po 3 miliony dolarów

    Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, który ma wyjaśnić okoliczności katastrofy polskiego samolotu Tu-154M 101, spowity jest niekończącym się pasmem skandali i niewyobrażalnych wręcz afer korupcyjnych.

    We władzach Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego zasiadają wyłącznie Rosjanie. – Nie ma tam żadnego cudzoziemca, tak więc nie ma mowy o jakimkolwiek międzynarodowym charakterze tej struktury – zauważa w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” jeden z pilotów PLL LOT.

    – W interesie strony rosyjskiej wyraźnie leży udowodnienie, że polski Tu-154M był sprawny technicznie. Zwalnia to bowiem producentów tupolewa oraz jedne z największych rosyjskich zakładów lotniczych Aviakor w Samarze od obowiązku wypłaty odszkodowań rodzinom ofiar katastrofy – podkreśla nasz rozmówca. Remontujący polski samolot zakład w Samarze uzyskał aż trzy różne certyfikaty MAK (głównie na produkowane przez siebie samoloty), za których wydanie organizacja ta otrzymała za pośrednictwem spółki Avia Register po 3 miliony dolarów (zgodnie z taryfikatorem MAK). Wykluczenie awarii maszyny będzie więc priorytetem MAK. – W związku z tym kierowana przez gen. Tatianę Anodinę instytucja nie może być uważana za bezstronną – dodaje pilot.

    Międzypaństwowy Komitet Lotniczy został powołany do działania po upadku Związku Sowieckiego, a dokładniej po powstaniu Wspólnoty Niepodległych Państw 30 grudnia 1991 roku. Miał odpowiadać za przestrzeń powietrzną wszystkich 11 państw wchodzących w skład WNP i sprawować całkowitą pieczę nad postsowiecką przestrzenią powietrzną. Nie tylko ustala on przyczyny katastrof lotniczych, lecz także wydaje pozwolenia na eksploatację niemal całego sprzętu wykorzystywanego przez lotnictwo cywilne, również certyfikuje samoloty. Bez zgody MAK w Rosji w powietrze nie może wzbić się żaden samolot ani funkcjonować żadne lotnisko.

    Ponadto, jak zauważa tygodnik “Newsweek”, MAK działa na bardzo osobliwych zasadach. Z jednej strony – w oparciu o kodeks handlowy Federacji Rosyjskiej – funkcjonuje jak przedsiębiorstwo, pobierając niebotyczne opłaty za wydane certyfikaty (za każdy certyfikat inkasuje 3 mln USD). Z drugiej zaś strony, posiada status przedstawicielstwa dyplomatycznego, który został mu przyznany przez rząd. Przy badaniu przyczyn katastrof lotniczych MAK tak naprawdę ocenia sprzęt, któremu sam wcześniej wydał certyfikat, czyli opiniuje własną pracę. Dzięki uzyskanemu od rządu statusowi dyplomatycznemu szefów MAK chroni immunitet, a Komitet nie tylko nie podlega żadnej instytucji, lecz także jego pracownicy nie ponoszą odpowiedzialności sądowej podczas wykonywania obowiązków służbowych. Od decyzji MAK nie ma zatem odwołania. Wspomniane absurdy najlepiej obrazują niekończące się skandale wokół działalności i postanowień komisji (które zawsze są skrzętnie zamiatane pod dywan). Znamienne, że MAK zawsze winą za katastrofę obarcza pilotów. Tak też jest w przypadku polskiego tupolewa.

    Tymczasem, jak podkreśla “Gazeta Polska”, powołując się na rosyjską gazetę “Stringer”, stworzony pod pretekstem utrzymania jednolitości lotnictwa na terenie WNP MAK nie jest organizacją legalną, “ponieważ – według konstytucji Federacji Rosyjskiej – międzypaństwowe umowy muszą być ratyfikowane w Dumie Państwowej. Jednak umowy zawarte między państwami i MAK nie były ratyfikowane”. Ponadto uchwała rządu Czernomyrdina (nr 367) z 23 kwietnia 1994 r., w której MAK udzielono pełnomocnictw federalnego zarządu Federacji Rosyjskiej na wydawanie certyfikatów dotyczących techniki lotniczej, została przygotowana wbrew konstytucji Rosji.

    Wypadły silniki? Nie szkodzi

    Jednym z pierwszych przypadków obnażających wyraźnie patologiczne mechanizmy działania MAK była katastrofa transportowca An-124 Rusłan z 1997 r., który spadł na osiedle mieszkalne w Irkucku, zabijając 72 osoby. I choć bezpośrednią przyczyną tragedii była awaria silników, które nagle przestały pracować, MAK stwierdził, że doprowadził do niej “błąd ludzki”. Innego stanowiska Komitetu nie można było się spodziewać choćby z tej racji, że MAK osobiście wydał wcześniej certyfikat na wspomniane urządzenia.

    Kolejnym przykładem jest historia pilota linii Azor-Awia Aleksandra Kazancewa, któremu Komitet przypisał całą winę za rozbicie samolotu Ił-76 w 2004 roku na lotnisku w Baku. W 2007 roku Kazancew wytoczył liniom lotniczym, w których pracował, proces o zniesławienie. Jak później tłumaczył, tylko tak mógł – choć pośrednio – oskarżyć objętych immunitetem dyplomatycznym specjalistów MAK. Przedstawił on wówczas dokumenty, z których wynikało, że silniki Iła-76 na 7 lat przed katastrofą zostały przez właściciela skreślone ze stanu i zakwalifikowane jako złom. Jednak tuż przed wypadkiem te same, zużyte silniki, znów do iła zamontowano, i to za zgodą MAK. Co więcej, w trakcie sprawy okazało się, że tuż przed katastrofą przewoźnik ubezpieczył maszynę na 10 mln USD.
    W podobny ton wpisuje się także katastrofa ormiańskiego samolotu A320, który w 2006 roku runął do morza podczas podchodzenia do lądowania. Zginęło 113 osób. MAK oskarżył o to załogę, tuszując dowody świadczące o błędach obsługi lotniska i fatalnym stanie technicznym portu lotniczego (który – podobnie jak we wszystkich innych przypadkach – wcześniej sam certyfikował). Ormiańskie media i eksperci żądali wystąpienia Armenii z Komitetu.

    Międzypaństwowy Komitet Lotniczy natychmiast też wkroczył do akcji mającej na celu wyjaśnienie przyczyn katastrofy polskiego samolotu rządowego z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 ważnymi osobami na pokładzie. Podkreślając swoją rzekomo niezastąpioną rolę w śledztwie, pisano: “Ważne jest to, by dochodzenie prowadziła właśnie organizacja międzynarodowa, która kieruje się normami prawa międzynarodowego i dysponuje dużym doświadczeniem międzynarodowych dochodzeń w 53 krajach świata. Wysoko cenimy to, że od samego początku dochodzenia mamy wsparcie kolegów z USA, państw Unii Europejskiej, które oświadczyły, iż nie kwestionują niezależności, obiektywności i profesjonalizmu naszej Komisji” (raport MAK z 20 maja br. dotyczący katastrofy smoleńskiej).
    Przeciwko stosowanym standardowo przez MAK praktykom obarczania winą za katastrofę samolotów ich załogę, kilkakrotnie protestowali sami rosyjscy piloci, zarzucając Komitetowi, że jako sędzia we własnej sprawie, wciąż tendencyjnie pomija wpływ usterek urządzeń lotniskowych i maszyn, które certyfikuje. W 2003 roku sposób działania MAK w specjalnej uchwale zdecydowanie skrytykowała także rosyjska Duma. W uchwale napisała m.in.: “MAK nie przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa ruchu lotniczego. Jako organizacja międzynarodowa zwolniony jest z podatków, a jednocześnie czerpie ogromne zyski z certyfikacji lotnictwa. Jednoczesne przyznawanie certyfikatów i orzekanie o przyczynach katastrof doprowadziło do tego, że główną przyczyną wypadków lotniczych, którą orzeka MAK, stał się czynnik ludzki. Tym samym Komitet unika odpowiedzialności za katastrofy lotnicze, przenosząc ją na załogi samolotów. Działalność MAK na terytorium Federacji Rosyjskiej nie służy interesom kraju. Z powyższych powodów Komitet powinien zaprzestać swojej działalności i zostać zastąpiony przez organa państwowe”. Pomimo wezwania Dumy tak się jednak nie stało, a Komitet z każdym rokiem wplątywał się w coraz to nowe skandale wokół własnych orzeczeń, a także w zakrojone na niespotykaną skalę afery korupcyjne. Jak podkreśla “Newsweek”, wykorzystuje on swoją pozycję i swoje kompetencje do zakulisowej gry na rynku, który sam reguluje.

    Korupcja

    Działalność korupcyjna Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego nierozerwalnie związana jest z szefową tego gremium, generałem lotnictwa Tatianą Anodiną, nazywaną “generałem w spódnicy Władimira Putina”.

    Jej syn, Aleksander Pleszakow, jest założycielem i współwłaścicielem drugich co do wielkości rosyjskich linii lotniczych Transaero (sama Anodina jest także akcjonariuszką firmy), które powstały w listopadzie 1991 roku dzięki wsparciu możnego protektora Anodiny Jewgienija Primakowa (były premier Rosji i konkubent szefowej MAK). Dzięki protekcji służb specjalnych spółka zyskała pierwszych klientów, a błyskawicznie stworzyła własną flotę przy wsparciu MAK. Pierwsze loty Transaero na trasie Moskwa – Tel Awiw, które przyniosły Pleszakowi niewyobrażalną fortunę, miały związek z wydaną przez ZSRS pod koniec lat 80. zgodą na emigrację obywateli pochodzenia żydowskiego, którzy oddawali cały majątek za bilet lotniczy. Transaero przejął kontrolę nad tym olbrzymim rynkiem, który z każdym rokiem przynosił niewyobrażalne dochody. Całą zaś operację nadzorował i zabezpieczał KGB.

    Prawdziwy jednak skandal wybuchł w lutym 2003 roku, kiedy Komitet cofnął certyfikat zezwalający na latanie Iłom-86 produkowanym przez wytwórnię Iljuszyna. Po półrocznym śledztwie dotyczącym katastrofy z udziałem Iła-86 na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo z 2002 roku MAK stwierdził, że Ił-86 jest maszyną wadliwą, zatem zakazał jej używania. Tym samym uziemiona została flota ponad 50 samolotów wykorzystywanych przez prawie wszystkich rosyjskich przewoźników obsługujących loty dalekiego zasięgu. I znów ciekawostka: jedyną firmą, która nie miała na stanie Iłów-86, okazała się… Transaero. Wówczas przeciwko decyzji Komitetu zaprotestowali: zakłady Iljuszyna, wszystkie rosyjskie linie lotnicze (oprócz oczywiście Transaero), piloci, ministerstwo transportu, a także sama Rada Federacji. MAK się ugiął i cofnął embargo.

    Na kolejny korupcyjny skandal z udziałem duetu Transaero-MAK nie trzeba było długo czekać. W 2005 roku kontrolerzy rosyjskiej Izby Obrachunkowej wykryli gigantyczne długi spółki wobec budżetu państwa. Chodziło o 300 mln USD zaległego cła za sprowadzane z USA boeingi. W niedługim jednak czasie szef rzeczonej Izby Siergiej Stiepaszyn zapewnił, że żadnych długów nie ma, a wcześniejsza informacja wynika ze zwykłej pomyłki szeregowych kontrolerów. Jak jednak później ujawnił jeden z inspektorów Władimir Fedotkin, zarówno na niego, jak i na innych, którzy kontrolowali Transaero, brutalnie naciskało kierownictwo Izby na czele z samym Stiepaszynem, żądając zmiany danych z kontroli. Firma Pleszakowa od początku istnienia była wspierana i faworyzowana przez MAK. Dzięki temu uzyskała specjalne zwolnienie z podatków i ceł na sprowadzane z zagranicy samoloty. Aleksander Pleszakow od kilku lat “świadczy” różnorodne przysługi Władimirowi Putinowi i obozowi rządzącemu. Założył także własną partię polityczną, która w Dumie wsparła Putinowską Jedyną Rosję. Z chwilą rozpoczęcia oficjalnej działalności politycznej Pleszakow zrezygnował z fotela prezesa Transaero, przekazując go żonie.

    Marta Ziarnik

  70. weronika said

    Nie sądzę, by pilot świadomie “poszedł do ziemi”

    Z płk. rez. Robertem Latkowskim, pilotem, dowódcą 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w latach 1986-1999, rozmawia Marcin Austyn

    Wygłaszanie opinii o odpowiedzialności pilotów za katastrofę polskiego tupolewa w chwili, kiedy nie znamy szczegółów sprawy, jest właściwe?
    – Nie. Takie opinie są krzywdzące. Kiedy wszystkie fakty będą znane i komisja badająca ten wypadek tak właśnie orzeknie, to dopiero wówczas można podobne oskarżenia formułować. Na obecnym etapie, kiedy mamy tylko szczątkowe informacje, jest za wcześnie na wygłaszanie tego typu sądów.

    Systematycznie pojawiają się sugestie, jakoby piloci czuli presję i lądowali “na siłę”. Jak Pan je ocenia? Doświadczony pilot specpułku pozwoliłby sobie na latanie pod presją?
    – Nie podchodzę poważnie do tego typu informacji. Mam wrażenie, że komuś bardzo zależy, by tworzyć tego typu “przecieki”. Nie jestem też w stanie racjonalnie wytłumaczyć sobie tego, że pilot świadomie “poszedł do ziemi” i zabił ludzi.

    Piloci są przygotowani na tego typu sytuacje?
    – Pilot wie, jakie ma warunki, jakie warunki ma samolot, lotnisko – i nie może tego złamać. Sam miałem sytuacje, w których na mnie naciskano, ale nigdy się nie ugiąłem. Nie znałem też takiego przypadku. Owszem, piloci sygnalizowali, że były próby np. wymuszenia lotu mimo złej pogody, ale radziliśmy sobie z tego typu sytuacjami.

    Pana zdaniem, upublicznione stenogramy rozmów załogi Tu-154M wniosły coś do sprawy?
    – Stenogram bez zapisu z rejestratora pokładowego, który zapisuje parametry lotu, to tylko fragment wyrwany z całości. Te elementy muszą być ze sobą połączone. Dopiero wówczas można orzec, czego dotyczyła dana komenda i jakie wtedy były parametry lotu. Obecnie mamy całą masę niejasności. Próbuje się wyliczać prędkości zniżania, ale to są działania wykonywane na podstawie komend i czasu, a nie dokładnych danych z rejestratora. Dlatego jestem tu bardzo ostrożny i czekam na wyniki prac komisji. Wtedy będziemy mieli pełny obraz sytuacji i będzie można się do niego odnosić.

    Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w ostatnim komunikacie oznajmił, że wylot do Smoleńska był źle przygotowany, nie dysponowano prognozami…
    – Nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji. Idąc do samolotu, pilot musi mieć rozkaz lotu, prognozę i założony plan lotu. Bez tego pilot nie wsiada do samolotu. Sam byłem pilotem i nigdy nie zdarzyło mi się usiąść za sterami bez komunikatu meteorologicznego. To nieistotne, czy ma być to lot szkolny czy treningowy, ze zwykłym pasażerem czy z VIP-em.

    Jak Pan ocenia wstrzemięźliwość resortu obrony oraz Dowództwa Sił Powietrznych wobec głosów oskarżających pilotów?
    – Mogę zrozumieć to, że dowództwo sił powietrznych nie odnosi się do każdej padającej z boku teorii i nie próbuje się tłumaczyć. W lotnictwie obowiązuje zasada, że trzeba czekać na wyniki prac komisji. To czasami trwa długo, ale bez tego możemy tylko dywagować, a przy tym wyrządzić komuś krzywdę. Nie wykluczam, że piloci mogli popełnić błąd, ale do tego trzeba dojść i to udowodnić. A jeśliby się okazało, że tak rzeczywiście było, trzeba udowodnić naciski. Dziś nic nie wiemy. Opinia publiczna chciała coś usłyszeć, więc podano strzępy informacji i każdy manipuluje nimi tak, jak mu wygodnie.

    Dziękuję za rozmowę.

    Za: Nasz Dziennik, Czwartek, 22 lipca 2010, Nr 169 (3795)

  71. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24686

    Pełnomocnicy zapowiadają weryfikację

    Czyje podpisy znajdują się pod protokołem sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Co zawiera protokół oprócz ogólnikowego stwierdzenia, że we krwi prezydenta nie stwierdzono alkoholu? Czy polska prokuratura zweryfikuje dokument przesłany przez stronę rosyjską? I dlaczego na przetłumaczenie protokołu pełnomocnicy czekali aż dwa miesiące?

    “W następstwie badania sądowo-chemicznego we krwi prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie stwierdzono alkoholu” – informuje Naczelna Prokuratura Wojskowa we wczorajszym komunikacie. NPW podała także, że tłumaczenie protokołu sekcji zwłok prezydenta otrzymała w ubiegłym tygodniu, tj. w czwartek, 15 lipca. Dlaczego prokuratura zwlekała z jego ujawnieniem? “Dokument ten nie został upubliczniony po wpłynięciu do prokuratury z uwagi na pierwszeństwo zapoznania się z dokumentem przez osoby najbliższe Pana Prezydenta. Jarosław Kaczyński oraz jego pełnomocnik uzyskali dostęp do protokołu i zapoznali się z jego treścią” – podaje NPW. “Informujemy, iż wszystkie czynności związane z oględzinami i otwarciem zwłok Pana Prezydenta, jak też zakres zleconych badań, w tym także toksykologicznych, wykonywane były z urzędu, na polecenie Prokuratury Federacji Rosyjskiej” – czytamy w komunikacie NPW.

    Jak potwierdza prokuratura, protokół sekcji zwłok prezydenta Kaczyńskiego jest jedynym, jaki strona polska otrzymała od prokuratury rosyjskiej. Oczekuje na dalsze 95 protokołów sekcji zwłok kolejnych ofiar katastrofy. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski deklarował tuż po powrocie z dwudniowej wizyty w Rosji, że protokoły sekcji zwłok ofiar katastrofy powinny trafić do Polski jeszcze w sierpniu br. Jak powiedział w rozmowie z “Naszym Dziennikiem” Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej, protokół sekcji zwłok Lecha Kaczyńskiego jest dokumentem kilkunastostronicowym. Informację tę potwierdził również mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik sześciu rodzin ofiar katastrofy, w tym Jarosława Kaczyńskiego. Jego zdaniem, dokument ten jest obszerny w porównaniu z innymi tego typu dokumentami.

    Rogalski twierdzi, że ewentualna weryfikacja protokołu sekcji zwłok prezydenta Kaczyńskiego przez polską prokuraturę wiązałaby się z analizą metodyki przeprowadzenia tej sekcji przez stronę rosyjską. Rogalski nie wyklucza, że w przypadku pozostałych ofiar katastrofy można byłoby przeprowadzić ekshumację zwłok. Do tego jednak konieczne jest najpierw otrzymanie od Rosjan kolejnych protokołów.
    Pełnomocnicy rodzin nie chcą wypowiadać się szerzej o tym dokumencie ze względu na fakt, że jest on objęty klauzulą tajności. Czy jest coś, co po lekturze materiału wzbudziło niepokój mecenasa? – Nie mogę wypowiedzieć się na ten temat – stwierdził Rogalski. Powiedział tylko, że dokument był “długi”. W ocenie pełnomocników, stwierdzenie o braku alkoholu we krwi śp. prezydenta obala wszelkie insynuacje wiceszefa klubu PO Janusza Palikota, który na początku lipca mówił, że najbardziej prawdopodobną hipotezą dotyczącą tragedii smoleńskiej jest hipoteza współwiny Lecha Kaczyńskiego za tę tragedię. – Mamy teraz wyraźne, kategoryczne stwierdzenie, które zadaje kłam temu, co mówił poseł Palikot. Zostały wykazane oszczercze i znieważające kłamstwa wymierzone w osobę śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez pana Palikota, jak również przez tzw. sławnych adwokatów, którzy swego czasu popierali pana Palikota co do badań na zawartość alkoholu, imputując, że prezydent mógł być pod jego wpływem i tak podejmował wszelkie decyzje na pokładzie samolotu – mówi Rogalski.

    Porcjowanie informacji

    Jak informuje mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, jeszcze przed dwoma miesiącami prokuratura poinformowała go, iż protokół sekcji zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego do nich wpłynął i jest tłumaczony. – Co to więc za dokument, którego nie można przetłumaczyć szybciej? Sprawia to wrażenie, że wiadomości podawane przez prokuraturę są nam porcjonowane. Jak oni mogą mówić, że śledztwo jest prowadzone dynamicznie w sytuacji, w której proste techniczne czynności wykonuje się tak długo – zastanawia się Pszczółkowski. W ocenie pełnomocników rodzin, wszystkie materiały, jakie dotąd dotarły do prokuratury z Moskwy (są to m.in. protokoły identyfikacji rzeczy ofiar katastrofy) nie są decydujące i kluczowe dla określenia przyczyn katastrofy. – Oczekiwalibyśmy od strony rosyjskiej przekazania ważniejszych dokumentów, które znajdują się do dziś w rękach prokuratorów rosyjskich. Mam na myśli protokoły sekcji zwłok, oględzin miejsca zdarzenia i oględzin wraku – tłumaczą mecenasi Rogalski i Pszczółkowski. – Jedyna nadzieja w tym, że Rosja nie będzie blokować pomocy prawnej – zastrzega Pszczółkowski. Czy jest możliwe, że tych materiałów po prostu fizycznie w Rosji nie ma? Zdaniem Pszczółkowskiego, może o tym świadczyć wypowiedź wicepremiera Siergieja Iwanowa, który oświadczył niedawno, iż strona polska więcej dokumentów nie otrzyma, ponieważ dostała już wszystko, co miała dostać.

    Niepokój prawników budzi też fakt, iż do tej pory nie otrzymali żadnej odpowiedzi na wnioski złożone do polskiej prokuratury, m.in. w sprawie wglądu w akta rozmów przeprowadzonych między załogą a wieżą kontrolną w Smoleńsku. Jak przekonuje prof. Piotr Kruszyński, karnista, decyzję o ewentualnej ekshumacji prokuratura może wydać bez zgody rodzin ofiar, ale tylko w bardzo wyjątkowej sytuacji. Jego zdaniem, podstawą mogłoby być stwierdzenie urzędu prokuratorskiego, że pierwotną sekcję przeprowadzono w sposób nieprawidłowy. – Musiałyby być bardzo silne przesłanki ku temu, np. podejrzenie, że w trumnach znajdują się szczątki niewłaściwych osób – tłumaczy Kruszyński.

    Zweryfikować opowieści Kopacz

    – W rozmowie z “Gazetą Wyborczą” rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa powiedział, że nie było patomorfologów przy sekcji zwłok, tak samo nie było też prokuratorów. Oni tylko identyfikowali zwłoki. Pytamy więc premiera Donalda Tuska, czy tylko opinia publiczna była wprowadzana w błąd, czy także on sam był wprowadzany w błąd – podnosił wczoraj poseł Antoni Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską. Jak zauważył, kiedy 29 kwietnia minister zdrowia Ewa Kopacz relacjonowała swój pobyt w Moskwie, mówiła wtedy, że polscy patomorfolodzy wspólnie z lekarzami rosyjskimi przeprowadzili sekcję. – Mówiła to w obecności pana premiera Tuska. Pytamy więc, czy wprowadziła w błąd tylko opinię publiczną czy także premiera. Czy też wiedział on, że Kopacz mówi nieprawdę, i to akceptował? – pytał Macierewicz.

    28 lipca w sali konferencyjnej Centralnej Biblioteki Wojskowej w Warszawie ma się odbyć spotkanie przedstawicieli Prokuratury Generalnej, Naczelnej Prokuratury Wojskowej, Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz Żandarmerii Wojskowej z rodzinami ofiar katastrofy lotniczej w Smoleńsku oraz ich pełnomocnikami. Spotkanie to będzie dotyczyć współpracy z Federacją Rosyjską.

    Anna Ambroziak

  72. JWS said

    Prokuratura mówi swoje, a Palikoty mówią swoje. Palikot powinien sprawdzić czy prokuratorzy mając na uwadze zamach, nie pracują pod wpływem alkoholu. Bo przecież kłóci się to z jedynie słuszną, od samego początku, teorią błędu pilota i silnej presji psychicznej wywieranej przez prezydenta.

    http://wiadomosci.onet.pl/2200706,11,cztery_hipotezy_ws_katastrofy_tu-154_wszystkie_sa_wazne,item.html

  73. JWS said

    Prezes Kaczyński jakimś cudem nie poleciał, to znajdowane są inne sposoby pozbycia się go :
    ,,Palikot proponuje emeryturę prezesowi PiS; „będę panu wypłacał pobory do 65. roku życia””.

    http://wiadomosci.onet.pl/2200720,11,palikot_proponuje_emeryture_prezesowi_pis_bede_panu_wyplacal_pobory_do_65_roku_zycia,item.html

    ,,Im szybciej zniknie Pan z polskiej sceny politycznej tym lepiej.” – czyżby zapowiedź dalszych działań ?

  74. JWS said

    Cały wywiad z tubą propagandową :
    http://wiadomosci.onet.pl/2200850,11,palikot_lech_kaczynski_zginal_wskutek_wlasnej_glupoty,item.html

    1) ,,Nie, dlatego że Jarosław Kaczyński oszukiwał Polaków przez trzy miesiące mówiąc, że jest kimś innym i że przeszedł przemianę…”
    Co to ma wspólnego ze sprawą, JK zmienił się medialnie i postanowił działać podobnie jak jego przeciwnicy.
    JP ma pretensje raczej o to, że JK nie zmienił się na obłudnika.

    2) ,,Jeżeli ja mówię, że Lech Kaczyński ma krew na rękach, to stawiam realną tezę, która brzmi: odpowiedzialny za katastrofę smoleńską jest Lech Kaczyński.”
    JP uważa swoich słuchaczy za debili. Odpowiedzialny, ale jak ? Trzeba wymienić bezpośredni związek.

    3) ,,Jeżeli Joachim Brudziński mówi, że Lech Kaczyński leżał w błocie, nie jest to prawda.”
    Panie pośle pan ma chyba urojenia, wszystkie ciała leżały w błocie po wypadku. Ani jedno nie wskoczyło bezpośrednio do worka foliowego. Chyba że JP ma jakieś informacje że było inaczej. Może ktoś przeżył ?

    4) ,,Przykro mi z tego powodu, ale jeżeli pełnomocnik rodziny Gosiewskiego domaga się ekshumacji zwłok byłego posła PiS i innych osób i jeżeli Radio Maryja, Jarosław Kaczyński, Macierewicz i cała elita PiS twierdzi, że to był zamach, że wszyscy się zmówili i nie wiadomo co się stało z tymi osobami, które tam zginęły to, to jest to rodzaj obłędu. Dzisiaj nie ma najmniejszej podstawy do takiego myślenia.”
    Nikt nie dostał wyników prawidłowo przeprowadzonej sekcji i nie wie kto lub co zostało zapakowane do trumien. A o zamachu przecież także myśli prokuratura.

    5) ,,Więc jeśli ja się domagałem sprawdzenia alkoholu we krwi Lecha Kaczyńskiego, to ja nie mówiłem niczego, co nie byłoby standardową, normalną procedurą.”
    Wszyscy nie chcą innych dowodów jak tylko te o których mowa.

    6) ,,Teraz mamy wiedzę, że prezydent był człowiekiem przytomnym racjonalnie funkcjonującym i mimo wszystko wywierał presję…”
    JP nadal ma urojenia, to oczywiste, że piloci wcale nie potrzebowali aby ktoś wywierał na nich presję,
    bo po to lecieli, aby wylądować. To nie była wycieczka krajoznawcza. To było zadanie do wykonania, które
    powierzył naszym żołnierzom nasz rząd.

    7) ,,Uważam, że winnym tej tragedii jest Lech Kaczyński, który wraz z całym swoim otoczeniem wywarł presję na pilota, a on temu uległ.”
    Tak wywarł, tylko gdzie o tym mowa. Nawet gdyby był przyłożony pistolet do głowy pilota, to lądowanie
    wykonałby zgodnie ze sztuką lotniczą. JP musiałby pójść dalej w swoich dywagacjach i przekwalifikować próbę wywarcia presji na zmuszenie do popełnienia samobójstwa a tym samym LK stałby się samobójcą.

    8) ,,Ja chciałbym się dowiedzieć, czy Jarosław Kaczyński wpływał na Lecha Kaczyńskiego ws. lądowania.”
    No właśnie, być może prezydent nie był samobójcą. Może ktoś inny zmusił go do popełnienia samobójstwa.
    Ja bym pociągnął dalej gdyby okazało się że to nie JK, może to jakieś rozgrywki w PIS wpłynęły na JK, który
    zmusił LK. Panie pośle polecam trochę odpoczynku, Tworki, Kocborowo, Choroszcz, Srebrzyski czekają na pana.

    9) ,,W języku dyplomatycznym, to był prywatny wyjazd, bo nie było zaproszenia głowy państwa czy innej ważnej figury państwowej innego kraju. Ten wyjazd był spowodowany chęcią przykrycia środowego wyjazdu Tuska i pojednania polsko–rosyjskiego.”
    Kwalifikację tego wyjazdu uczynił nasz rząd. Pierwszy był zaplanowany wyjazd 10.04 a później ,,Środowy wyjazd”. Dlaczego JP przestawia fakty ?

    10) ,,Bitwa o interpretację, świadomość i mentalność – to jest ta bitwa, która się teraz rozstrzyga.”
    Właśnie dlatego JP przestawia fakty i wcale nie należą się mu wczasy w w/w ośrodkach wczasowych. Jasno i wyraźnie ,,wypaplał” o co tak naprawdę chodzi. Chodzi o szum i matactwo. A to zmienia kategorię kurortu.

    11) ,,Zamierzam złożyć na te wszystkie osoby zawiadomienie do prokuratury. Prokuratura i ministerstwo sprawiedliwości nie wywiązało się ze swoich obowiązków.”
    Czyżby zapowiedź dalszych działań wobec przeciwników ideologicznych ?

    12) ,,Nikt nie chciał go zamordować, z nikim nie walczył, nie jechał na wojnę i gdyby postępował w sposób zdroworozsądkowy, racjonalny i bez kompleksów, to nie byłoby tej tragedii.”
    Cóż JP miał na myśli w związku z racjonalnym, zdroworozsądkowym postępowaniem LK. Czy może chodziło o ugodę w sprawach biznesowych ? Był przeszkodą ? W czym ? Może JP podzieliłby się swymi podejrzeniami z prokuraturą ?

    13) ,,Obraża poczucie rozsądku Polaków Antoni Macierewicz i uderza w istotę społeczeństwa mówiąc, że to była zbrodnia, kiedy wiemy, że tam do zbrodni nie doszło.”
    Postawa życzeniowa aby Polacy nie wierzyli w to co robi prokuratura.

    14) ,,Bo jest wojna medialna. Bo jest wojna o wrażenia i interpretację Polaków.”
    Tak absolutna racja. JP chciałby aby to była tylko medialna sprawa i nie doczekała się wyjaśnienia.

    15) ,,To był zły prezydent, a katastrofa to tragiczny wypadek wynikający z głupoty i nieprzestrzegania procedur.”
    JP powinien domagać się opublikowania procedur które zostały złamane i w którym momencie. Krok po kroku.
    Co do głupoty, niestety zgadzam się. Prezydent dał się nabrać. Myślał, że żyje w normalnym kraju, a okazało się, że jest inaczej. Myślał, że leci do normalnego kraju, okazało się, że jest inaczej.

    Reasumując JP wie czego chce i jakie są jego przesłanki oraz cele uczestniczenia w tym cyrku medialnym.
    Cyrk medialny – jedyny cel JP.

    • JWS said

      Inni w tej sprawie :
      http://blogmedia24.pl/node/33704

    • Magda said

      8) ,,Ja chciałbym się dowiedzieć, czy Jarosław Kaczyński wpływał na Lecha Kaczyńskiego ws. lądowania.”-
      jasne, ten samolot był zdalnie sterowany a Jarosław trzymał joystick.

      ,,W języku dyplomatycznym, to był prywatny wyjazd, bo nie było zaproszenia głowy państwa czy innej ważnej figury państwowej innego kraju. Ten wyjazd był spowodowany chęcią przykrycia środowego wyjazdu Tuska i pojednania polsko–rosyjskiego.”
      a z czego to niby ma wynikać?Na lotnisku w Smoleńsku na samolot oczekiwała delegacja powitalna, w skład której wchodzili przedstawiciele władz FR i władz miejscowych oraz ambasady RP w FR.W planie lotu- lot miał status wojskowy z ważną osobą na pokładzie-proszę wskazać z czego wynika rzekomy prywatny status wizyty?

      • ndb2010 said

        23 lutego Andrzej Kremer kieruje do Kancelarii Prezydenta pismo gdzie pada pierwszy raz data 10 kwietnia i kategoryczne wymuszenie (ze względów organizacyjnych) potwierdzenia tej daty wylotu.

        Jednocześnie rząd D.Tuska ustala i informuje jakim grupom osób bedzie przewodniczył prezydent i jakie grupy osób będą mu towarzyszyc w czasie oficjalnej wizyty delegacji panstwowej

        2 marca marszałek sejmu B.Komorowski prosi aby prezydent na pokłada samolotu zabrał posłow i senatorów.

        http://ndb2010.salon24.pl/210074,krotki-tekst-o-zabijaniu-czesc-1

        3 marca Prezydent potwierdza że będzie 10.04.2010 w czasie oficjalnej częsci obchodów

        3 marca W.Putin proponuje w rozmowie telefonicznej D.Tuskowi rozdzieleni obchodów.

        4 marca D.Tusk się zgadza.

        Czyli gdy prezydent się zgodził i potwierdził wizytę to była to jedyna data, gdy leciała oficjalna delegacja polska. Inaczej jak to napisał ŁŁ, prezydent wraz z 96 osobami został wciągniety w pułapkę i wystawiony. To co pisał prasa po 10.04.2010 to kłamstwo za które powinni przeprosic.

        http://lazacylazarz.blogspot.com/2010/06/gruppenfuhrer-kat.html

    • ndb2010 said

      W normalnym kraju za takie wypowiedzi powinnien zostac zlicytowany a pieniądze przekazane na sierocińce. Już przestałem wierzyc,ze on tak od siebie. Jak mawiał Geobels każde kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdę wiec chyba oni go naśladują.

  75. weronika said

    http://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/438005,w_smolensku_nie_bylo_sztucznej_mgly.html

    W Smoleńsku nie było sztucznej mgły

    Mgła, w której 10 kwietnia rozbił się prezydencki Tu-154M, była zjawiskiem naturalnym – taką ekspertyzę wydali polscy naukowcy poproszeni o opinię przez prokuraturę wojskową.
    Zwolennicy teorii, że do katastrofy doszło na skutek zamachu terrorystycznego, od początku sugerowali, że nagłe pojawienie się gęstej mgły, zaledwie chwilę przed lądowaniem Tu-154M, było wywołane sztucznie.

    Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie postanowiła rozwiać wątpliwości. Poprosiła biegłych z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk w Warszawie o ekspertyzę na ten temat. Jak ustaliliśmy, zadali im trzy pytania:

    1. Jakie są uwarunkowania przyrodniczo-geograficzne w rejonie lotniska Siewiernyj w Smoleńsku i jaki jest ich wpływ na występowanie zjawisk klimatyczno-meteorologicznych na tym lotnisku?

    2. Jakie zjawiska meteorologiczne występowały na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia od godziny 6 rano do godziny 12?

    3. Jaki był mechanizm ich powstania i czy były to zjawiska typowe dla tego miejsca i czasu?

    Naukowcy nie potwierdzili teorii spiskowej. – Na podstawie wyników obserwacji meteorologicznych w Smoleńsku z ostatnich 30 lat stwierdzili, że „warunki mgielne” w rejonie katastrofy 10 kwietnia były typowe dla tego obszaru – powiedział „DGP” płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Pułkownik Rzepa potwierdza jednocześnie, że prokuratura wcale nie wyklucza zamachu jako jednej z czterech hipotez śledztwa i wciąż weryfikuje taką wersję.

    Ostatni raz temat mgły pojawił się w kontekście ujawnionego przez „DGP” pisma polskiej prokuratury do Departamentu Sprawiedliwości USA w sprawie pomocy prawnej. Jak się jednak okazuje, prokuratorzy nie pytali Amerykanów o kwestię mgły. Dotarliśmy do treści wniosku.

    Śledczy zapytali Waszyngton o:

    ● „ewentualne przeprowadzenie ataku terrorystycznego bądź innego przy zastosowaniu technicznych środków zakłócających pracę urządzeń nawigacyjnych oraz czy możliwe jest zakłócanie pracy tych przyrządów z oddali oraz gdzie szukać śladów takiego działania”;

    ● zabezpieczenie treści oraz rejestru połączeń satelitarnych Aero – HSD z pokładu Tu-154M;

    ● informacje i opinie na temat systemu TAWS;

    ● udostępnienie „wszelkich materiałów, dokumentów, nagrań, zapisów wizualnych rejonu lotniska Siewiernyj w czasie zbliżonym do katastrofy”, w tym nagrań rozmów pilotów z wieżą kontrolną i nagrań z kabiny.

    Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

    • Magda said

      jeśli faktycznie nie było sztucznej mgły to jak wytłumaczyć to,co widzimy na filmie 1:24?
      Fakt faktem,że tam widać także dym z płonącego wraku samolotu,ale zwróćmy uwagę na to,że na drodze,którą idzie autor nagrania -nie ma mgły;
      na pierwszym planie nagrania-nie ma mgły
      na drugim planie nagrania jest mgła i dym,ale dym powinien być czarny,natomiast w końcowej części filmu 1:24 jest widoczny biały „dym” robiący za mgłę.Najlepiej widać to,gdy autor wraca do drogi-pomiędzy drzewami,w miejscu,gdzie leży odwrócona część ogona z silnikami-tam unosi się dużo białego dymu.Na wszystkich palących się częściach dym jest czarny a w tym miejscu-biały.Straży jeszcze wtedy nie było,więc nie może to być efekt gaszenia-zresztą gasili pianą więc to nie powinno tak wyglądać.

    • ndb2010 said

      Oto ich typowośc jak zwykle grają słowami. tak samo jak badania na wybuch konwencjonalny ale zapomnieli zbadac na wybuch niekonwencjonalny.

      zamglenia a mgła to dwie rózne kwestie. Niby nie kłamią ale nie mówią prawdy.

      Oto podsumowanie wyśtepowania mgieł w ciągu ostatnich 5 lat.

      https://ndb2010.wordpress.com/analiza-mgly/

      2005- Jedna mgła dnia 19.04.2005 noc . Ciśnienie -1000 hPa.

      2006- Jedna mgła 1.04.2006. Ciśnienie- 1006 hPa.

      2007 – Brak mgieł

      2008 – 2 mgły w kwietniu 18,19.04.2008, obie przy niskim ciśnieniu- 1006 hPa

      2009 – brak mgieł

      2010 – 7 mgieł !!!

      • 1 kwietnia, ciśnienie 1017 hPa
      • 4 kwietnia, ciśnienie 1025 hPa
      • 5 kwietnia, ciśnienie 1028 hPa
      • 9 kwietnia, ciśnienie 1028 hPa
      •10 kwietnia, ciśnienie 1026 hPa
      oraz

      •21 kwietnia, ciśnienie 1010 hPa
      •22 kwietnia, ciśnienie 1003 hPa

  76. weronika said

    http://www.tvn24.pl/0,1666279,0,1,rodziny-ofiar-w-sejmie-nie-wiem–kto-identyfikowal-meza,wiadomosc.html

    Na drugim posiedzeniu zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej głos zabrały rodziny ofiar. Żona b. wiceministra kultury Tomasza Merty, Magdalena, która zabrała głos pierwsza, mówiła m.in. o trudnościach w dostępie do akt śledztwa oraz o konieczności ekshumacji ciał niektórych ofiar. Odczytała też pismo Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 z prośbą do marszałka Sejmu „o wyciągnięcie konsekwencji wobec posła PO Janusza Palikota za znieważanie ofiar tragedii smoleńskiej i ich rodzin”.
    Merta podziękowała zespołowi za zajęcie się śledztwem ws. katastrofy. – To co dla nas państwo robicie ma ogromną wagę i jesteśmy za to niezmiernie wdzięczni. Bardzo serdeczne Bóg zapłać – powiedziała.

    List do marszałka ws. Palikota
    Następnie odczytała pismo Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010, w którym jego członkowie proszą marszałka Sejmu Grzegorza Schetynę „o wyciągnięcie konsekwencji wobec posła PO Janusza Palikota za znieważanie ofiar tragedii smoleńskiej i ich rodzin”.

    Żona wiceministra kultury Tomasza Merty odczytała podczas spotkania list, który przedstawiciele rodzin ofiar złożyli w piątek w sekretariacie Schetyny. – Pan Palikot od dłuższego czasu znieważa naszych bliskich, którzy zginęli w katastrofie 10 kwietnia. Znieważa ich pamięć, wyśmiewa, publicznie wykpiwa zarówno ich, jak i nas, ich rodziny. Zachowanie to generuje dodatkowy ból w naszej i tak już trudnej sytuacji” – napisali przedstawiciele rodzin.

    W piśmie czytamy też, że „są pewne granice, których przekroczenie powinno wiązać się z konsekwencjami administracyjno-prawnymi i że prawo to obowiązuje też posłów partii, która rządzi w imieniu Polaków”. – Odwołujemy się też do pana sumienia, pytając, czy chciałby pan, żeby ktokolwiek wyśmiewał pańskie zmarłe dziecko lub żonę. Prosimy o odpowiedź i realizację naszej prośby – powiedziała Merta, czytając pismo do marszałka.

    Oprócz Merty biorą w nim udział także Andrzej Melak, brat przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka oraz Jerzy Mamontowicz i Irena Kazimierczuk – brat i siostra Bożeny Mamontowicz-Łojek, szefowej Polskiej Fundacji Katyńskiej i założycielki Federacji Rodzin Katyńskich.

    Identyfikacja „dla wielu niewiarygodna”

    Żona Tomasza Merty opowiadała o współpracy rodzin ofiar z Naczelną Prokuraturą Wojskową. – Długi czas mieliśmy powody do narzekań na tę współpracę. Dotyczyło to po pierwsze niechęci do udostępniania akt, z niewiadomych powodów – mówiła.

    Merta krytykowała także proces identyfikacji zwłok. – Jest tak, że ja nie wiem, kto na przykład identyfikował mojego męża. (…) Mnie pocztą pantoflową poinformowano, że identyfikacji dokonał pracownik konsulatu, który znał mojego męża osobiście, ale on go widywał kilka razy do roku – tłumaczyła. Jak wyjaśniła, ze względu iż dla wielu rodzin identyfikacji jest niewiarygodna, zdecydowali się oni na ekshumację zwłok bliskich.

    – Zaskakują nas relacje tych rodzin, które były w Moskwie i którym powiedziano, że Rosjanie nie honorują żadnych polskich próbek DNA i nie będą wykonywać żadnych badań – kontynuowała.

  77. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=24752

    Mecenas Rogalski chce przesłuchania szefa MON

    Pełnomocnik sześciu rodzin ofiar smoleńskiej katastrofy uważa, że szef MON powinien być przesłuchany w sprawie funkcjonowania 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego z Warszawy. Zdaniem mecenasa Rafała Rogalskiego minister Bogdan Klich jeszcze przed katastrofą powinien był zawiesić działalność 36. specpułku, który odpowiada za przewożenie VIP-ów.

    Mecenas Rogalski powołuje się na decyzję numer 40, którą Klich sporządził na początku lutego tego roku. Zdaniem prawnika w decyzji tej – w paragrafie pierwszym – wyraźnie napisano, że “36 specpułk i jego flota nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa realizacji zadań polegających na przewożeniu ważnych osób”.

    Pełnomocnik rodzin ofiar uważa, że śledczy powinni zapytać szefa MON, jaką wiedzą o stanie taboru 36. specpułku dysponował w lutym, czy posiada dokumentację to potwierdzającą oraz dlaczego nie wstrzymał wykonywania lotów w pułku, skoro już w lutym mówił o “fatalnym” stanie samolotów.

    Wniosek o przesłuchanie ministra Klicha mecenas Rogalski zamierza złożyć w prokuraturze w najbliższy poniedziałek.

    “Szef MON jest oczywiście do dyspozycji śledczych w tej i każdej innej sprawie” – zapewnił w rozmowie z IAR rzecznik resortu Janusz Sejmej. Dodał jednak, że mecenas Rafał Rogalski źle zinterpretował decyzję numer 40. Sejmej wytłumaczył IAR, że decyzja nosi tytuł: “W sprawie zwiększenia możliwości transportu lotniczego dla najważniejszych osób w państwie w okresie przejściowym”.

    Rzecznik MON przypomniał, że dysponentami vipowskich samolotów są cztery kancelarie: prezydenta, premiera, marszałka sejmu oraz senatu. Chodziło o to, żeby zabezpieczając ich potrzeby mieć jeszcze dodatkowe maszyny, żeby jeszcze lepiej wykonywać zadania – dodał Sejmej.

    W opinii rzecznika ministerstwa mecenas Rogalski “wyjął” dwa – trzy słowa z całości decyzji numer 40 i na tej podstawie “uknuł” własną tezę na potwierdzenie rzekomych problemów w 36 sepcpułku.

    Umowa o czarterowaniu od LOT dwóch samolotów typu Embraer 175 została ostatecznie podpisana na początku czerwca. Umowę podpisano na 3 lata. W tym czasie lotowskie maszyny będą obsługiwały przeloty najważniejszych osób w państwie, w tym prezydenta i premiera.

    Problem “wysłużonej” floty w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego jest omawiany od połowy lat 90. Już wtedy poszczególne ekipy rządzące wskazywały na potrzebę zakupów samolotów dla VIP-ów, ale kończyło się na rozmowach i unieważnianiu kolejnych przetargów.

  78. weronika said

    http://niezalezna.pl/article/show/id/36904

    RODZINA WASSERMANNA CHCE EKSHUMACJI

    Bliscy Zbigniewa Wassermanna, który zginął w 10 kwietnia pod Smoleńskiem, złożą wniosek o ekshumację zwłok posła.

    Bliscy Zbigniewa Wassermanna czekają już tylko na stosowne dokumenty z Rosji. To już drugi tego typu wniosek. Wcześniej o ekshumację zwłok Przemysława Gosiewskiego wystąpiła jego rodzina. Jak dowiedział się „Fakt”, takich żądań będzie znacznie więcej. Rodziny ofiar nie dostały do dziś wyników sekcji zwłok, ani nawet dokumentów z identyfikacji – czytamy w dzienniku.

    „Na pewno złożymy wniosek o ekshumację ciała ojca, ale czekamy jeszcze na wszystkie dokumenty z Rosji” – mówi w rozmowie z „Faktem” Małgorzata Wassermann, córka zmarłego posła. Rodzina parlamentarzysty ma duże zastrzeżenia. Jak przekonuje, śledztwo nie jest prowadzone poprawnie. Dlatego córka posła Wassermanna chce również, by media były obecne na planowanym spotkaniu rodzin ofiar z polskimi prokuratorami, którzy zajmują się postępowaniem w tej sprawie. „Żeby każdy Polak mógł sobie wyrobić zdanie o tym, co się dzieje” – przekonuje Małgorzata Wassermann. Prokuratura już teraz podkreśla, że na taki krok nie będzie zgody, zasłaniając sie dobrem śledztwa.

    Jako pierwsza wniosek o ekshumację złożyła Beata Gosiewska, twierdząc, że katastrofa samolotu nie była przypadkiem, a badania
    mogą pomóc ustalić prawdziwe przyczyny katastrofy. Pełnomocnik rodzin ofiar, mecenas Rafał Rogalski, tłumaczył, że takie wnioski są niezbędne. „Ekshumacja jest konieczna, by przeprowadzić sekcję zwłok i wyjaśnić bardzo dokładnie przyczynę śmierci” – podkreślał.

    (fakt.pl)

    • ndb2010 said

      Trzeba zaprosic zaufanych zagranicznych ekspertów do sekcji bo polskie instytucje nie są już polskie. To ważne, już teraz zabiegac o to. Nie żyjemy już w wolnym kraju. Każdy kto zna historię widzi, że to co się dzieje teraz przypomina lata 1945-1947. Elita wymordowana a ludzie albo zastraszani albo nie interesujący się niczym. Tylko nieliczni przekazywali z ust do ust prawdę.

      • hjk said

        Był prof. Moor – Jankowski – specjalista patolog od tych spraw, ale zmarł – w RM miał audycję w kwestii wstrzymanej przez LK exhumacji w Jedwabnem…

  79. JWS said

    Dzisiaj w TVN znów objawił się obrońca GRU/FSB, pan Kwik, czyżby
    następny produkt świńskiego ryja ? Powiedział, że w tak nieprzyjaznej, podejrzliwej atmosferze do ,,przyjaciół”, nie oddałby skrzynek do Polski,
    ponieważ mogłyby być podrobione przez naszą prokuraturę !!. Czyżby pan Kwik
    wiedział, że są podrobione w MAK’u, a nasza skrzynka ma inne dane ?
    A może to tylko my oszukujemy, a ,,Rosjanie” to od wieki wieków ( od starożytności jak niektórzy mówią ) są wzorem uczciwości i przyjaznego okazywania miłości do sąsiadów.
    ,,Polak” który opowiada takie farmazony zasługuje na piękną latarnię.

  80. Magda said

    relacja z 10.04:

    • Magda said

      korespondent 1.kanału Dymitri Nowożyłow(?):
      Według ostatnich oficjalnych informacji -80 osób zginęło
      Do przyczyn tragedii zalicza się błąd człowieka i nieprzyjazne warunki pogodowe.Nie ma pretensji do lotniska.To lotnisko pierwszej klasy(to jak wygląda druga???-przyp.tłum.).
      O czarnych skrzynkach informacji nie podawali,będzie jakiś briefing .

  81. Magda said

    10.04:

  82. Magda said

    sam Lech Kaczyński lubił ten samolot(skąd maja takie informacje?)i nie spieszył się wymienić go …na brazylijski embraer .
    O 15 (u nas 13) podano prawidłową ilość ofiar 96-nikt nie przeżył.
    Informują też,że teraz w Polsce odbędą się wybory.
    Przedstawiciel prokuratury mówi,że dochodzenie jest prowadzone z 263 części … kodeksu FR-naruszenie prawideł bezpieczeństwa lotu transportu lotniczego.
    (…) O 10:50 TU-154 zniknął z radarów.(6:55)
    —————————-
    Skąd zatem się wzięła ta 8:56,skoro tv rossija 24 o godz.15:05(13:05) podała,że zniknął z radarów o 10:50(8:50)

    • Andre said

      @ Magda

      1.Zwróć uwagę — nikt nie przeżył (słowa rosyjskie) a brak danych ile odnaleziono ciał.
      Cała informacja o osobach które nie żyją jest kompilowana z listy pasażerów a nie NA PODSTAWIE ZNALEZIONYCH CIAŁ!!!!!
      2.W materiałach rosyjskich przedstawionych przez Ciebie przebija myśl , ze samolot rozbił się zaczepiając o drzewo– czyli już wtedy wiedziano że TO WŁAŚNIE DRZEWO pozbawiło samolot skrzydła ( resztę można dodać samemu– PILOT, PILOT I JESZCZE RAZ PILOT POPEŁNIŁ BŁĄD)

      • Magda said

        właśnie po to wkleiłam tu te materiały,żeby pokazać,że od początku ucierany był pogląd,że to wina pilotów i pogody.
        Nie ma słowa o ewentualnej winie kontrolerów,wręcz przeciwnie wszędzie podkreślają to,że proponowano lotniska zapasowe,a że te proponowane lotniska mają się nijak do planu lotu-to szczegół.
        Listę ofiar faktycznie podaję z powietrza,bo te 132 osoby-to nie wiem skąd się wzięły.
        Zdarza się,że w jednym materiale podawana jest różna liczba ofiar-jeden dziennikarz ze studia mówi inaczej,drugi z innego miejsca inaczej.
        Mnie zastanawia jeszcze jedno-prokuratura FR wszczęła śledztwo z paragrafu o spowodowanie katastrofy w ruchu lotniczym-wypisz wymaluj ten sam paragraf ,o który oparła się nasza prokuratura(u nas wynika to z podstawy prawnej,jaką podali redakcji GP w piśmie o wydanie dowodów rzeczowych będących w ich posiadaniu).

      • ndb2010 said

        Co do liczby ofiar wydaje mi sie ze chodzi o to, że dziennikare mieli leciez w Tu-154m, trzeba sie dowiedziec ilu było dziennikarzy dodac do 96 i sprawdzic czy wyjdzie 132

      • ndb2010 said

        Co do reszty to oni nawet się nie kryją ale ogłupione społeczenstwo, łącznie z dziennikarzami nie dostrzega problemu. Straszne to, faszyzm nadchodzi a ludzie klaskają. Tak jak w 1933, Hitler zaczął mordowac przeciwników a ludzie go wybierali bo ładnie mówił. Z głupoty, ze strachu, bo inni też wybierali. Faszyzm nadchodzi w Polsce a ludzie się cieszą. Lata zaborów zrobiły swoje, niektórzy nie potrafią życ w wolnym kraju.

      • Magda said

        jeszcze przyjdzie nam jakieś odszkodowanie ruskim płacić,bo przecież winni są nasi piloci.Wycenią sobie te połamane drzewa i ten rozp…. śmietnik.
        Przecież Kamora już odznaczył ichnich milicjantów za wzorową pracę na miejscu zdarzenia.Teraz w kolejce będą czekać strażacy,bo przecież pożar w 10 minut ugasili a dojazd na miejsce zajął im minutę.Z prędkością światła przybyli na pogorzelisko.Też im się należy.
        No i ci eksperci od sekcji też się napracowali.Pracowali w godzinach nocnych-to jeszcze dodatek powinniśmy im dopłacić.

      • Magda said

        Konrad
        Tych dziennikarzy powinno być wobec tego 36 osób.Raczej wątpię,że to było tyle osób.Nie wiem ile wchodzi do Jaka,ale to chyba nie z tego wynika.Zresztą zwróć uwagę-lista pasażerów z 10.04 godz.5:13-96 osób.
        Dziennikarzy od początku nie było na liście tupolewa.Gdzieś było,że oni wylecieli ok.5:30 też z opóźnieniem ok.30 min,bo przesiadali się z Jaka do Jaka.
        Mnie się wdaje,że prędzej dziennikarze mili zabrać się z wojskowymi,Jak się popsuł,dziennikarzom podstawiono drugiego Jaka a wojskowych „przesadzono” do tupolewa.
        I być może dlatego,że przesadzono wojskowych na tupolewa uaktualniano listę pasażerów po 5 i o 5:13 wysłano ją faksem.

      • ndb2010 said

        Mozliwe. To jest jedno z pytan o przetasywania.

      • Andre said

        MIEJMY WIARĘ !!!!!

        RZECZPOSPOLITA I JEJ OBYWATELE BYLI W ROŻNYCH FATALNYCH TERMINACH!!
        PRAWDA SIĘ PRZEBIJA I POLARYZUJE SPOŁECZEŃSTWO NA TYCH KTÓRZY ‚WIEDZĄ I ROZUMIEJĄ ORAZ NA TYCH KTÓRZY NIE ROZUMIEJĄ I NIE CHCĄ WIEDZIEĆ’!
        DUŻO PRACY PRZED NAMI ALE RÓBMY TO CO UWAŻAMY ZA SŁUSZNE I POTRZEBNE TAK BYŚMY NIE WSTYDZILI SIĘ CODZIENNEGO PATRZENIA SOBIE W OCZY PRZY GOLENIU LUB (w przypadku kobiet) DO CODZIENNEGO PATRZENIA SOBIE W OCZY———
        BEZ ZAŻENOWANIA I WSTYDU!!!
        OBYWATELSTWO RZECZYPOSPOLITEJ POWINNO BYĆ PRZYWILEJEM A NIE OBOWIĄZKIEM!!!!!!!!

      • ndb2010 said

        Prawda zawsze zwycięży ale do tamtego czasu ilu ludzi bedzie cierpiało. Prawda nie zostanie wyrwana z naszego serca i to jest najważniejsze.

      • Magda said

        Andre
        to prawda,że się polaryzuje,ale ci co nie rozumieją,bo nie chcą wiedzieć, to jacyś twardogłowi są.Oni nie dość,że nie wiedzą to nawet nie pozwalają sobie wytłumaczyć.Dla nich tvn to jedyny i niepodważalny autorytet. Już nie powiem,co mi się chce na to wszystko.
        p.s.
        (twardogłowy=zakuty łeb)

      • ndb2010 said

        Zatwardziało serce tego ludu….

        Ale wiele ludzi wygrało bitwę i tą prawdę może przekazywac dalej poprzez swoje, życie. Oni upadną, kwestia tylko kiedy.

  83. Andre said

    OBYWATELSTWO RZECZYPOSPOLITEJ POWINNO BYĆ PRZYWILEJEM A NIE OBOWIĄZKIEM!!!!!

    
    

  84. Andre said

    @ Magda
    nadchodzi sierpień – miesiąc gdy ‚ZMIENIAŁY’ się Rzeczypospolite( lub okres który rozpoczynał te zmiany) tak w 1920 jak i w 1980 — mam nadzieję że Matka Boska ( dla innych Opatrzność) czuwa nad naszym Narodem.
    I wierzę że w 2010 „(…)zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi” a przez to Ludzie tej ziemi będą rozumniejsi!!!!
    Miejmy wiarę

  85. JWS said

    Kto się da i jak się da, chce budować zjednoczenie narodu, które miałoby polegać na traktowaniu
    byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako, albo kamień węgielny, albo jako ofiara całopalna.

    http://wiadomosci.onet.pl/2202078,11,bedziemy_mieli_wojne_pod_smolenskiem_przeniesiona_do_polski,item.html

    To wygląda tak, jakby śmierć prezydenta miałaby być elementem jakiegoś obrządku. Nowe hasło głoszone jest przez kolaborantów wszystkich razwiedek jako miłość przez śmierć.

  86. JWS said

    Niektórzy twierdzą, że wszystko przebiega według prawidłowych procedur :

    http://wiadomosci.onet.pl/2202174,11,nie_bylo_drugiego_katynia_ta_mitologia_nie_jest_potrzebna,item.html

  87. JWS said

    ,,Do kompletnego odsłuchania nagrań przyczyniła się ABW,…”. A czy ABW zabezpieczyła należycie lot ?

    http://wiadomosci.onet.pl/2202102,11,zapis_rozmow_z_kabiny_prawie_gotowy__doskonala_metoda_abw,item.html

    Teraz można powiedzieć, że to już skrzynka made in Poland. Wiarygodna, do bólu ,,prawdziwa”.

    • max said

      A co z „profesjonalnym” przeanalizowaniem juz nawet glosu z filmu 1:24 ?? Skoro mamy najlepszy system na swiecie to chyba to nie bedzie problem ??

      • ndb2010 said

        Podejrzewam, że film był już analizowany ale władza zamilkła. Jeśli dobrze pamiętam o analizę filmu zwrócono się też do Rosji ale tam też władza zamilkła.

      • JWS said

        Władze po przesłuchaniu filmu, postanowiły zmienić sposób prowadzenia ,,śledztwa”, tak aby
        zagmatwać wszystko.

  88. max said

    Moze nawet rosjanie nie byli wstanie przetlumaczyc takiej oczywistosci na swoje. Aha najnowsza informacja z forum:

    http://el.ohido.siluro.salon24.pl/

    @autor
    Przepraszam ze nie odniose sie do artykulu ale wiadomosc jest zaiste bardzo wazna.ZNIKNELA KSIAZKA SERWISOWA TU154.Tak podal dzis w tvpinfo mecenas Rogalski.Chyba jednak cos przy samolocie bylo majstrowane.
    2010-07-26 13:49
    mkaszub 0 598

  89. Julka said

    Dzisiejszy Nasz Dziennik informuje, że co najmniej jedna ofiara wypadku przeżyła uderzenie samolotu z ziemią -zmarła między 8,50-a 9,00, co wynika z dokumentacji patomorfologów rosyjskich.

  90. JWS said

    Dyżurna zwierzęca buzia nie odpuszcza
    http://wiadomosci.onet.pl/2202298,11,wnioski_palikota_przeciw_poslom_pis,item.html

  91. JWS said

    Już s-syny zabraniają oglądania nagrań, wiedzą, że jest to zmuła.

    ,,NIE POZNAMY PEŁNEGO NAGRANIA!” http://niezalezna.pl/article/show/id/37007

    Następny się pcha na Plac Zamkowy !!

    • JWS said

      ,,zwykły obywatel nie ma wystarczającej wiedzy,
      by zrozumieć stenogram i wyciągnąć odpowiednie wnioski.” – znawca się znalazł.

      • max said

        to wiadomo ze chca aby wyciagac tylko ODPOWIEDNIE wnioski 🙂

      • max said

        naprawde to jest przegiecie – filtruje sie informacje tylko po to aby zaciemnic obraz !! mielismy poznac CAŁOŚĆ materialu !! – mialo nie byc zadnych czarnych dziur i pelna transparentnosc !! co sie stalo ze tak sie zmienia zdanie tlumaczac to …bezumyslowoscia spoleczenstwa ??

    • JWS said

      Tłumok nie wie, że i tak musi to opublikować, debil jeden.

      • max said

        Oj e-sledztwo idzie chyba za pelna para. Nie majac dostepu do materialow dochodzi sie do niebezpiecznych wnioskow – to co bedzie jezeli „bez kwalifikacji” posiadzie sie reszte materiałow. Moze czas zwolnic troche bo nam nic nie puszcza 😛 – przy takim postepie …
        A tak na powaznie – ja wypowiem sie jak minister spraw wewnetrznych w sprawie rejestracji prepaidów – albo wszystko albo nic – inaczej to nie ma sensu !! Tu jest tak samo !! Bez skrawków i tak wiadomo jak było 🙂 Po co wiec ten teatrzyk ??

    • Magda said

      to teraz,że rozumieć coś,co jest po polsku,trzeba mieć kwalifikacje-dobre
      „Nie będzie zawierał tych elementów, które są niezrozumiałe przez osoby bez tych kwalifikacji – zaznaczył.”

  92. JWS said

    Kolejne tłumoki interpretują decyzje wydawane przez MON :
    http://www.infor.pl/dzienniki-urzedowe/ministra-obrony-narodowej,rok,2010,nr,3/poz,25,decyzja-nr-40-mon-ministra-obrony-narodowej-w-sprawie-zwiekszenia-mozliwosci.html

    W tytule ,,w sprawie zwiększenia możliwości transportu lotniczego”, tak jest to jednoznaczne określenie.

    Ale dalej ,,oraz mając na względzie aktualną sytuację floty 36 splt, w oparciu o którą nie ma możliwości zapewnienia na wymaganym poziomie przewozów i bezpieczeństwa realizacji zadań przez konstytucyjne organa państwowe,”

    gdzie : ,,wymaganym poziomie przewozów” absolutnie dotyczy tytułu, ale zaraz w tym samym zdaniu ,,i bezpieczeństwa realizacji zadań” dotyczy czegoś innego niż tylko braku zapewnienia większej przepustowości. Jedno zdanie nie może zawierać dwa razy wymienianej tej samej kwestii.

    Autor decyzji miał na myśli oba aspekty, zwiększenie możliwości, ale też z tytułu braku bezpieczeństwa realizacji zadań, gdzie realizacja zadań, nie może być kojarzona z niczym innym jak bezpieczeństwem realizacji lotów. Bo jakie zadania wykonuje 36 splt.

    Brak ,,bezpieczeństwa realizacji zadań” jest dodatkowym motywem, dla którego organ wydał taką decyzję i w ten sposób podkreśla wręcz konieczność rozszerzenia floty powietrznej.

    A mecenas Rogalski wraz z Macierewiczem, pragną wyjaśnić tylko o jakim braku bezpieczeństwa realizacji zadań mówił organ wydający decyzję.

    • JWS said

      Niech Klich wymyśla, nawet zaczynając o dupie Maryni. Chyba że przyzna, iż publikuje niepoprawne decyzje

      • JWS said

        Już wymyślają :
        ,,- Specpułk dysponował wówczas tylko jednym Tu-154 i kilkoma Jak-40. Chodziło o to, by ze względu na bezpieczeństwo realizacji zadań przez cztery kancelarie (Sejmu, Senatu, premiera i prezydenta – red.) mieć jeszcze więcej samolotów, konkretnie dwa samoloty Embraer od narodowego przewoźnika” – powiedział rzecznik MON Janusz Sejmej.”

        Czyli ,,nie ma możliwości zapewnienia na wymaganym poziomie przewozów i bezpieczeństwa realizacji zadań” powinno brzmieć ,,pułk nie ma możliwości zapewnienia tak dużej ilości dziewczyn i dziewczyn …..”.

        Bo ,,mieć jeszcze więcej samolotów” znaczy tyle co ,,na wymaganym poziomie przewozów”, gdzie poziom przewozów oznacza liczbę lotów.

  93. JWS said

    Prokuratorzy obawiają się, że nie będą mieli nic do roboty, ludzie sami będą wiedzieć wszystko.
    Jeśli pretensje to rządu, że wpuścił ich w kanał.

    http://wiadomosci.onet.pl/2202427,11,prokuratura_bada_przeciek_w_sprawie_smolenska,item.html

  94. JWS said

    Kilkadziesiąt słów z Tu-154; „będą mieć poważne znaczenie”

    http://wiadomosci.onet.pl/2202810,11,kilkadziesiat_slow_z_tu-154_beda_miec_powazne_znaczenie,item.html

    Jeden mówi, że odczytane słowa nie są przydatne dla debili, czyli słuchaczy PO, drugi mówi, że mają
    znaczenie. Ciekawe jaki z tego będzie efekt.

  95. JWS said

    Kogo dostaniemy na pożarcie?

    http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1716

  96. weronika said

    http://www.rp.pl/artykul/516122_Bo_Rosjanie_nie_wiedzieli.html

    Rosjanie nic nie wiedzieli, pewnie też nic nie widzieli.
    Polacy, a właściwie – polacy – będą teraz przerzucać odpowiedzialność, jak worek kartofli.

    Andrzej Seremet postawi zarzuty, nie wiadomo jednak komu?!

    • ndb2010 said

      Ktoś z rządu D.Tuska jest odpowiedzialny za dopilnowanie tego. Druga sprawa to najprawdopodobniej zmyłka, bo data 10 kwietnia funkcjonowała od dawna. Dla mnie to takie boczne flary, czyli zmyłki bo czuja oddech na plecach. Wiele osób nie odpuści aż dkonczy sprawę.

    • JWS said

      Trochę miodu, trochę kitu i lud zaczyna kupować.
      ,,Oni nic nie wiedzieli, nie widzieli, nie słyszeli”
      ,,Jacy oni są biedni”.
      ,,Tak, oni są pokrzywdzeni”.
      ….
      A może należy się ruskim odszkodowanie i przeprosiny za zawracanie głowy ?

  97. weronika said

    http://fakty.interia.pl/fakty-dnia/news/prokuratorzy-narzekaja-na-wspolprace-z-rosyjskim-mak-iem,1513584,3

    Prokuratorzy narzekają na współpracę z rosyjskim MAK-iem

    Kwitnąca rzekomo współpraca z MAK-iem coraz bardziej więdnie – tak można streścić polsko-rosyjskie relacje w śledztwie dotyczącym smoleńskiej katastrofy.
    Międzypaństwowy Komitet Lotniczy nie udostępnia wszystkich materiałów Edmundowi Klichowi. Przedstawiciel Polski przy komitecie Tatiany Anodiny zaczął się buntować. Ale coraz głośniej narzekają również prokuratorzy.

    „Gazeta Wyborcza” napisała dziś, że Edmund Klich, akredytowany przy MAK, zażądał od Rosjan informacji, otwartości i poszanowania międzynarodowej współpracy.
    czytaj dalej

    Ale o problemach na linii Polska-Rosja coraz głośniej mówią także prokuratorzy. Są zniecierpliwieni nie tylko tym, że z 5 wniosków o pomoc prawną Rosjanie zrealizowali jeden i to nie w całości, ale również faktem, że nawet nie wiedzą, kiedy Rosjanie przyślą kolejne dokumenty.

    – Nie dostajemy informacji co do tego, kiedy przyjdzie do nas określony pakiet dokumentów. Ubolewam – przyznaje w rozmowie z reporterem RMF FM Mariuszem Piekarskim szef Okręgowej Prokuratury Wojskowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg. – A to pomogłoby usystematyzować pracę.

    Prokuratorzy coraz częściej przyznają, że bez materiałów z Rosji mają związane ręce. Śledztwo utknęło w martwym punkcie. Istota bezpośredniej przyczyny katastrofy, czyli to, dlaczego samolot spadł, leży na terenie Federacji Rosyjskiej.

    Prokuratorzy wciąż nie mają wyników sekcji zwłok ofiar katastrofy. Wciąż nie ma kluczowych materiałów z wieży kontroli lotów. Między innymi tego, na jakich urządzeniach pracowali kontrolerzy, jaki był ich stan, jakie były wskazania radarów, jak zachowywali się kontrolerzy, czy jest nagranie ich rozmów, dlaczego z powodu mgły nie zamknięto lotniska oraz kto mógł to zrobić. Nie wiadomo też, czy kontrolerzy konsultowali taką decyzję z Moskwą.

    Tajemnicą dla naszych prokuratorów pozostaje również wynik oblotu lotniska w Smoleńsku, a nawet to, co dzieje się teraz ze szczątkami tupolewa.

    źródło informacji: RMF

  98. weronika said

    http://www.tvn24.pl/-1,1667616,0,1,macierewicz-wskazal-winnych-organizacji-lotu-tu_154,wiadomosc.html

    Aleksander Kwaśniewski, Leszek Miller, Ryszard Kalisz i Stefan Niesiołowski – to tym politykom Antoni Macierewicz zarzucił, że bezpodstawnie obarczają Kancelarię Prezydenta odpowiedzialnością za organizację wizyty 10 kwietnia. – Ta odpowiedzialność leży po stronie rządu – stwierdził. – Komentarze i informacje ze strony posła Macierewicza są poza logiką normalnej oceny przyczyn katastrofy – zareagował na słowa szefa parlamentarnego zespołu do zbadania katastrofy smoleńskiej marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna.
    Zdjęcia polityków, którzy zdaniem Macierewicza, powtarzali w ostatnich dniach nieprawdziwe informacje na temat organizacji lotu byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego z 10 kwietnia, szef parlamentarnego zespołu do zbadania katastrofy smoleńskiej pokazał na telebimie na konferencji w Sejmie.

    „Sugerowali odpowiedzialność prezydenta…”

    • weronika said

      – W ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z szeregiem wypowiedzi wybitnych polityków PO i SLD, którzy wprost obarczali odpowiedzialnością Kancelarię Prezydenta RP za wydarzenia, które doprowadziły do katastrofy, sugerując także jego osobistą odpowiedzialność (Lecha Kaczyńskiego – red.) – oburzał się Macierewicz.

      – To o tyle istotne, że mówili to politycy, którzy pełnili wysokie funkcje, w tym także związane z korzystaniem z tego typu samolotów (dla VIP-ów – red.). Sugerowano w ten sposób ich szczególną kompetencję – dodał, podkreślając, że szczególnie oburzyła go wypowiedź Ryszarda Kalisza.

      „… a winni: Klich i Arabski”

      Tymczasem, odpowiedzialność za wylot samolotu Tu-154 do Smoleńska, ponoszą – zdaniem Macierewicza – dwie osoby: szef MON Bogdan Klich i szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski.

      I na dowód wskazał instrukcję organizacji lotów statków powietrznych o statusie HEAD, wprowadzoną na polecenie ministra obrony. – Ta instrukcja składała generalną odpowiedzialność za zamawianie statków w ręce szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w tym wypadku chodzi o pana Arabskiego – powiedział Macierewicz.

      I wyjaśnił dlaczego. – Jest powiedziane, że zapotrzebowanie na wykorzystanie statków powietrznych do realizacji lotów osobowych o statusie HEAD jest składane w formie pisemnej do szefa premiera, zwanego koordynatorem. Taką funkcję pan minister (Klich – red.) przyznał ministrowi Arabskiemu. Na tej podstawie koordynator sporządza zamówienie, które przekazuje dowódcy Sił Powietrznych i jednocześnie do wiadomości dowódcy jednostki wojskowej, realizującej lot statku powietrznego o statusie HEAD oraz szefowi BOR – stwierdził Macierewicz. I dodał: – To zamówienie ma w istocie charakter polecenia.
      „Zaniechania, które miały wpływ na bezpieczeństwo”

      Klich miałby – w opinii szefa parlamentarnego zespołu do zbadania katastrofy smoleńskiej – ponosić odpowiedzialność za zaniechania, które miały wpływ na bezpieczeństwo lotu o statusie HEAD.

      Ma to dotyczyć – według Macierewicza – sytuacji, w której zgodnie z zapisami instrukcji, samolot VIP-owski powinien przed odbyciem głównego lotu wykonać rejs komisyjny na głównym i zapasowym statku.

      Macierewicz dodał, że dzieje się tak w sytuacji, w której samolot ma 48-godzinną przerwę w lotach. W przypadku lotu do Smoleńska z 10 kwietnia czegoś takiego nie było.

      „To poza logiką”

      Marszałek Sejmu Grzegorz Schetyna z Platformy nie chciał skomentować zarzutów szefa parlamentarnego zespołu do zbadania katastrofy smoleńskiej. – Wszystkie komentarze i informacje ze strony posła Macierewicza są poza logiką normalnej oceny tej sprawy (katastrofy smoleńskiej – red.) – stwierdził Schetyna.

  99. weronika said

    http://www.bibula.com/?p=25031

    Działania rosyjskiej prokuratury nie mają faktycznie na celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy tupolewa, lecz uwiarygodnienie wersji o błędzie pilotów. Zdobyliśmy rosyjskie dowody, że rosyjska wersja nie pokrywa się z prawdą.

    Przyczyną upadku Tu-154M był błąd pilota i ekstremalnie trudne warunki do lądowania – tę wersję rosyjski komitet kierowany przez Tatianę Anodinę lansuje jako jedynie słuszną od samego początku śledztwa. Według Anodiny, jej pracowników i rosyjskich polityków, nie istnieją najmniejsze przesłanki uzasadniające tezę o jakiejkolwiek inspiracji rosyjskiej ani o próbie zamachu. Tatiana Anodina i współpracujący z nią rosyjscy prokuratorzy od początku wykluczają też jakąkolwiek winę Rosjan. Co więcej – w swoich komunikatach MAK podkreśla, że strona rosyjska dochowała wszelkich procedur od samego początku. Już po kilku minutach po tragedii na miejscu pojawiła się bowiem rosyjska ekipa ratunkowa, której niestety nie udało się nikomu pomóc, bowiem żaden z pasażerów nie przeżył.

    Według MAK, Rosjanie dochowali również wszystkich innych procedur: zabezpieczyli zwłoki, zidentyfikowali je, a później przetransportowali do Polski. Zapewnili również opiekę i pomoc dla rodzin ofiar. Ta propaganda zaczęła się w dniu katastrofy i trwa nieprzerwanie czwarty miesiąc. „Najwyższy CZAS!” zdobył dowody, że wersja strony rosyjskiej w całości rozmija się z prawdą. I co ciekawe, są to dowody wytworzone przez stronę rosyjską.

    Tajne zdjęcia

    W ręce dziennikarza „Najwyższego CZASU!” wpadło ponad 100 zdjęć wykonanych w miejscu katastrofy przez funkcjonariusza Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Zdjęcia te zdobył polski wywiad, a naszej redakcji przekazał je znajomy oficer Agencji Wywiadu. Najważniejsze zdjęcie zostało wykonane o godzinie 14.52 czasu moskiewskiego czyli o 12.52 czasu polskiego. Przedstawia zwłoki Lecha Kaczyńskiego leżące wśród szczątków rozbitego samolotu. Zwłoki są w stanie zbliżonym do nienaruszonego. Gdyby nie oderwana noga, Lech Kaczyński wygląda, jakby spał. To zdjęcie obala wiele fałszywych informacji na temat katastrofy. Po pierwsze: dowodzi, że zwłoki prezydenta zostały zidentyfikowane znacznie wcześniej, niż ogłosili to oficjalnie Rosjanie. Bowiem dopiero kilkanaście minut po godzinie 16.00 gubernator obwodu smoleńskiego poinformował opinię publiczną o odnalezieniu zwłok Kaczyńskiego.

    Omawiane zdjęcie nie pasuje do wersji, którą przedstawili później Maks Kraczkowski i Joachim Brudziński – dwaj posłowie PiS, którzy 10 kwietnia wieczorem towarzyszyli Jarosławowi Kaczyńskiemu w drodze na identyfikację zwłok. – Zwłoki prezydenta były zmasakrowane. Noga i ręka były oderwane od korpusu – wspominał jeden z posłów, odmawiając podania do publicznej wiadomości dalszych szczegółów. Jest absolutnie niemożliwe, aby Jarosław Kaczyński i jego najbliżsi współpracownicy kłamali, mówiąc o tym, w jakim stanie są zwłoki prezydenta. Wyjaśnienie tej zagadki może być tylko jedno: zwłoki Lecha Kaczyńskiego najpierw przez ponad 4 godziny leżały nie pilnowane obok wraku samolotu, a później zostały celowo zmasakrowane przez Rosjan! I w takim stanie zobaczyli je dopiero wieczorem posłowie PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele. Nasuwa się więc pytanie: czy zwłoki zmasakrowano po to, aby ukryć prawdziwe okoliczności śmierci polskiego prezydenta?

    Zdjęcie zwłok prezydenta dowodzi również tego, że na miejscu nie ma ani polskich ochroniarzy z BOR, ani nikogo z Rosjan, kto pilnowałby ciała Kaczyńskiego. W oczywisty sposób przeczy to zapewnieniom BOR o dochowaniu procedur (kierownictwo BOR zapewniało, że na miejsce natychmiast przybyli funkcjonariusze BOR, którzy przykryli zwłoki prezydenta marynarką i zapobiegli wykonywaniu zdjęć).

    Tajny zapis

    Na omawianych zdjęciach bardzo dobrze widać poszczególne fragmenty rozbitego Tupolewa. Bardzo dobrze widać silniki i wirniki, które zachowały się w stanie niemal nienaruszonym. Ekspert-pirotechnik, który jako jeden z pierwszych obejrzał te zdjęcia, doszedł do wniosku, że przeczą one wersji MAK o przebiegu katastrofy. W ostatnich sekundach lotu kapitan Arkadiusz Protasiuk otworzył całkowicie przepustnicę i zwiększył ciąg do maksymalnego. Nie zdążył jednak podnieść samolotu. Maszyna uderzyła więc o ziemię na pełnym ciągu. Z danych technicznych tupolewa wynika, że jego turbina pracuje średnio z prędkością 12 tys. obrotów na minutę a w sytuacji całkowitego otwarcia przepustnicy – z prędkością dochodzącą nawet do 20 tys. obrotów na minutę. – Jeśli o ziemię uderzy silnik pracujący z taką prędkością, wirniki i części turbiny muszą rozpaść się na drobne kawałki, które można znaleźć w odległości kilku kilometrów – uważa biegły (prosił, by na razie nie podawać jego nazwiska do publicznej wiadomości). – Tymczasem silniki Tupolewa zachowały się prawie niezniszczone.

    Według jego ekspertyzy, może to świadczyć tylko o tym, że w momencie uderzenia silnik nie pracował. Tylko ten fakt stanowi jedyne logiczne wytłumaczenie tego, że tuż przed uderzeniem o ziemię samolot nagle zniżył lot. – Zniżył lot, bo silniki nie pracowały i nie było mocy, aby pchać maszynę – mówi biegły. Według niego, ślady barwy popielatej, które zachowały się na wraku silnika, to ślady materiału grafitowego, który zablokował pracę turbiny i wirników, powodując najpierw gwałtowne zejście samolotu, a później uderzenie o ziemię. Zatrzymane silniki, które nie pracowały w momencie uderzenia, nie wybuchły i dlatego pozostały całe. Z oficjalnego komunikatu rosyjskiego komitetu wynika, że samolot zahaczył skrzydłem o drzewo, w wyniku czego odwrócił się na grzbiet i uderzył o ziemię.

    Tej wersji przeczą zdjęcia, na których widać koła i golenie samolotu (metalowe elementy łączące koła z kadłubem). Są wyraźnie zabrudzone błotem. Jak to się stało, że koła i golenie samolotu wybrudziły się błotem, skoro maszyna uderzyła o ziemię odwrócona? Elementy te mogły mieć co najwyżej ślady zachlapania odpryskami błota, tymczasem ich wygląd (gruba warstwa błota) wskazuje, że samolot uderzył dolną częścią o rozmiękczoną ziemię, przekoziołkował i odwrócił się na grzbiet.

    Tajne nagranie

    Wersji lansowanej przez MAK i rosyjską prokuraturę najbardziej przeczy amatorski film nagrany telefonem komórkowym tuż po katastrofie. Widać na nim sylwetki biegających ludzi i słychać odgłosy strzałów. Film został umieszczony na popularnym serwisie internetowym YouTube kilka godzin po katastrofie. Do jego wykonania przyznał się Władimir Iwanow – 30-letni mechanik samochodowy z wioski Siewiernyj pod Smoleńskiem. Iwanow stwierdził, że na miejscu nie widział żadnych osób, a źródłem strzałów były wybuchy amunicji z magazynków należących do funkcjonariuszy BOR towarzyszących prezydentowi. – Byłem w wojsku, znam się na tym – mówił Iwanow. Okazało się, że wcześniej Iwanow złożył inne zeznanie, w którym stwierdził, że na miejscu widział obce osoby. Co więcej – podał nieprawdziwe dane odnośnie telefonu komórkowego. Aparat telefoniczny, którym, jak twierdził, wykonał film, nie posiada kamery ani funkcji nagrywania! Później okazało się, że Iwanow kłamał jeszcze jeden raz. Źródłem odgłosu strzałów nie mogła być amunicja należąca do funkcjonariuszy BOR. Znalezione przy nich magazynki były bowiem… pełne i nie wybuchły po katastrofie.

    Faktycznym autorem filmu był niejaki Andriej Mendierej – chłop mieszkający w pobliżu lotniska Siewiernyj. Tego ranka przechadzał się po okolicznych lasach, gdy w pobliżu upadł samolot Lecha Kaczyńskiego. Mendierej chwycił za telefon komórkowy i natychmiast nagrał wszystko to, co się działo. Zdając sobie sprawę z tego, co widział i słyszał, Mendierej natychmiast umieścił film w internecie. Pozostawił po sobie ślady, po których go zidentyfikowano. 14 kwietnia 2010 roku spotkał się z nim oficer Agencji Wywiadu podający się za pracownika śledczego polskiej prokuratury. Z notatki polskiego wywiadowcy („Najwyższy CZAS!” dysponuje jej kopią) wynika, że Mendierej wyraził zgodę na współpracę i złożenie zeznań, jednak poprosił, aby polska prokuratura załatwiła mu prawo pobytu w Polsce i przyznała ochronę. Zeznań złożyć nie zdążył.

    Następnego dnia został zasztyletowany w Kijowie i kilka godzin później zmarł. Zabezpieczony w internecie film trafił do technika pracującego dla AW i ABW. Po kilku tygodniach ekspert oczyścił film z szumów. Po oczyszczeniu słychać komendy: strielaj, strielaj i rosyjskie zdanie: eta żenszczina żywiot („ta kobieta żyje”). Słychać po polsku prośbę: „Nie dobijajcie nas”. W 37. sekundzie filmu widać mężczyznę w garniturze, który wyczołguje się spod wraku samolotu.

    Tajemniczy telefon

    Nagranie kończy się chwilę po tym, jak na lotnisku włączone zostały syreny alarmowe. Chwilę później na miejscu zjawiły się ekipy ratunkowe, dochodzeniowcy z OMON-u, lekarze i grupy ratunkowe z FSB. Wśród nich był pułkownik Nikita Siergiejewicz Pawlenko – zastępca szefa dochodzeniowców ze smoleńskiego OMON-u. Następnego dnia, w rozmowie z prokuratorem, Pawlenko zeznał, że w sobotę 10 kwietnia miał zaplanowany urlop, ale został wezwany nagłym telefonem przez szefa, który kazał mu jechać na lotnisko Siewiernyj, gdzie rozbił się samolot z polskim prezydentem.

    Zaskoczenie śledczych wzbudziło to, że z drugiego końca miasta pułkownik przyjechał samochodem w ciągu kilku minut. Polski wywiad postanowił zweryfikować tę relację poprzez biling telefoniczny oficera. Okazało się, że jedyny tego dnia telefon pułkownik Pawlenko otrzymał o godzinie 8.31, a więc wtedy, gdy samolot z Lechem Kaczyńskim na pokładzie był jeszcze w powietrzu. – Okoliczności upadku tupolewa wyglądają coraz bardziej zagadkowo – mówi Beata Kempa z PiS, członek zespołu wyjaśniającego katastrofę. – Im dłużej trwa śledztwo, tym więcej pojawia się pytań i zagadek – dodaje.

    Wszystkie te niejasności coraz bardziej wskazują na to, że Lech Kaczyński zginął w wyniku zamachu.

    Leszek Szymowski

  100. Andre said

    Nie chciałbym długo się rozwodzić ,ale niektóre wydarzenia UKAZUJĄ jak PAP podaje nieprawdziwe dane budujące fałszywy obraz rzeczywistości.
    Połączyłem text PAP ( oczywiście nie podpisany) z dostępnymi danymi w sieci.
    Zwracam uwagę na :
    1. STRONĄ DLA RZĄDU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ JEST RZĄD RZĄD FEDERACJI ROSYJSKIEJ.
    2.. RZĄD POWOŁUJE AKREDYTOWANEGO KLICHA PRZY KOMISJI FEDERACJI ROSYJSKIEJ.
    3. MAK JEST firemką TAK JAK JAKAKOLWIEK POLSKA firemka (LOGISTYCZNA, TECHNICZNA ETC) KTÓRA MOŻE ZA ZGODĄ POLSKIEGO RZĄDU BADAĆ KATASTROFĘ.
    4. MAK NIE JEST PARTNEREM DLA AKREDYTOWANEGO — PARTNEREM JEST KOMISJA RZĄDOWA FEDERACJI ROSYJSKIEJ.
    5. SKŁADANIE JAKICHKOLWIEK WNIOSKÓW DO MAK JEST BEZCELOWE I BEZPODSTAWNE- WNIOSKI NALEŻNY SKŁADAĆ DO KOMISJI FEDERACJI ROSYJSKIEJ.
    6. OMAWIANY ARTYKUŁ W SPOSÓB CELOWY ODWRACA UWAGĘ OD REALNYCH ZAGROŻEŃ OSÓB ODPOWIEDZIALNYCH ORAZ OSÓB MATACZĄCYCH W POSTĘPOWANIU WYJAŚNIAJĄCYM „SMOLEŃSK 2010”
    6. ROBI SIĘ TAK ZWANA KANAPKĘ:
    INFO O ARABSKIM I KLICHU(MON) „PRZEŁOŻONE” JEST NEGATYWNYM WIZERUNKIEM MAK(ANODINA)– CZYLI REALIZUJE SIĘ DWA PUNKTY:
    A. MAK JEST ZŁY.
    B.POLACY TRZYMAJMY SIĘ RAZEM.
    (RZĄD WALCZY Z ROSJA O PRAWDĘ)

    7. UWAŻAM , ŻE GDZIEŚ COŚ MUSIAŁO PĘKNĄĆ (SZEREMET ?) I ZACZYNA SIĘ PRÓBA „JEDNOCZENIA POLAKÓW W SPRAWIE SMOLEŃSKA 2010” PO ZWIERZCHNICTWEM RZĄDU(TUSK) A ZA CHWILE PREZYDENTA(KOMOROWSKI)
    8 JEST TO WYRAŹNY SYGNAŁ DO PRZEJĘCIA INICJATYWY NA PLACU BOJU Z RĄK MACIEREWICZA
    9. NIEPOROZUMIENIEM JEST WYSYŁANIE PRZEZ POLSKICH PRZEDSTAWICIELI CZEGOKOLWIEK DO TZW MAK
    ( jeśli mamy takich urzędników to nie dziwmy się ze BÓG NAS KARZE)

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Rosja-wciaz-nie-przekazala-nam-wszystkich-dokumentow-ws.-katastrofy,wid,12531833,wiadomosc.html
    PAP | dodane 26 minut temu

    Szef MSWiA Jerzy Miller potwierdził, że strona polska nie otrzymała z MAK szeregu istotnych dokumentów pozwalających polskiej komisji i prokuraturze kontynuować badanie przyczyn katastrofy z 10 kwietnia.

    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    A TERAZ MILLER
    http://www.senat.gov.pl/k7/dok/sten/057/11.HTM#A00004
    Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji
    Jerzy Miller:

    Dziękuję bardzo.

    Rozpocznę od kwestii dotyczącej instytucji MAK. Proszę państwa, komisja badająca wypadek lotniczy z 10 kwietnia jest komisją Federacji Rosyjskiej, a nie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i bardzo proszę, żebyśmy te dwie kwestie rozróżniali. MAK jest instytucją międzypaństwową wynajętą przez Federację Rosyjską i nie jest żadną stroną dla Rzeczypospolitej Polskiej. Dla Rzeczypospolitej Polskiej stroną jest Federacja Rosyjska. Jak państwo wiedzą, tydzień temu podpisałem memorandum z panem premierem Iwanowem, a nie z panią Tatianą Anodiną. Z panią Tatianą Anodiną podpisałem protokół techniczny związany z przekazaniem konkretnych dokumentów. W związku z tym proszę wyraźnie rozróżniać te kwestie. Chodzi o komisję Federacji Rosyjskiej, czyli naszego partnera, i przedstawiciel Polski jest akredytowany przy tej komisji. Komisja rosyjska uznała za właściwe powołanie komisji technicznej, czyli swojej podkomisji – przepraszam, to jest kolokwializm, ale trzeba to tak nazwać – która w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw z wyjątkiem… Przepraszam, jeden z krajów, nie pamiętam już który, nie należy do tej międzypaństwowej instytucji..
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    I DALEJ za PAP Wirtualna Polska

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Rosja-wciaz-nie-przekazala-nam-wszystkich-dokumentow-ws.-katastrofy,wid,12531833,wiadomosc.html

    Według Millera, który przewodniczy polskiej komisji ds. badania wypadków lotniczych, Edmund Klich, przedstawiciel RP akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) wystosował w tej sprawie list do przewodniczącej MAK Tatiany Anodiny. Miller niezależnie od tego prowadzi swoją korespondencję z MAK.
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    A TU KAWIATUSZESZK ALBO ZIELSKO
    http://lotniczapolska.pl/Tusk:-Edmund-Klich-zrezygnowal-z-kierowania-KBWLLP,13032

    Edmund Klich, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę samolotu Tu-154M,(…)

    I DALEJ
    http://wapedia.mobi/pl/Katastrofa_polskiego_Tu-154_w_Smole%C5%84sku#3.

    Postępowanie rozpoczęła również wspólna komisja rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, (ros.) Межгосударственный авиационный комитет (MAK), i rosyjskiego Ministerstwa Obrony

    http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/tu-154m_101.html
    Tу-154М № 101 10.04.2010

    В соответствии с Российским воздушным законодательством и Приложением № 13 к Конвенции о международной гражданской авиации (ИКАО) для технического расследования авиационной катастрофы самолета Ту-154М № 101 Республики Польша, происшедшей 10 апреля 2010 года в районе г. Смоленска, создана совместная комиссия Межгосударственного авиационного комитета и Министерства обороны Российской Федерации.
    Председатель Межгосударственного авиационного комитета Т. Анодина и члены комиссии убыли на место авиационного происшествия.
    xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

    I DALEJ za PAP Wirtualna Polska
    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Rosja-wciaz-nie-przekazala-nam-wszystkich-dokumentow-ws.-katastrofy,wid,12531833,wiadomosc.html

    Według Millera, polska komisja „ma na ukończeniu” krajowe wątki dotyczące lotu tupolewa z prezydentem Lechem Kaczyńskim i 95 osobami na pokładzie, ale dalsze prace uniemożliwia brak dokumentów z Rosji. – Kilka tygodni temu wystąpiłem z listą dokumentów, które interesują komisję, a których strona polska nie otrzymała. Znając zawiłe procedury obowiązujące w Federacji Rosyjskiej traktuję to wyłącznie jako przewlekłość proceduralną – ocenił.

  101. weronika said

    Trwa spotkanie z prokuraturą w sprawie śledztwa

    informacji jest strasznie dużo
    nie mam tv, więc nie mam jak nagrać

    prokuratura podała oficjalną godzinę wylotu jako 7.27
    powiedziano także, że 0 4.10 rano załoga otrzymała komunikat meteorologiczny

    • weronika said

      prokuratura przedstawiła materiały jedynie dotyczące przygotowania od strony polskiej
      jeżeli chodzi o FR, nie ma wystarczających materiałów, dlatego nie można nic na ten temat powiedzieć

      do dnia dzisiejszego BRAK DOKUMENTÓW z MSW i BOR!!!!

      pytania z debaty do prokuratury:
      -co do filmu: co z nim, kto autorem, czy udało się ustalić czyje głosy, jaka treść
      – pytanie o przesłuchanie Klicha
      – pytanie o przesłuchanie Arabskiego
      – o sposób wyboru Konwencji, kto za to odpowiada, czemu nie skorzystano z porozumienia, czemu nie skorzystano z propozycji Miedwiediewa
      – czy wybór Konwencji ma wpływ na obecne postępowanie
      – dlaczego i kto rozdzielił wizytę na dwie, gdyż początkowo miała być jedna
      – jak oceniają prokuratorzy współpracę

      ciąg dalszy za chwilę

      • weronika said

        – jak oceniana współpraca ze stroną rosyjską
        – przed wizytą był robiony oblot 06.04, czy wobec tego on był ważny dnia 10.04, gdyż zgodnie z instrukcją nie powinien być ważny
        – jak oceniają prokuratorzy współprace z Klichem
        – wg jakich procedur pracowano przez pierwsze 3 dni, ilu polskich prokuratorów było na miejscu, w jaki sposób pracowali na miejscu
        – czy funkcjonariusze BOR chronili ciało i rzeczy osobiste Prezydenta
        – ilu ich było
        – co z telefonem satelitarnym Prezydenta
        – co z dokumentacją remontu samolotu, kto wybrał „ekipę” remontującą, czy prokuratura dysponuje dokumentacją z remontu
        – czy przesłuchano pracowników firmy remontowej
        – jakie było doświadczenie osób obsługujących lotnisko, czy przesłuchano je, ile było osób na wieży, czy zbadano je po, czy obecni byli przy tych czynnościach Polacy, czy 7.04 te same osoby obsługiwały wieżę

    • weronika said

      – czy dysponujemy nagraniami między wieżą a samolotem
      – co z dodatkowymi urządzeniami nawigacyjnymi z 7.04, kto je demontował, jaki był stan techniczny urządzeń
      – czy prokuratura jest w posiadaniu zdjęć z miejsca katastrofy wykonanych przez Rosjan
      – co z pozostawionym mieniem należącym do RP, czy je odzyskamy
      – czy nie powinno się OBECNIE (Macierewicz) w ramach Konwencji przejąć postępowania przez Polskę

      • weronika said

        – czy podczas PIERWSZYCH przesłuchań Rosjan byli obecni polscy prokuratorzy
        – czy prokuratura otrzymała tajne akta dotyczące katastrofy
        – stenogram pełen pomyłek, czy prokuratura bada ten wątek
        – o godz 8.25 wojskowe służby meteorologiczne otrzymały nowe dane, czemu nie zostały przekazane pilotom
        – czemu archeologowie nie wyjechali, czy prokuratura bada wypadek szefa tej misji

      • weronika said

        http://www.tvn24.pl/0,1667912,0,1,prokuratorskie-kalendarium,wiadomosc.html

      • weronika said

        przekazywana jest Biała Księga do prokuratury

      • weronika said

        – czy przygotowanie wizyty po stronie polskiej różniło się od innych wizyt z ostatnich lat
        – czy opóźnienie startu samolotu jest czymś nagminnym, czy incydentem
        – czy jest to złamanie procedur
        – czy były naciski ze strony rządu w sprawie lądowania w trudnych warunkach meteo
        – czy od początku relacje ze stroną rosyjską w sprawie śledztwa są niewystarczające
        – czy strona polska czyniła starania w sprawie przejęcia śledztwa, czy chociażby współuczestnictwa

      • weronika said

        – pytanie o materiały z artykułu „najwyższy czas”
        – kto był odpowiedzialny za dokumentację meteo
        – lotniska zapasowe: jaki transport drogowy z tych lotnisk
        – jakie przyczyny opóźnienia odlotu
        – jaki stan techniczny lotniska w Smoleńsku, czy sprawdzono je pod tym kątem
        – czy Arabski zmienił status wizyty z oficjalnej na nieoficjalną
        – kto wydał decyzję na podzielenie pasażerów na poszczególne samoloty
        – czy prokuratura posiada nagrania z monitoringu lotniska do momentu wylotu
        – dlaczego dopiero w październiku członkowie rodzin będą mieć dostęp do wyników sekcji zwłok

    • JWS said

      Po odebraniu wszelkich pytań, prokurator Seremet będzie musiał zweryfikować swoje podejście do budżetu:
      http://wiadomosci.onet.pl/2205572,10,item.html
      Ostatecznie rząd przykręci kurek z kasą dla prokuratury i śledztwo stanie z braków funduszy.

  102. Magda said

    O tym, że mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik kilku rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, miał podstawy, by złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera i prezydenta-elekta, mówi Krystyna Pawłowicz z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, członek Trybunału Stanu.

    Jeśli premier Donald Tusk – jak pisze w swoim zawiadomieniu do prokuratury mec. Hambura – usłyszał od prezydenta Rosji Miedwiediewa słowa, w których zadeklarował, że śledztwo w sprawie katastrofy będą prowadzili wspólnie prokuratorzy polscy i rosyjscy, to prawo międzynarodowe publiczne traktuje to jako zawarcie umowy międzynarodowej, nawet jeśli te słowa wypowiedziane były przez telefon
    . Art. 148 Konstytucji RP mówi, że premier reprezentuje Radę Ministrów, która, zgodnie z art. 146 Konstytucji, odpowiada za politykę zagraniczną rządu. Premier był więc konstytucyjnie uprawniony do reprezentowania Polski w sprawie zasad prowadzenia śledztwa. Odstąpienie od nawet tak zawartej umowy międzynarodowej nie było dla Polski korzystne. Tymczasem obywateli nie poinformowano o zasadności odstąpienia, a wymagało ono, zgodnie z art. 7 Konstytucji RP, podania podstawy prawnej. Mec. Hambura miał więc prawne podstawy, by złożyć takie zawiadomienie do prokuratury. Szkodą Polski jest, że oddaliśmy śledztwo Rosji i nie mamy wpływu na jego przebieg, tym samym straciliśmy szansę na dojście do prawdy. W najnowszych komentarzach do KK do art. 129 z marca 2010 r. prof. Andrzej Marek dopuszcza bardzo rozszerzoną interpretację tego artykułu, a także samej szkody wyrządzonej RP, która może być bardzo szeroko interpretowana. Także w komentarzach do ww. artykułu KK pod redakcją prof. Andrzeja Wąska twierdzi się, że przedmiotem ochrony wynikającym z art. 129 KK są szeroko rozumiane interesy państwa polskiego. Ocenę szkody i interesu państwa pozostawia się sędziemu. Naruszeniem art. 129 KK jest nie tylko działanie, ale także zaniechanie działania szkodliwe dla Polski.
    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/37329

  103. ndb2010 said

    http://www.tvn24.pl/0,1667912,0,1,prokuratorskie-kalendarium,wiadomosc.html

    18 marca – 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego pisze pismo z wnioskiem o zgody dyplomatyczne do Białorusi i Rosji i prosi o parametry lotnisk i zapewnienie przez stronę rosyjską znającego język polski „lidera” na wieży w Smoleńsku, pomagającego załogom lądować.

    26 marca – z ambasady w Moskwie do 36 SPLT wpłynął plan lotniska Siewiernyj w Smoleńsku z planem podejścia do lądowania; oblot komisyjny i przegląd Tu-154M.

    31 marca – anulowano zamówienie „liderów”, bo załogi znają język rosyjski, podtrzymano wniosek o aktualny plan lotniska.

    Jak na moje oko to się tu coś nie zgadza. 18 marca Był wniosek o plan lotniska, 26 marca plan lotniska został otrzymany a 31 marca wniosek o plan lotniska został podtrzymany(czyli tak jakby nie otrzymali planu lotniska)

    • weronika said

      Konrad, chyba nie zauważyłeś, co napisałam powyżej
      do dnia dzisiejszego nie otrzymano danych z Rosji, co mnie w ogóle nie dziwi, o ile można tak powiedzieć
      ale
      do dnia dzisiejszego, nie otrzymano też danych z MSW i BOR, co uważam za skandal
      prokuratura oczekuje również na dokumenty z BBN

      z tego powodu kalendarium jest niepełne i można je co najwyżej o kant …. [cenzura]

      • ndb2010 said

        Cyniczni2010. Jaki rząd takie społeczeństwo.

        Tylko ślepy jeszcze wierzy w jakieś dobre intencje rządu.

        P.S
        W odpowiedzi na Kalendarium prokuratury i TVN jest nowy wpis.

        https://ndb2010.wordpress.com/2010/08/04/smolensk-antoni-macierewicz-kontra-donald-tusk-i-g-schetyna/

        Troszkę lepsza wersja niż TVN. Ale cóż można wymagac po dziennikarzach w koncu im płacą tylko za posłuszeństwo. Jak w PRL-u, bierny ale wierny jest dziennikarz TVn-u.

      • weronika said

        co do odpowiedzi na powyższe pytania z debaty przyznam, że nie dotrwałam
        wyłączyłam komputer tuż po tym, jak p. Seremet stwierdził, że zastosowanie Konwencji Chicagowskiej w sumie nie miało negatywnego wpływu na śledztwo
        nie chciałam się denerwować

      • ndb2010 said

        Z Seremetem jest taki problem, że wszyscy się tłumaczą, że jest to człowiek L.Kaczyńskiego bo to on go powołał.

        Prawda jest zupełnie inna. Krajowa Rada Sądownicza dała dwóch kandydatów. Tak więc choc L.Kaczyńśki powołał to Seremet to kandydat KRS. A czyje są sądy w Polsce???

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Seremet

        Dlatego się o tym nie mówi głośno aby propagowac niezależnosc prokuratury.

  104. JWS said

    Prawie uwierzyłem, to jedna z najbardziej ulubionych moich bajek ,,tajemnica wojskowa”.
    http://wiadomosci.onet.pl/2206220,11,wskazano_przeszkode_we_wspolpracy_z_rosja_ws_katastrofy,item.html

    Może jakiś debil to kupi. Albo przynajmniej jeden już tak twierdzi.

    • max said

      dobrze Ktos napisal tam na forum !! ” Za to Polska jako czlonek NATO dala prowadzic sledztwo samej Rosji – bez zadnego nadzoru pomimo umowy obustronnej z 1993 r no i pozwalajacego na to ustnego zapewnienia premiera Putina ktore mozna traktowac jako umowe miedzynarodowa” !!!

      • max said

        Rosyjska prokuratura skierowała do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie dwa nowe wnioski z prośbą o przekazanie dokumentów procesowych ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Rosjanie chcą uzyskać m.in. informacje, jakie udało się odczytać z rejestratorów dźwięku w samolocie.

        ——————–

        moznaby odpowiedziec ze po udostepnieniu nowych odczytow odkrylibysmy przed wrogiem skutecznosc natowskich metod odszumiania dzwieku 🙂

    • JWS said

      Wziął się i wystraszył chyba, czy co ?
      Chłopak na posyłki via SMS :

      http://wiadomosci.onet.pl/2206278,11,miller_w_trybie_natychmiastowym_uda_sie_do_rosji_dostalem_sms,item.html

      • JWS said

        To taka bezkonfliktowa nowoczesnaja mieżdunarodnaja współpraca, na esemesika.

        Ciach i się znajdują papiery w wersji numer X patch N. W zależności od ilości i jakości dzisiejszych pytań. Reakcja błyskawiczna.

      • JWS said

        Tatiana mimo upływu lat ma jedna wielki urok, żeby tak na esemesa ?

  105. JWS said

    ,,Na pytanie jednego z posłów PiS, kto zdecydował, że będą dwie wizyty w Katyniu, a nie jedna, Szeląg odparł, że prokuratura wyjaśnia przyczyny katastrofy.”
    http://wiadomosci.onet.pl/2206292,11,sa_zeznania_dwoch_osob_z_wiezy_w_smolensku_jest_wiele_pytan,item.html

  106. ndb2010 said

    https://ndb2010.wordpress.com/wypowiedzi-dyskusje-o-10-04-2010/

    Nowa strona do dyskusji.

  107. Aśka said

    Ile Hypkiemu płacą za te niestworzone historie?

    http://www.tvp.info/informacje/polska/eksperci-katastrofa-tu154m-byla-mozliwa/2625152
    Symulacja przeczy słowom Kaczyńskiego
    Eksperci: katastrofa Tu-154M była możliwa
    Autor: em|en, asl; Źródło: PAP
    18:01 06.09.2010
    Każdy samolot ma swoją bezwładność, dlatego czasem trzeba kilku lub kilkunastu sekund, by maszyna zareagowała na działanie pilota – twierdzą eksperci lotniczy, odnosząc się do symulacji lądowania Tu-154M, której zapis został dostarczony polskim śledczym przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy. – Twierdzenie, że można nie wyjść z wysokości 20 m, może być prawdziwe – ocenił ekspert ds. lotnictwa Piotr Abraszek.
    PAP/EPA
    – Rezygnacja z ćwiczeń na symulatorach przyczyniła się do tej katastrofy – ocenia ekspert lotniczy Tomasz Hypki (PAP/EPA)

    Czytaj także
    * MAK udostępnił raporty z remontu Tu-154M
    * „Tu-154M to przerobiony bombowiec, nie mógł się rozsypać”
    * Prezes PiS „przeżarty dążeniem do władzy”

    Raport
    * Katastrofa w Smoleńsku

    Międzynarodowy Komitet Lotniczy (MAK) przekazał polskiej stronie dokumenty m.in. z eksperymentu, który przeprowadzono na symulatorach lotu. W jego ramach zmodelowano podejście polskiego Tu-154M do lądowania na lotnisku w Smoleńsku. W eksperymencie uczestniczyli rosyjscy i polscy eksperci oraz piloci, którzy wykonali cztery próby posadzenia maszyny. Jedna z nich – gdy założono, że odejście nastąpi z wysokości 20 metrów – zakończyła się katastrofą.

    – W samolocie siły bezwładności są na tyle duże, że trzeba odczekać kilka czy kilkanaście sekund, zanim nastąpi odpowiedź samolotu, np. po dodaniu gazu czy wychyleniu samolotu. Twierdzenie, że można nie wyjść z wysokości 20 m, może być prawdziwe – ocenił Abraszek.

    Inny z ekspertów, Tomasz Hypki, prezes Agencji Lotniczej Altair, zwraca uwagę, że „w Polsce zrezygnowano z ćwiczeń na symulatorach, a teraz w Moskwie odwzorowuje się na nich lot Tu-154”. – A więc symulator pozwala na realistyczne odwzorowanie lotu. Rezygnacja z ćwiczeń na symulatorach przyczyniła się do tej katastrofy – ocenił.

    Zdaniem Grzegorza Sobczaka ze „Skrzydlatej Polski”, eksperyment zrobiony w Rosji może być odpowiednikiem wizji lokalnej prowadzonej w śledztwie przez prokuraturę. Jak mówił, nie będzie to miało przełomowego charakteru w dochodzeniu. – Myślę, że chodziło o to, by wiedzieć, kiedy sytuacja była na tyle groźna, że nie będzie szans na wyprowadzenie samolotu. Chodziło o znalezienie punktu krytycznego, którego przekroczenie powodowało, że sytuacja już zmierzała ku katastrofie – wyjaśnił.

    Eksperci odnieśli się także do wypowiedzi prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który dla blogpress.pl powiedział, że „trzeba odpowiedzieć na pytanie, dlaczego bombowiec, bo Tu-154M to przecież przerobiony bombowiec, który spada bez rozbijania z 80 metrów (…), w tym wypadku się kompletnie rozsypał”. Według szefa PiS „ze względu na szczególnie silną konstrukcję, ten samolot powinien pościnać drzewa i sobie poradzić”. Oświadczył również, że „przy normalnym lądowaniu w tym lesie, na tym błocie, według specjalistów, przynajmniej połowa ludzi by przeżyła”.
    PAP/A. Ciereszko
    Symulacja ostatniego lotu Tu-154M zaprzecza słowom prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, jakoby katastrofa była wynikiem błędu ludzkiego (PAP/A. Ciereszko)
    Eksperci zaprzeczają słowom prezesa PiS

    Zarówno zdaniem Hypkiego, jak i Abraszka twierdzenie, że Tu-154M to bombowiec, są nieprawdziwe. – To był samolot pasażerski, od początku, jeszcze w latach 60. projektowany w celu przewozów pasażerskich – powiedział Abraszek. Jak tłumaczył, rządowy „Tu-154M to akurat ostatnia wersja linii Tu-154, w której poprawiono ekonomikę: przeprojektowano skrzydło, zmieniono napęd”. – To miało sprawić, by był to samolot ekonomiczniejszy od jego poprzednich wersji, np. Tu-154b2 – mówił Abraszek.

    Z kolei Sobczak ocenił, że „pewne doświadczenia przy projektowaniu samolotów bombowych na pewno były wzięte pod uwagę przez biuro Tupolewa przy opracowywaniu Tu-154, ale nie wydaje się, by to była konstrukcja bombowca zaadaptowana do samolotu pasażerskiego”.

    – Ten samolot, jak każdy samolot, miał bardzo delikatną strukturę, złożoną z blach duralowych – bardzo cienkich, o milimetrowych grubościach. Jak ktoś widział samolot z bliska, na pewno zobaczył, że na wielu jego elementach są napisy, żeby nie chodzić, nawet nie dotykać, bo to są bardzo delikatne elementy – tłumaczył Hypki.

    W ocenie ekspertów przy konstruowaniu samolotu nigdzie na świecie nie uwzględnia się przypadków zderzenia z jakimś przedmiotem, czy uderzenia w drzewo.

    Hypki podkreślił, że przy katastrofie w locie odwróconym (jak było w przypadku prezydenckiego samolotu w Smoleńsku) szansa pasażerów na przeżycie spada prawie do zera i nie ma w takim przypadku znaczenia, że samolot uderzył w nawierzchnię z błotem.

  108. […] Wypowiedzi „ekspertów” PRL-bis po 04.07.2010- Demontaż dezinformacji. […]

  109. Gabby said

    http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/12/18/pe-smolensk-2010-wysluchanie-publiczne-ekspercka-analiza-wojskowego-kontrolera-lotow/

    Szanowny panie autorze prosze o komentarz do tego linka ktory wysylam, dlaczego to nie jest jakoś rozpowrzechnione Obywatelom?

    • ndb2010 said

      Analizy te zostały potwierdzone w polskich uwagach do raportu MAK wiec są ogólnie dostępne. Mowi sie o tym głośno i już nikt nie kwestionuje błędnego naprowadzania.
      pozdr.

  110. Gabby said


    Czy pan zna juz wyniki eksperymentu?

  111. Gabby said


    Czy pani już cos wiadomo co do eksperymentu na Tu 154 102?
    Czy pan analizował już ten temat ?
    Pozdrawiam

  112. Gabby said

    http://vod.gazetapolska.pl/18-%E2%80%9Cwstrzasajace-klamstwa-po-%E2%80%93-po-co-zrobili%E2%80%9D
    kolejna szkokująca informacja

  113. Gabby said

    http://niezalezna.pl/9832-mapa-smolensk-siewiernyj-cd

  114. Gabby said

    http://lubczasopismo.salon24.pl/katastrofasmolenska/post/273833,komputer-tu-154-zamilkl-15-metrow-nad-ziemia

  115. Gabby said

    http://forum.londynek.net/viewtopic.php?p=57025&sid=9e33c5c8b081e12bd3270c337a629ec5
    kolejny temat bardzo prosze Autora o komentarze do w/w linków

  116. Gabby said

    http://lubczasopismo.salon24.pl/katastrofasmolenska/post/269661,taws-w-mak-dziwny-czas

  117. Gabby said

    http://www.acontrario.pl/viewtopic.php?f=27&t=692

  118. Gabby said

    kolejny link do analizy
    http://www.acontrario.pl/viewtopic.php?f=27&t=692

  119. Gabby said

    http://www.acontrario.pl/viewtopic.php?f=27&t=692
    oto kolelny link do analizy
    Pozdrawienia

  120. Gabby said

    http://niezalezna.pl/8793-petelicki-ujawnia-szokujace-fakty

  121. Gabi said

    http://wirtualnapolonia.com/

  122. Gabi said

    Panie Kondradzie proszę zobaczyc wykres prof Nowaczyka powyzej i skomentować bardzo proszę
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: